Ledwo udało jej się usiąść dostrzegła mężczyznę, który zmierzał w jej kierunku. Przyglądała mu się uważnie, jednak nie napastliwie, chciała po prostu przyjrzeć się mu dokładniej, aby zobaczyć, czy zna tą twarz. Nie kojarzyła jej, na pewno by zapamiętała, był bowiem bardzo charakterystyczny - te blizny rzucały się w oczy, chociaż Rhii nie oceniała. Wydawało jej się, że mężczyzna mógł przeżyć sporo w swoim życiu, w końcu nie wzięło się to znikąd.
Kiedy podszedł do jej stolika, nim się jeszcze odezwał uśmiechnęła się do niego ciepło, a potrafiła być urocza. Zresztą miała naprawdę niewinną aparycję.
Zamarła, kiedy się przedstawił. Crouch. Mógł dostrzec lekkie zmieszanie, które malowało się na jej twarzy. Starała się nie dać tego po sobie poznać, jednak w środku ogromnie się denerwowała. W końcu był krewnym Oleandra, co jeśli on coś mu powiedział. Bała się, że tajemnica mogła się wydać, a nie wiedziała, co innego może go do niej sprowadzać. Odetchnęła głeboko, nie zamierzała jednak uciec, chociaż to by była chyba najlepsza opcja.
- Dobry wieczór, jak najbardziej, zapraszam. - Powiedziała melodyjnym głosem. Znał jej nazwisko, ktoś mu o niej opowiedział, nie miała jednak pojęcia, co. To było w tym wszystkim najgorsze. Jeszcze chwila i pewnie się dowie.
Nie sprawiał wrażenia jakoś negatywnie do niej nastawionego, może więc wcale nie sprowadzało go do niej nic co mogłoby sprawić jej kłopoty. - Miło mi pana poznać, jeśli mogę spytać, co pana do mnie sprowadza? - Wolała jak najszybciej usłyszeć odpowiedź, wtedy będzie spokojniejsza.