30.05.2023, 13:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2023, 13:05 przez Cathal Shafiq.)
- To dopiero nasze drugie spotkanie, a ja już zraniłem twoje serce? – zdziwił się obłudnie Cathal, unosząc jasne brwi. – Zazwyczaj to wymaga przynajmniej trzech spotkań – uzupełnił. Wciąż nie wyciągał różdżki i jeżeli miał zamiar zaatakować Geraldine, to doskonale się z tym krył, bo sprawiał wrażenie raczej spokojnego. W jego postawie czy tonie nie pojawił się ani cień agresji, chociaż beztroska mogła być oczywiście wyłącznie pozą. Sam dostrzegał jej irytację, owszem. Ale absolutnie nic sobie z niej nie robił.
- Biały koń? Cóż za nudy. Gdybym miał ratować damę w opresji, przyleciałbym na hipogryfie – skłamał, bo z racji na to, że zdecydowanie nie był najlepszym jeźdźcem i niezbyt przepadał za nauką o magicznych stworzeniach, raczej było wątpliwe, czy utrzymałby się na grzbiecie takiego zwierzaka zbyt długo. – Dlaczego nie? Pogoda jest całkiem przyjemna, widoki ładne… – dorzucił odnośnie spieszenia się, wskazując ku widocznej linii lasu.
Nie chciała tutaj trafić. Może mówiła prawdę, może nie. Cathal na razie nie mógł tego zakładać.
– W takim razie co tutaj robiłaś, skoro nie chciałaś tu trafić? – spytał, i tym razem jego ton stał się bardziej rzeczowy, a spojrzenie przestało być aż tak kpiące. – Pracuję tutaj. Teren jest ogrodzony i zabezpieczony ze względu na niebezpieczeństwo… oraz ryzyko prób kradzieży – dodał, tak że mogła dopowiedzieć sobie resztę… o ile już doskonale prawdy nie znała i nie pojawiła się tutaj celowo. Nie uwalniał jej, bo nie miał pojęcia, jak się znalazła w miejscu, do którego zdecydowanie nie powinna trafić.
I w tej chwili starał się zdecydować, czy po prostu ją puścić, bo nie warto zadawać sobie trudu kontaktów z Ministerstwem Magii, czy też jednak należało wezwać Brygadzistów, bo wysoka blondynka z kuszą może sprawić im jakieś problemy także w przyszłości. Miał dziwne wrażenie, że jeżeli po prostu zdjąłby pułapkę i dał jej sobie pójść, mogłaby spróbować zaraz podejść z drugiej strony.
- Biały koń? Cóż za nudy. Gdybym miał ratować damę w opresji, przyleciałbym na hipogryfie – skłamał, bo z racji na to, że zdecydowanie nie był najlepszym jeźdźcem i niezbyt przepadał za nauką o magicznych stworzeniach, raczej było wątpliwe, czy utrzymałby się na grzbiecie takiego zwierzaka zbyt długo. – Dlaczego nie? Pogoda jest całkiem przyjemna, widoki ładne… – dorzucił odnośnie spieszenia się, wskazując ku widocznej linii lasu.
Nie chciała tutaj trafić. Może mówiła prawdę, może nie. Cathal na razie nie mógł tego zakładać.
– W takim razie co tutaj robiłaś, skoro nie chciałaś tu trafić? – spytał, i tym razem jego ton stał się bardziej rzeczowy, a spojrzenie przestało być aż tak kpiące. – Pracuję tutaj. Teren jest ogrodzony i zabezpieczony ze względu na niebezpieczeństwo… oraz ryzyko prób kradzieży – dodał, tak że mogła dopowiedzieć sobie resztę… o ile już doskonale prawdy nie znała i nie pojawiła się tutaj celowo. Nie uwalniał jej, bo nie miał pojęcia, jak się znalazła w miejscu, do którego zdecydowanie nie powinna trafić.
I w tej chwili starał się zdecydować, czy po prostu ją puścić, bo nie warto zadawać sobie trudu kontaktów z Ministerstwem Magii, czy też jednak należało wezwać Brygadzistów, bo wysoka blondynka z kuszą może sprawić im jakieś problemy także w przyszłości. Miał dziwne wrażenie, że jeżeli po prostu zdjąłby pułapkę i dał jej sobie pójść, mogłaby spróbować zaraz podejść z drugiej strony.