• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander

[23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#8
31.05.2023, 03:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.05.2023, 03:14 przez Oleander Crouch.)  
Wywrócił oczyma, choć bardziej z rozbawienia niż irytacji. Był w tym geście cień pobłażania, który przeszedł po jego młodej twarzy uśmiechem dziwnej wyższości. Nie było to w jego wypadku nic nowego, od kołyski wmawiano mu, że jest wspaniały, wyjątkowy, najlepszy, a wszyscy inni powinni mu tylko przyklaskiwać.
Czuł jej dyskomfort. Nie upajał się nim, choć w pewnym stopniu go satysfakcjonował. Był jak niezbalansowany smak herbaty z cytryną i cukrem, gdy wciśnie się zbyt dużą ilość cytrusa, a ten osadza się na wargach nie dając w spokoju smakować się w słodkości trunku.
– Rozumiem, że nie każdy z twoich uczniów był równie utalentowany, co ja i faktycznie, większość rodziców traktowała grę jako przedmiot dodatkowy. Szkoda, bo z twoją pasją do tego i umiejętnościami odziedziczonymi po matce pewnie nauczyłabyś niejednego głąba jak odpowiednio naciskać klawisze – specjalnie używał takich słów. Błądził dłonią po stole, pomiędzy srebrnymi sztućcami, nóżką kieliszka, a stronicami menu. Przesunął po nim jedynie wzrokiem, stwierdzajac, że zamówi pare przypadkowych przystawek, coś z owoców morza i ... cokolwiek, co Rhiannon mogła sobie życzyć.
Uśmiechnął się do niej ciepło, chcąc sprawić, że spięte w stresie ramiona jeszcze bardziej opadną, zejdą do poziomu, w którym będzie mógł przestać martwić się o to, czy na pewno Panna Pettigrew nie ucieknie mu przed północą zostawiając po sobie jedynie szklany pantofelek. Tak, dzisiaj była centrum jego uwagi, tak samo jak on chciał być wszystkim tym, na czym miałby być skupione jej oczy. Nie interesowało go jutro, pojutrze czy za miesiąc, liczył się moment, krótka zachcianka. Fakt, ze miała dużo do stracenia jeszcze bardziej go ekscytował, przywoływał znajome motyle w brzuchu, sprawiał, że miarowe oddechy stawały się płytsze, a serce przyspieszało. Lubił pęd w jakim adrenalina pulsowała w jego ciele, gdy mierzył kobietę wzrokiem.
Szczerze ucieszył się, gdy powtórzony po Niemcu z Drezna przesąd rozpogodził i rozluźnił atmosferę. Podziękował mu w myślach, przypominając sobie jak jego zgrabne od wywijania smyczkiem palce przesuwały się pod materiałem koszuli, jak zdawkowo umięśnione ramiona spinały się pod naporem kolejnych ruchów, a skóra ustępowała paznokciom w rozgorączkowanych chwytach. Definitywnie patrzyli sobie w oczy podczas każdego toastu tego wieczora.
Wspomnienie przyprawiło go o chwilowo zamglone spojrzenie, zielone oczy dosłownie zakryły się rosą, przybierając na chwilę kolor turkusowej laguny, aby zaraz wrócić do zieleni, w której Rhiannon znajdywała komfort. Upił więcej szampana, pozwalając odległej myśli o przyjemności sprzed dwóch lat zatonąć wraz z innymi uniesieniami.
– Siedem lat to zdecydowanie za długo, aby odmawiać sobie takich przyjemności. W tym kontekście nawet rok jest jak czytanie przymusowej lektury na historię magii, która wnosi do naszego życia tyle, co nic – wzrzuszył ramionami – Jako nauczycielka masz na ten temat na pewno inne zdanie, wiem. Zgodziłabyś się z moją matką i jej wydanymi rozprawami. Nie moja filiżanka herbaty. Pisanie i czytanie jest za ciche, jak wpaść komuś w ucho, gdy milczy się nad tomem skostniałych dziejów? – zaśmiał się pod nosem, kontynuując dyskusję o tematach najróżniejszych, w głównej mierze nie majacych wielkiego znaczenia. Podkolorowywał zdania, wykonywał cały ten rytuał bardzo naturalnie, mogłoby się wydawać, że nie było tam nawet krztyny fałszu.
Jego usta rozciągnęły się w jeszcze szerszym uśmiechu, gdy blondynka przywołała cytat, który przyniósł mu sławę. Czuł się dumny za każdym razem, gdy ktoś go kojarzył z tym wydarzeniem. Pławił się w tej uwadze, nie interesowały go negatywne opinie na jego temat, a raczej, te również podbijały jego popularność, więc nie uznawał ich za nich złego, śmiał sie jedynie w twarz ludziom, których jego akcje i słowa irytowały, a ktorzy byli na ten temat bardzo wokalni. W końcu robili mu przysługę nie zdając sobie z tego sprawy.
