Maya widziała rano jak Oleander śpiewał Desmondowi na urodziny, więc domyśliła się jaki był dzisiaj dzień. W wolnej chwili zaproponowała mu, że mogą razem poświętować przy alkoholu, który sama załatwi. Chciała mu odrobinę zaimponować. Chłopak wydawał się jej być tajemniczą osobą i dosyć nieznaną, odległą, starszą od niej, więc nic dziwnego, że miała z nim mało do czynienia, a mimo to Malfoy zwrócił na nią uwagę. Dziewczyna była jeszcze naiwna, czasami nie rozumiała ludzkich zamiarów, ale zdecydowanie wiedziała, że musi być ostrożna. Desmond mimo swojej urody był mężczyzną, a Maya od dziecka była uczona sceptycyzmu względem tej płci. W ramach prezentu na jego urodziny wykradła od woźnego butelkę ciemnego rumu, a była w tym dobra. Lubiła ryzyko, lubiła dreszczyk emocji i to, że mogła testować swoją umiejętność, która była nadal czasami dla niej zmorą. Nie lubiła, gdy ludzie czytali z niej jak z księgi, a przez metamorfomagie jej emocje pojawiały się często na włosach. Starała się nad tym panować, ale to wymagało od niej dużej dawki skupienia i wysiłku.
Gdy się spotkali obdarzyła go delikatnym, acz stonowanym uśmiechem. Pełnym profesjonalizmu jak była uczona w domu. Starała się nie wyrażać emocji, a też z jej drobnych obserwacji zauważyła, że Desmond był człowiekiem praktycznym, ale zawsze mogła się mylić. Ludzie często karmili innych pozorami. Na jego wypowiedź nic nie odpowiedziała, a jedynie skinęła głową chowając butelkę pod szatą. Ruszyła za nim będąc ciekawą, gdzie chłopak ją zaprowadzi. Szła delikatnie za nim, aby pozwolić mu czuć się osobą decyzyjną, dominującą. Obserwowała jego posturę, aby móc ją zapamiętać.
Stanęła delikatnie obok nie spuszczając z niego wzroku. Ciekawił ją ten rytuał, ciekawiło ją to, czy chłopak nie zwariował krążąc wokół pustej ściany i mamrocząc jakieś słowa pod nosem. Po chwili zadziała się magia i w miejscu, gdzie przed chwilą nie było nic pojawiły się drzwi, zwykłe drewniane. Zapomniała się i uśmiechnęła na ten widok. Czyżby to był ten dziwny pokój, który pojawiał się tylko nielicznym? Słyszała kiedyś o nim, ale nigdy nie potrafiła go znaleźć.
— Czy to jest…? – nie dokończyła tylko weszła do środka. Pomieszczenie to wyglądało jak przytulny salon z mnóstwem pólek, które były wypełnione książkami, na ścianie naprzeciwko był kominek, który płonął. Na niektórych półkach był alkohol, ale wyglądało to tak jakby ktoś kiedyś był w tym miejscu i go tu zostawił. Na środku stała wygodna kanapa i fotele ze stoliczkiem. W suficie były okna przez które wpadało światło księżyca i gwiazd. W jednym rogu była fontanna z ławkami, która nie pasowała do pomieszczenia, ale jednocześnie dodawała uroku.