31.05.2023, 17:58 ✶
Czuł, jak Oleander gnie mu się w palcach. Podobało mu się to, ale tak naprawdę nie był w stanie się na tym wystarczająco skupić. Nie po to po raz kolejny zadał to samo pytanie, żeby przegapić odpowiedź przez nurzanie się w fantazjach o przemocy. Ponadto stres dalej aię go trzymał. I słusznie, bo wydarzyło się właśnie to, czego się bał.
Z palcami zaciśniętymi na jego nadgarstkach już od dobrej minuty śledził pęd jego tętna, ale dopiero teraz mógł poczuć jego oddech i ciepło jego ciała, wraz z intensywnym zapachem pałającym od jego szyi, z miękkością jego ust i z przykrą szorstkością jego podbródka po zgolonym zaroście... bo po tą całą perfumą i magią to był facet, nawet jeżeli tak nie wyglądał i nawet jeżeli chyba sam o tym zapominał.
Zamarł w bezruchu na kilka sekund, zanim udało mu się odepchnąć chłopaka od siebie. Nie mógł udawać, że w ogóle nie spodziewał się takiej odpowiedzi, ale absolutnie nie w takiej formie.
- Degeneracie. - Nie potrafił zdecydować się, czy przeważał w nim szok, złość czy obrzydzenie; w pierwszej chwili wygrał wiseralny wstręt.
Puścił jego ręce i z hukiem zamknął okno. Oparł łokcie o komodę przy oknie i myślał, krzywiąc się z bólu.
Spodziewał się po nim tego w jakiś sposób. Zawsze był dziwny, zawsze był w pewien sposób niepokojący. Nie wyglądał, ani nie zachowywał się, jak normalny chłopak. Ale nawet mimo to nigdy nie miał problemu z dziewczynami, więc skąd to się u niego wzięło? Nie musiał tego robić. Miał tyle innych opcji. Opcji bez penisa, za to z szerokimi biodrami, z wąską talią, z jasną, nieskazitelną skórą, z pełnymi ustami, ze ślicznymi, ciemnymi oczami i...
- Mogłeś mieć Mayę - mruknął cicho, chyba bardziej do siebie, niż do niego.
Ale to była prawda. Mógł ją mieć na skinienie palca, z jakiegoś powodu jadła mu z ręki. Tak jak wszyscy inni. Czuł zazdrość i złość, nie mógł wytrzymać myślenia o tym, jak Oleander marnował swój potencjał.
Zmusił się do porzucenia tamtego tematu i podjął drugi, równie nieprzyjemny - ich przyjaźń okazała się kłamstwem.
Przecież to było oczywiste, że Oleander musiał czegoś od niego chcieć. Nikt nie spędzałby z nim tyle czasu tylko dlatego, że go lubił. Zawsze musieli mieć jakiś ukryty cel, w tym przypadku zboczony seks.
- Jak długo mnie oszukujesz - zapytał oschle, jakby dalej nie rozstał się z ostatnim podrygiem nadziei.
Bo może to było tylko chwilowe.
Z palcami zaciśniętymi na jego nadgarstkach już od dobrej minuty śledził pęd jego tętna, ale dopiero teraz mógł poczuć jego oddech i ciepło jego ciała, wraz z intensywnym zapachem pałającym od jego szyi, z miękkością jego ust i z przykrą szorstkością jego podbródka po zgolonym zaroście... bo po tą całą perfumą i magią to był facet, nawet jeżeli tak nie wyglądał i nawet jeżeli chyba sam o tym zapominał.
Zamarł w bezruchu na kilka sekund, zanim udało mu się odepchnąć chłopaka od siebie. Nie mógł udawać, że w ogóle nie spodziewał się takiej odpowiedzi, ale absolutnie nie w takiej formie.
- Degeneracie. - Nie potrafił zdecydować się, czy przeważał w nim szok, złość czy obrzydzenie; w pierwszej chwili wygrał wiseralny wstręt.
Puścił jego ręce i z hukiem zamknął okno. Oparł łokcie o komodę przy oknie i myślał, krzywiąc się z bólu.
Spodziewał się po nim tego w jakiś sposób. Zawsze był dziwny, zawsze był w pewien sposób niepokojący. Nie wyglądał, ani nie zachowywał się, jak normalny chłopak. Ale nawet mimo to nigdy nie miał problemu z dziewczynami, więc skąd to się u niego wzięło? Nie musiał tego robić. Miał tyle innych opcji. Opcji bez penisa, za to z szerokimi biodrami, z wąską talią, z jasną, nieskazitelną skórą, z pełnymi ustami, ze ślicznymi, ciemnymi oczami i...
- Mogłeś mieć Mayę - mruknął cicho, chyba bardziej do siebie, niż do niego.
Ale to była prawda. Mógł ją mieć na skinienie palca, z jakiegoś powodu jadła mu z ręki. Tak jak wszyscy inni. Czuł zazdrość i złość, nie mógł wytrzymać myślenia o tym, jak Oleander marnował swój potencjał.
Zmusił się do porzucenia tamtego tematu i podjął drugi, równie nieprzyjemny - ich przyjaźń okazała się kłamstwem.
Przecież to było oczywiste, że Oleander musiał czegoś od niego chcieć. Nikt nie spędzałby z nim tyle czasu tylko dlatego, że go lubił. Zawsze musieli mieć jakiś ukryty cel, w tym przypadku zboczony seks.
- Jak długo mnie oszukujesz - zapytał oschle, jakby dalej nie rozstał się z ostatnim podrygiem nadziei.
Bo może to było tylko chwilowe.