31.05.2023, 21:40 ✶
Sztuka była inspirująca, tworzący ją ludzie stanowili jedną z ulubionych grup towarzyskich Pandory, bo jej dobra przyjaciółka również takową była, chociaż bardziej skrajną. Nie myślała jednak, że tyle osób dziś przyjdzie, większość poważnych czarodziejów była bowiem nastawiona równie specyficznie do wróżbiarstwa, co do seansów spirytystycznych oraz duchów, chociaż zdaniem brunetki to drugie było bardzo fascynujące. Jak wspaniale byłoby porozmawiać z kimś sprzed trzystu lat i poznać lepiej, jak wtedy wyglądał świat? Nie zwracała uwagi na otaczających ją ludzi, nie przyglądała się reporterom, ewentualnym politykom, których twarze mogłyby być znane z gazet. Cieszyła się tym, co widziała, pozwalała, aby szalała jej wyobraźnia, czego dowodem było tak prędkie zatonięcie w wypełnionym gwiazdkami plakatu. Nawiązania do astronomii zawsze ją przekonywały, sprawiały, że angażowała się mocniej przez własną pasję i poniekąd też pracę, bo na zlecenia klientów przygotowywała mapy nieba.
Nie wpadła na Sebastiana celowo i chociaż było to trochę niefortunne w takim miejscu, to pomyślała, że był całkiem miękki, co potem wyjaśniło jego ciepłe ubranie. Bezpośrednia Turczynka obdarzała go pogodnym, raczej odważnym spojrzeniem, a z ust nie schodził jej wcale uśmiech. Właściwie była tu sama, a przecież dużo raźniej było oglądać wystawy w towarzystwie, gdy można było dzielić się opiniami. Mężczyzna miał odrobinę surowy wyrazy twarzy, trochę może, jakby żałował tutaj przyjścia, ale może też było mu gorąco, bo przy szyi wystawał golf? Przekręciła głowę na bok, zgarniając ciemne pasmo za ucho, wprawiając w kołysanie tkwiące tam kolczyki. - Zapewniam Pana, że moja. Nie patrzyłam zupełnie, gdzie idę. Pan czasem tak tam, że się zapatrzy? - zapytała z delikatnym wzruszeniem ramion, zupełnie nie biorąc jego niedorzecznych przeprosin na poważnie, bo przecież to ona wywołała kolizję, a trzeba było brać odpowiedzialność za swoje czyny, nawet tak błahe. Nie miała pojęcia, czy miał w ogóle ochotę na konwersację, ale wyglądał — po dłuższym przyjrzeniu się i braku reakcji z przechodzących obok gości na to, że przystanął i z nią rozmawiał — jakby przyszedł sam.
- Nie wyglądasz, jakby było Ci tu miło, ale mam nadzieję, że to nie przeze mnie. - zauważyła z nutą rozbawienia, gdy uciekł wzrokiem i sama przeniosła spojrzenie brązowych oczu gdzieś na bok, przez chwilę zawieszając je na jakieś ekspozycji. Nie miała pojęcia, czego się po tej wystawie do końca spodziewać, bo czarodziejskie były zupełnie inne, niż te, które oferował świat mugoli, który przez Akane również odwiedzała. - Właściwie to nie. Byłam raz, kilka lat temu. A Ty? Często odwiedzasz to muzeum? - zupełnie nie zwróciła uwagi na to, że mógł powiedzieć coś nie tak albo się ewentualnie zawstydzić, kontynuowała konwersację, jak gdyby nigdy nic. Jedynie co, to rozpięła wierzchnie odzienie, bo od tłumu ludzi i temperatury we wnętrzu, faktycznie robiło się trochę gorąco. - Wystawy bardzo lubię, ale zwykle.. Te mniej ruchome? Lub o innej tematyce. Tu przyszłam, bo mój tato nie chciał, a zobaczyłam napis "spirytystyczny" i byłam zwyczajnie ciekawa, czego mogę się tu spodziewać i co się wydarzy. - wyznała szczerze, nieco może konspiracyjnym szeptem, nachylając się w jego kierunku. Poprawiła swój tobołek, wsuwając dłonie do kieszeni kurtki, podczas gdy znów przesunęła spojrzeniem po jego twarzy. Dlaczego wyglądał na spiętego? Pandora obdarzyła go kolejnym uśmiechem, chcąc go trochę zachęcić może lub sprawić, aby się lepiej poczuł, bo ten był bardzo zaraźliwy. Jak ziewanie, tylko w bardziej pozytywnym sensie.
