29.05.2023, 23:16 ✶
W Dolinie bywał rzadko. Jakoś ogólny klimat tego miejsca niezbyt mu odpowiadał. Może chodziło tę szeroko pojętą sielskość, a może o zwyczajny fakt, że przyzwyczaił się do szarych kamieniczek, stłoczonych ciasno na ulicach i wielkomiejskiego zgiełku. Nie znaczyło to jednak, że zamierzał Nottowi odmawiać, chociaż nie był pewien czy powód, ze nie miał nic innego do roboty, był odpowiednim do ewentualnego przytoczenia. Ale taka była prawda - ciężko było go wyłuskać z jego własnej pracowni, bo zwykle zawalony był pracą po uszy. Tym, albo wołaniem o pomstę do nieba, kiedy bliźniaki odstawiały kolejny ze swoich numerów, wyraźnie idąc po rekord jak szybko uda im się sprawić, że Tim osiwieje.
U Philipa pojawił się w chmurze zielonkawych płomieni, wychodząc z jego kominka i starając się zbytnio nie uświnić podłogi popiołem z paleniska. Spacery nie należały do jego ulubionych czynności, którymi mógł zająć sobie czas, nie mówiąc o tym, że podejrzewał iż zabłądziłby gdzieś po drodze. A ostatnie czego potrzebował to żeby Nott i Urquart szukali go gdzieś w kniei.
Miał na sobie zwykłe spodnie, w które wpuścił koszulę w ciemnym, strategicznym kolorze. Takim, na którym nie widać było przypadkowych zabrudzeń z warsztatu. Pierwsze co zrobił, kiedy stanął przed kominkiem, to wygładził materiał na piersi, szybko i kontrolnie spoglądając w dół, na swoje buty. Poziom zapopielenia był minimalny, co przyjął z zadowoleniem.
Rozejrzał się, spojrzeniem szybko znajdując zarówno gospodarza, jak i drugiego gościa. Do obu uśmiechnął się lekko, podnosząc ku górze prawą dłoń, w której trzymał butelkę ognistej whisky. W końcu w gościach nie wypadało pojawić się z pustymi rękoma. Przynajmniej tyle udało się jego matce wbić mu do głowy.
- Dzień dobry, dzień dobry. Przynoszę wpisowe - podał butelkę Philipowi. - Mam nadzieję, że nie musieliście zbyt długo czekać, musiałem na szybko szukać dzisiaj klątwołamacza, bo brat polizał zaklęty medalion. Nie wyobrażacie sobie, jak dużo ludzi przynosi do wyceny i sprawdzenia medaliony, które zamiast podróbkami okazują się przeklęte.
U Philipa pojawił się w chmurze zielonkawych płomieni, wychodząc z jego kominka i starając się zbytnio nie uświnić podłogi popiołem z paleniska. Spacery nie należały do jego ulubionych czynności, którymi mógł zająć sobie czas, nie mówiąc o tym, że podejrzewał iż zabłądziłby gdzieś po drodze. A ostatnie czego potrzebował to żeby Nott i Urquart szukali go gdzieś w kniei.
Miał na sobie zwykłe spodnie, w które wpuścił koszulę w ciemnym, strategicznym kolorze. Takim, na którym nie widać było przypadkowych zabrudzeń z warsztatu. Pierwsze co zrobił, kiedy stanął przed kominkiem, to wygładził materiał na piersi, szybko i kontrolnie spoglądając w dół, na swoje buty. Poziom zapopielenia był minimalny, co przyjął z zadowoleniem.
Rozejrzał się, spojrzeniem szybko znajdując zarówno gospodarza, jak i drugiego gościa. Do obu uśmiechnął się lekko, podnosząc ku górze prawą dłoń, w której trzymał butelkę ognistej whisky. W końcu w gościach nie wypadało pojawić się z pustymi rękoma. Przynajmniej tyle udało się jego matce wbić mu do głowy.
- Dzień dobry, dzień dobry. Przynoszę wpisowe - podał butelkę Philipowi. - Mam nadzieję, że nie musieliście zbyt długo czekać, musiałem na szybko szukać dzisiaj klątwołamacza, bo brat polizał zaklęty medalion. Nie wyobrażacie sobie, jak dużo ludzi przynosi do wyceny i sprawdzenia medaliony, które zamiast podróbkami okazują się przeklęte.