29.05.2023, 16:02 ✶
Oficjalne prace na wykopaliskach miały rozpocząć się w maju. Pewne rzeczy jednak należało przygotować wcześniej – jak choćby zadbać o to, aby mugole nie dostali się tutaj znowu, co w przypadku mugolskich archeologów skończyło się wyjątkowo marnie. Oraz postarać się, aby żadni domorośli poszukiwacze przygód, nie weszli na teren ruin i nie zrobili sobie krzywdy albo (co zdaniem Cathala byłoby znacznie gorsze) czegoś nie uszkodzili.
Poza tym Shafiq po prostu nie mógł się powstrzymać. Od chwili, w której zorientował się, że być może to jednak nie jest tylko „przeciętna, magiczna wioska”, i zobaczył zdjęcia okolicznych filarów, nie mógł się doczekać aż znajdzie się na miejscu.
Tego dnia urządzał właśnie ich obchód. Jednemu z nich, położonego tuż przy granicy zaklęć ochronnych, zrobił sporo zdjęć, starał się rozpoznać rodzaj kamienia, którego użyto do jego wzniesienia oraz przypatrywał się znakom, zirytowany, że nie jest w stanie pojąć ich znaczenia. Nie były to zwykłe runy ani żaden język, bo wtedy powinien go rozumieć. O co w takim razie chodziło? Jego prace zostały jednak przerwane charakterystycznym bzyczeniem, cichym, ale trudnym do pomylenia z czymkolwiek innym.
Ktoś przeszedł przez pierwszą linię zabezpieczeń antymugolskich – które miały skłaniać mugoli do szybkiego powrotu, skąd przyszli, bo przypomną sobie o czymś ważnym – i wpadł w te mocniejsze, przeznaczone dla czarodziejów. I Cathal od razu zakładał, że próbował tu wejść celowo. Wszak w okolicy stały tabliczki, informujące o zakazie wstępu, najpierw te dla mugoli, a potem specjalne, za pierwszą linią ochrony, dla czarodziejów.
Shafiq skierował się w stronę, z której docierał alarm. Był w pobliżu, dotarł tam więc dość szybko. Na szyi miał pasek od aparatu, ubrany w znoszone spodnie, ubabrane nieco ziemią, starą koszulę i kurtkę, bo szaty czarodziejów zdecydowanie nie sprawdzały się, gdy chodziłeś na kolanach wokół kamiennego filaru. Zatrzymał się kilka kroków od Geraldine, dłonie chowając w kieszeniach kurtki. Obserwował jej walkę z zaklęciem z pewnym rozbawieniem. Podwójnym, bo – rzecz jasna – rozpoznał ją. Pamiętał każdy szczegół ich ostatniego spotkania.
- Naprawdę niegrzecznie tak wyzywać cudze matki – skomentował, nie robiąc żadnego ruchu, aby pomóc pannie Yaxley. W końcu nie wiedział, kim była, co tu robiła i dlaczego próbowała dostać się na teren wykopalisk.
Poza tym Shafiq po prostu nie mógł się powstrzymać. Od chwili, w której zorientował się, że być może to jednak nie jest tylko „przeciętna, magiczna wioska”, i zobaczył zdjęcia okolicznych filarów, nie mógł się doczekać aż znajdzie się na miejscu.
Tego dnia urządzał właśnie ich obchód. Jednemu z nich, położonego tuż przy granicy zaklęć ochronnych, zrobił sporo zdjęć, starał się rozpoznać rodzaj kamienia, którego użyto do jego wzniesienia oraz przypatrywał się znakom, zirytowany, że nie jest w stanie pojąć ich znaczenia. Nie były to zwykłe runy ani żaden język, bo wtedy powinien go rozumieć. O co w takim razie chodziło? Jego prace zostały jednak przerwane charakterystycznym bzyczeniem, cichym, ale trudnym do pomylenia z czymkolwiek innym.
Ktoś przeszedł przez pierwszą linię zabezpieczeń antymugolskich – które miały skłaniać mugoli do szybkiego powrotu, skąd przyszli, bo przypomną sobie o czymś ważnym – i wpadł w te mocniejsze, przeznaczone dla czarodziejów. I Cathal od razu zakładał, że próbował tu wejść celowo. Wszak w okolicy stały tabliczki, informujące o zakazie wstępu, najpierw te dla mugoli, a potem specjalne, za pierwszą linią ochrony, dla czarodziejów.
Shafiq skierował się w stronę, z której docierał alarm. Był w pobliżu, dotarł tam więc dość szybko. Na szyi miał pasek od aparatu, ubrany w znoszone spodnie, ubabrane nieco ziemią, starą koszulę i kurtkę, bo szaty czarodziejów zdecydowanie nie sprawdzały się, gdy chodziłeś na kolanach wokół kamiennego filaru. Zatrzymał się kilka kroków od Geraldine, dłonie chowając w kieszeniach kurtki. Obserwował jej walkę z zaklęciem z pewnym rozbawieniem. Podwójnym, bo – rzecz jasna – rozpoznał ją. Pamiętał każdy szczegół ich ostatniego spotkania.
- Naprawdę niegrzecznie tak wyzywać cudze matki – skomentował, nie robiąc żadnego ruchu, aby pomóc pannie Yaxley. W końcu nie wiedział, kim była, co tu robiła i dlaczego próbowała dostać się na teren wykopalisk.