31.05.2023, 00:07 ✶
Coraz rzadziej Morfeusz otulał ją szczelnie swoimi ramionami, kołysząc do snu.
Dużo częściej spędzała w noce wgapiając się w sufit, musząc mierzyć się z myślami, które narastały w ciągu dnia. Myślami, które spychała gdzieś na samo dno swojej świadomości.
Tego wieczoru jednak zaskakująco szybko powieki skleiły się na dłużej. Ledwie ciemne loki zdążyły rozsypać się na gładkiej, białej powierzchni poduszki, a Andromeda już znajdowała się w nieco innej rzeczywistości. Jednakże obrazy, ociekające wręcz przerażającym realizmem skutecznie wprawiały jej ciało w niespokojne ruchy. Trzy razy ktoś - mężczyzna o nieznanej jej twarzy - próbował odebrać życie jej starszej siostrze. Trzy razy to ona - wbrew założeniom, jakie można by było przyjąć biorąc pod uwagę dynamikę ich relacji - ratowała Bellatrix przed odejściem na tamten świat.
Obudziła się zlana potem, przecierając oczy, jakby chciała zmusić swoje oczy do szybszego przyzwyczajenia się do ciemności. W panice szukała zegarka, jakby ten wskazując czas miał potwierdzić, że to nie kolejny etap skomplikowanego przedstawienia, którego została główną bohaterką, a którego inżynier był nieznany. Dopiero we wczesnych godzinach porannych pozwoliła sobie na ponowny sen. A raczej ten złapał ją, gdy chwilowo opuściła gardę. I z racji dnia wolnego, nie spodziewała się szybkiej pobudki.
Znowu.
Znowu krzyk Bellatrix przebijał się jakby z drugiej strony.
Andromeda jednak nie umiała zlokalizować źródła głosu, a jej zaspany umysł odmawiał przyjęcia do wiadomości, że do koniec odpoczynku na dziś. Próbowała jeszcze się bronić, gdy Bella gwałtownie rozsunęła zasłony, Andromeda schowała głowę pod kołdrę, zachowując się niczym małe dziecko, które odmawiało porannej pobudki.
Czy musiała nękać ją z samego rana? Nie wystarczyło, że przez jej wersję z koszmarów straciła całą noc? - Czego chcesz? - jęknęła, gdy nieco się ocknęła i przypomniała sobie z kim na do czynienia i że walka, którą podjęła otępiona snem wersja Andromedy nie miała się na nic zdać, ponieważ od razu była skaza na porażkę. Odsłoniła głowę, niechętnie podnosząc się do pozycji półleżącej. Bliźniaczo podobne oczy spoglądały teraz na Bellę spod lekko przymrużonych powiek. - Coś się stało? - wrócił ten strach, ociekający realizmem strach z koszmaru.
Dużo częściej spędzała w noce wgapiając się w sufit, musząc mierzyć się z myślami, które narastały w ciągu dnia. Myślami, które spychała gdzieś na samo dno swojej świadomości.
Tego wieczoru jednak zaskakująco szybko powieki skleiły się na dłużej. Ledwie ciemne loki zdążyły rozsypać się na gładkiej, białej powierzchni poduszki, a Andromeda już znajdowała się w nieco innej rzeczywistości. Jednakże obrazy, ociekające wręcz przerażającym realizmem skutecznie wprawiały jej ciało w niespokojne ruchy. Trzy razy ktoś - mężczyzna o nieznanej jej twarzy - próbował odebrać życie jej starszej siostrze. Trzy razy to ona - wbrew założeniom, jakie można by było przyjąć biorąc pod uwagę dynamikę ich relacji - ratowała Bellatrix przed odejściem na tamten świat.
Obudziła się zlana potem, przecierając oczy, jakby chciała zmusić swoje oczy do szybszego przyzwyczajenia się do ciemności. W panice szukała zegarka, jakby ten wskazując czas miał potwierdzić, że to nie kolejny etap skomplikowanego przedstawienia, którego została główną bohaterką, a którego inżynier był nieznany. Dopiero we wczesnych godzinach porannych pozwoliła sobie na ponowny sen. A raczej ten złapał ją, gdy chwilowo opuściła gardę. I z racji dnia wolnego, nie spodziewała się szybkiej pobudki.
Znowu.
Znowu krzyk Bellatrix przebijał się jakby z drugiej strony.
Andromeda jednak nie umiała zlokalizować źródła głosu, a jej zaspany umysł odmawiał przyjęcia do wiadomości, że do koniec odpoczynku na dziś. Próbowała jeszcze się bronić, gdy Bella gwałtownie rozsunęła zasłony, Andromeda schowała głowę pod kołdrę, zachowując się niczym małe dziecko, które odmawiało porannej pobudki.
Czy musiała nękać ją z samego rana? Nie wystarczyło, że przez jej wersję z koszmarów straciła całą noc? - Czego chcesz? - jęknęła, gdy nieco się ocknęła i przypomniała sobie z kim na do czynienia i że walka, którą podjęła otępiona snem wersja Andromedy nie miała się na nic zdać, ponieważ od razu była skaza na porażkę. Odsłoniła głowę, niechętnie podnosząc się do pozycji półleżącej. Bliźniaczo podobne oczy spoglądały teraz na Bellę spod lekko przymrużonych powiek. - Coś się stało? - wrócił ten strach, ociekający realizmem strach z koszmaru.