– Oczywiście, że prawda – w jego oczach zamigotały ogniki ekscytacji – Należało się jej. Obnosiła się ze swoją czystością przed ślubem, a miała między nogami połowę departamentu. Nie ma w tym nic złego, oczywiście, ludzka rzecz, ale na rany Morgany, upominała każdą, jedną inną osobę i wsadzała nos w nie swoje sprawy. Cała ta rozmowa zaczęła się od tego, że jej zapytałem czy z chuja spadła i z którego, jak powiedziała, że powinienem znaleźć sobie żonę, a nie uganiać się za 'biednymi' dziewczętami i robić im nadzieje. Oczywiście była ode mnie starsza, więc nazwała mnie gówniarzem, stąd, jak już wiesz, mój komentarz. – rozłożył ręce i z zadowolony, pewnym siebie uśmieszkiem przymknął oczy. Był bardzo pewny swojej racji i tego, że nie zrobił nic złego, ba. Wydawało mu się, że wyświadczył przysługę nie jednej osobie, która padłaby ofiarą tej hipokrytki, bo, kto wie - być może i tak było. Tego już nie mógł wiedzieć, bo w tym samym momencie, gdy zakończyła się ich kłótnia, pożegnał się również z karierą w Wizengamocie.
Mówił na tyle głośno, że jedna ze starszych kobiet na sali zwróciła na niego uwagę. Pomachał jej rezolutnie, bez grama nawet wstydu i wrócił spojrzeniem do swojej rozmówczyni, tym razem opierając brodę na dłoni i z zadowoleniem lustrując ją spojrzeniem.
– Ot, nie znoszę hipokryzji – kontynuował, wcale nie ciszej, chociaż też nie krzyczał. Po prostu jego głos był donośny, a samym tonem głosu i postawą zwracał na siebie uwagę.
– Ojciec da mi spokój, definitywnie. Nie chce mnie z powrotem w Ministerstwie i dzięki Merlinowi. Matka musiała to przeboleć, ale ostatecznie zrozumiała, że chce podążać za swoją pasją. Severine, moja starsza siostra, chyba ją kojarzysz? Pracuje w rodzinnej kancelarii, to im powinno wystarczyć. Nie każdy musi być w tej rodzinie prawnikiem, zwłaszcza, ze to takie nudne. Cały dzień tylko papiery, klienci, Wizegnamot, pretensjonalne baby, którym wydaje się, że są najświętsze pod słońcem, blablabla, okropne, okropne, Rhi, mówię ci, jestem taki zadowolony, ze wyrwałem się z okowów tego skostniałego miejsca – potrząsnął teatralnie głową, sprawiając, że burza loków zafalowała pod naporem ruchu, niektóre kosmyki opadły mu na czoło, więc dmuchnął, aby wróciły na swoje miejsce.
Westchnął teatralnie.
– Czyli dobrze, że o tobie pomyślałem! Widzisz? Słuchaj, przyniosłem ci bilety na mój następny koncert. Dwa, jeżeli potrzebujesz więcej możesz dać mi znać – oczywiście, że chciał wybadać czy z kimś się umawia, nawet jeżeli właśnie powiedziała, że jej życie przez ostatni rok nie było interesujące.
– Mam też nuty, napisałem nowy utwór, ale. Ale – uniósł jeden palec, na który połyskiwał jeden z pierścionków; złota obrączka z niewielkim szafirem na szczycie – Nie myśl sobie, że tylko dlatego cię tutaj zaprosiłem. Te nuty przyniosłem przy okazji. Po prostu chce wiedzieć co myślisz, ale najpierw zamówmy jedzenie, bo jestem jeszcze przed śniadaniem, a kelner się nie spieszy – uniósł rękę przywołując obsługę i obrzucając podchodzącego do stolika mężczyznę trochę oburzonym spojrzeniem, ale ostatecznie nic nie powiedział. Zamówił jedynie to, co wcześniej miał zamiar: cztery przystawki, z czego jedną z krewetkami, drugą z kawiorem, a trzecią z różnego rodzaju pieczywem i smakowymi oliwami oraz ostrygi w białym winie, dla dwóch osób. Pozwolił Rhiannon domówić to, co chciała.
Kelner, skoro już stał przy stoliku uzupełnił im szklanki kolejną porcją szampana.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (3762), Oleander Crouch (3520)




Wiadomości w tym wątku
[23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Bard Beedle - 27.05.2023, 23:48
RE: [23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Oleander Crouch - 27.05.2023, 23:51
RE: [23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Bard Beedle - 27.05.2023, 23:54
RE: [23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Oleander Crouch - 27.05.2023, 23:57
RE: [23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Bard Beedle - 27.05.2023, 23:59
RE: [23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Oleander Crouch - 28.05.2023, 05:37
RE: [23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Bard Beedle - 28.05.2023, 07:27
RE: [23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Oleander Crouch - 31.05.2023, 03:03
RE: [23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Bard Beedle - 01.06.2023, 21:24
RE: [23.03.1972] Proszę dopisać do rachunku| Rhiannon & Oleander - przez Oleander Crouch - 05.08.2025, 00:32

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa