31.05.2023, 19:36 ✶
Odrzucenie rozlało się po jego ciele gorzkim dreszczem zawodu. Oddychanie stało się trudne z całkiem innego powodu niż wcześniej, motyle w brzuchu opadły, chociaż nieprzyjemny nacisk wcale nie ustał. Nie powstrzymał emocjonalnej zmiany koloru oczu, które na chwilę przybrały barwę wyblakłej zieleni - naturalnej dla ludzkiej genetyki, zabarwionej o szarość. Zaraz znowu pociemniały, ale nie wróciły już odcieniem do głębokiego brązu.
Złapał się o parapet, czując jak traci grunt pod nogami. Trzaśnięcie okna spowodowało, że się wzdrygnął. Zacisnął oczy. Chciał stąd zniknąć. Uciec. Wyjść. Nie mógł oddychać, było mu okropnie przykro, bo spełnił się jego największy lęk. Żałował, chciał to naprawić, ale nie widział na razie rozwiązania. Wprawiało go to w całkiem inny rodzaj paniki - takiej, która nie ekscytowała i nie odbijała się na kręgosłupie dreszczami podniecenia.
– Odważne słowa jak na kogoś, kto przed chwilą przyznał, że ekscytuje go myśl o śmierci i morderstwie – był zły na reakcje przyjaciela. Spodziewał się jej, była dokładnie tym, czego się obawiał, czego chciał uniknąć i dlatego tyle lat delektował się jego bliskością bez odkrywania prawdziwych uczuć. Przecież nie mogł nad nimi panować, nie mógł wybrać, kogo chce jego serce. Nawet nie chciał myśleć, że mógłby być to ktoś inny niż Desmond.
Parsknął pod nosem, bo mimo głębokiego smutku, na zewnątrz wychodziła po prostu złość.
Oleander nigdy nie rozumiał dlaczego społeczeństwo tak bardzo szkaluje relacje ludzi tej samej płci. Jako czarodziej, ktory urodził się z umiejętnością metamorfomagii nie rozumiał pojęcia binarności. Nie myślał o ludziach, jako o tym, co mają w spodniach, nie w tej kategorii co większość konserwatywnego społeczeństwa, też jego własna rodzina. Dla niego przyjemność była po prostu przyjemnością - nie liczyło się czy uzyskana od kobiety czy mężczyzny. Oczywiście nigdy nie powiedziałby tego na głos, ale zmiany w kobiety nie były dla niego problematyczne. Czuł się w delikatnych, miękkich i drobniejszych ciałach dziewcząt w ten sam sposób, co w swoim - komfortowo.
– A więc to o to chodzi. – przyznał sucho. Otworzył oczy, ale wciąż nie uniósł głowy. Było mu trudno zebrać myśli. Wypity alkohol wcale w tym nie pomagał.
– Wiem. Ale nie chciałem. To ty byłeś. Jesteś. To ty jesteś w niej zakochany. – jego wypowiedzi były enigmatyczne i bardziej chaotyczne, bo tak naprawdę to nie chciał rozmawiać. Właściwie nie chciał tu nawet być. Było to nowe uczucie, nie spodziewał się, że kiedykolwiek takie względem Malfoya odczuje.
Nie odpowiedział mu na pytanie, bo po prostu nie uważał, że jest na to gotowy.
Nie oszukiwał go, poza miłością, był też jego przyjacielem. Przynajmniej za takiego się uważał.
– Jeżeli płeć jest dla ciebie problemem, mogę wyglądać jakkolwiek, jak tylko chcesz. – dodał ciszej, czując upokorzenie w tych słowach. Nawet jeżeli bardzo chciał uciec z tej rozmowy, z mieszkania, wciąż nie potrafił pogodzić się z odrzuceniem.
Złapał się o parapet, czując jak traci grunt pod nogami. Trzaśnięcie okna spowodowało, że się wzdrygnął. Zacisnął oczy. Chciał stąd zniknąć. Uciec. Wyjść. Nie mógł oddychać, było mu okropnie przykro, bo spełnił się jego największy lęk. Żałował, chciał to naprawić, ale nie widział na razie rozwiązania. Wprawiało go to w całkiem inny rodzaj paniki - takiej, która nie ekscytowała i nie odbijała się na kręgosłupie dreszczami podniecenia.
– Odważne słowa jak na kogoś, kto przed chwilą przyznał, że ekscytuje go myśl o śmierci i morderstwie – był zły na reakcje przyjaciela. Spodziewał się jej, była dokładnie tym, czego się obawiał, czego chciał uniknąć i dlatego tyle lat delektował się jego bliskością bez odkrywania prawdziwych uczuć. Przecież nie mogł nad nimi panować, nie mógł wybrać, kogo chce jego serce. Nawet nie chciał myśleć, że mógłby być to ktoś inny niż Desmond.
Parsknął pod nosem, bo mimo głębokiego smutku, na zewnątrz wychodziła po prostu złość.
Oleander nigdy nie rozumiał dlaczego społeczeństwo tak bardzo szkaluje relacje ludzi tej samej płci. Jako czarodziej, ktory urodził się z umiejętnością metamorfomagii nie rozumiał pojęcia binarności. Nie myślał o ludziach, jako o tym, co mają w spodniach, nie w tej kategorii co większość konserwatywnego społeczeństwa, też jego własna rodzina. Dla niego przyjemność była po prostu przyjemnością - nie liczyło się czy uzyskana od kobiety czy mężczyzny. Oczywiście nigdy nie powiedziałby tego na głos, ale zmiany w kobiety nie były dla niego problematyczne. Czuł się w delikatnych, miękkich i drobniejszych ciałach dziewcząt w ten sam sposób, co w swoim - komfortowo.
– A więc to o to chodzi. – przyznał sucho. Otworzył oczy, ale wciąż nie uniósł głowy. Było mu trudno zebrać myśli. Wypity alkohol wcale w tym nie pomagał.
– Wiem. Ale nie chciałem. To ty byłeś. Jesteś. To ty jesteś w niej zakochany. – jego wypowiedzi były enigmatyczne i bardziej chaotyczne, bo tak naprawdę to nie chciał rozmawiać. Właściwie nie chciał tu nawet być. Było to nowe uczucie, nie spodziewał się, że kiedykolwiek takie względem Malfoya odczuje.
Nie odpowiedział mu na pytanie, bo po prostu nie uważał, że jest na to gotowy.
Nie oszukiwał go, poza miłością, był też jego przyjacielem. Przynajmniej za takiego się uważał.
– Jeżeli płeć jest dla ciebie problemem, mogę wyglądać jakkolwiek, jak tylko chcesz. – dodał ciszej, czując upokorzenie w tych słowach. Nawet jeżeli bardzo chciał uciec z tej rozmowy, z mieszkania, wciąż nie potrafił pogodzić się z odrzuceniem.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