Miała wrażenie, że to po prostu ułatwi im wizualizację. Wcale nie chodziło o to, że móglby coś popsuć... wcale. Jakby już wcześniej nie miał okazji. Szczególnie, gdy pojawiał się w tym miejscu po paru głębszych, czasem dosyć mocno chwiejąc się na nogach. - Zarejestrowałam. Kwiaty skojarzyły mi się z przemijaniem, w sensie, jako łąka, prochy, śmierć. - Trochę inaczej niż jemu, ale zamierzała się trzymać wytycznych - tak jak ją prosił. - Widzę, że sens jest inny. Zrobię tak jak mówisz, żeby ta historia została odpowiedziana w taki sposób. - Jej pomysł wiązał się raczej z nieszczęśliwym zakończeniem, a to przecież nie tak miało być.
- Nie znam się na szachach Stanley, ale wierzę, że dokładnie tak jest. - Jakoś nigdy nie przyszło jej się nauczyć w nie grać. Większą część życia spędziła malując, ewentualnie grając na wiolonczeli. Próbowała jednak znaleźć analogię do szachów, choć szło jej to trochę topornie przez to, że sama nie potrafiła w nie grać.
- Niby tak, ale zazwyczaj reaguje w ten sposób, kiedy moje pomysły zawodzą. - Postanowiła wyjaśnić, skąd wzięła się jej irytacja. Właściwie to pierwszy raz mogli podyskutować o tym, czym się zajmowała. W końcu jak do tej pory Borgin widział jedynie kilka jej obrazów. Nie rozmawiali jak dotąd o samym procesie twórczym. Dlatego właśnie chciała mu to nieco wyjaśnić.
Nie miało być przyjęcia, nie chciała się wpraszać, bo może miał ochotę spędzić ten wieczór sam z matką, a ona tak zupełnie niepotrzebnie teraz się narzuciła. - Nie ma nic wspanialszego od czekolady, tyle, że nie chciałabym wam przeszkadzać. Rozumiem, że możesz chcieć spędzić ten dzień sam na sam z nią, a raczej ona z tobą, bo to w końu jej urodziny. - Miała świadomość, że każdy lubił w inny sposób celebrować swoje urodziny. Dla Anne zapewne największą przyjemnością było spędzanie tego dnia z jedynym synem - naprawdę potrafiła to zrozumieć.
Nie spodziewała się zupełnie tego nagłego przytulenia. Trochę zabolało, ale mimo to zaśmiała się w głos. W końcu mógł zabić, a tylko trochę zgniótł. - Chyba mówiłeś, chociaż może nie, mógłbyś powtórzyć? - Na pewno zapamięta te słowa, kiedy dojdzie między nimi do jakiejś sprzeczki będzie mogła to wykorzystać. - i nie przesadzajmy, to nic nadzwyczajnego. Zobaczymy w ogóle, co wyjdzie z twojego pomysłu i mojej wizji, mam nadzieję, że wtedy będziesz mówił podobnie. - Nie chciałaby rozczarować Stanleya. Tym bardziej, że miał bardzo konkretne oczekiwania, będzie musiała się mocno skupić, aby wszystko poszło po ich myśli. Zależało jej bowiem na tym, żeby ten obraz naprawdę był idealny, bo robiła go dla niego. Znaczy dla Anne.
- W takim wypadku, zaraz zrobię kawę. - Jednak zostanie na chwilę, ucieszyła się. Już miała się odwrócić na pięcie i udać w stronę kuchni, gdy wspomniał o tym, że ma coś jeszcze. Oczy jej się zaświeciły, była ciekawa, o wymyślił tym razem. Przyglądała się uważnie kopercie, którą trzymał w dłoni.
- Ministerstwo Magii? - Zapytała zainteresowana. - Nie trzymaj mnie dłużej w niepewności, co to takiego? - Podeszła bliżej Borgina, żeby móc przyjrzeć się temu dokładniej. - No mów, co jest w kopercie, prooooszę. - Gdyby była trochę wyższa pewnie próbowałaby mu ją wyrwać z ręki, no ale nie była.