- Tak! To znaczy częściowo, to nie jest moje jedyne zajęcie. Dodatkowo nauczam teleportacji, w Hogwarcie i na prywatne zlecenia. - Utrzymywanie się może było zbyt dużym określeniem, bo Sam raczej należał do tych osób, które liczyły każdy grosz, aby jakoś przetrwać do końca miesiąca, mimo tego, że miał dwie prace. Jednak wcale go to nie zniechęcało. Wierzył w to, że kiedyś uda mu się stworzyć coś niesamowitego, dzięki czemu stanie się bogaty, i wyruszy wreszcie w podróż śladem swojej matki; odkryje mityczne El Dorado. Grunt to mieć jakiś cel w życiu.
- Wiesz, taki warsztat przy domu, nic specjalnego. Jeśli miałbyś kiedyś ochotę, to mógłbyś wpaść. Mam wrażenie, że masz podobne zainteresowania, a co dwie głowy to nie jedna! Może razem uda nam się stworzyć coś wyjątkowego. - Ururu mógł usłyszeć entuzjazm w głosie Sama. Widać było, że naprawdę cieszy się z tego, że udało mu się znaleźć kogoś, kto miał podobną pasję. To, że w warsztacie czasem kręcił się jego ojciec opój postanowił pominąć, wolałaby nie wspominać o tym na pierwszym spotkaniu. Nie uważał, żeby było się czym chwalić.
Carrow wyciągnął dłoń w kierunku mężczyzny, żeby jakoś w miarę kulturalnie przebiegło to przedstawienie, skoro już do niego doszło. Sam nie wpadł na to, że wypadałoby od tego zacząć, ale nie ma co ukrywać - nie był specjalnie biegły w takich czynnościach. Został wychowany raczej w prosty sposób, czasem nie do końca wiedział, jak się zachować. - Miło mi cię poznać. Samuel Carrow, żaden pan. - Wydawało mu się bowiem, że są w podobnym wieku.