- Masz ochotę obejrzeć resztę ze mną, czy masz już inne plany lub towarzystwo? Wiesz, we dwoje zawsze raźniej. No i podobno gdzieś tu ma być kawa. Lubisz kawę?
Zaproponowała swobodnie, pozwalając sobie na wzięcie głębszego oddechu, bo przez przechodzącą obok Panią chwilę wcześniej i jej niesamowicie intensywne perfumy z nutą bodajże peonii, zakręciło ją trochę w nosie. A naprawdę kichać nie chciała. Policzki Sebastiana poróżowiały, co było dość urocze, ale nie skomentowała tego w żaden sposób, nie chcąc go krępować, bo niektórzy mogli być na tym punkcie bardzo wrażliwi.
Nie wpadła na Sebastiana celowo i chociaż było to trochę niefortunne w takim miejscu, to pomyślała, że był całkiem miękki, co potem wyjaśniło jego ciepłe ubranie. Bezpośrednia Turczynka obdarzała go pogodnym, raczej odważnym spojrzeniem, a z ust nie schodził jej wcale uśmiech. Właściwie była tu sama, a przecież dużo raźniej było oglądać wystawy w towarzystwie, gdy można było dzielić się opiniami. Mężczyzna miał odrobinę surowy wyrazy twarzy, trochę może, jakby żałował tutaj przyjścia, ale może też było mu gorąco, bo przy szyi wystawał golf? Przekręciła głowę na bok, zgarniając ciemne pasmo za ucho, wprawiając w kołysanie tkwiące tam kolczyki. - Zapewniam Pana, że moja. Nie patrzyłam zupełnie, gdzie idę. Pan czasem tak tam, że się zapatrzy? - zapytała z delikatnym wzruszeniem ramion, zupełnie nie biorąc jego niedorzecznych przeprosin na poważnie, bo przecież to ona wywołała kolizję, a trzeba było brać odpowiedzialność za swoje czyny, nawet tak błahe. Nie miała pojęcia, czy miał w ogóle ochotę na konwersację, ale wyglądał — po dłuższym przyjrzeniu się i braku reakcji z przechodzących obok gości na to, że przystanął i z nią rozmawiał — jakby przyszedł sam.
- Nie wyglądasz, jakby było Ci tu miło, ale mam nadzieję, że to nie przeze mnie. - zauważyła z nutą rozbawienia, gdy uciekł wzrokiem i sama przeniosła spojrzenie brązowych oczu gdzieś na bok, przez chwilę zawieszając je na jakieś ekspozycji. Nie miała pojęcia, czego się po tej wystawie do końca spodziewać, bo czarodziejskie były zupełnie inne, niż te, które oferował świat mugoli, który przez Akane również odwiedzała. - Właściwie to nie. Byłam raz, kilka lat temu. A Ty? Często odwiedzasz to muzeum? - zupełnie nie zwróciła uwagi na to, że mógł powiedzieć coś nie tak albo się ewentualnie zawstydzić, kontynuowała konwersację, jak gdyby nigdy nic. Jedynie co, to rozpięła wierzchnie odzienie, bo od tłumu ludzi i temperatury we wnętrzu, faktycznie robiło się trochę gorąco. - Wystawy bardzo lubię, ale zwykle.. Te mniej ruchome? Lub o innej tematyce. Tu przyszłam, bo mój tato nie chciał, a zobaczyłam napis "spirytystyczny" i byłam zwyczajnie ciekawa, czego mogę się tu spodziewać i co się wydarzy. - wyznała szczerze, nieco może konspiracyjnym szeptem, nachylając się w jego kierunku. Poprawiła swój tobołek, wsuwając dłonie do kieszeni kurtki, podczas gdy znów przesunęła spojrzeniem po jego twarzy. Dlaczego wyglądał na spiętego? Pandora obdarzyła go kolejnym uśmiechem, chcąc go trochę zachęcić może lub sprawić, aby się lepiej poczuł, bo ten był bardzo zaraźliwy. Jak ziewanie, tylko w bardziej pozytywnym sensie.
- Masz ochotę obejrzeć resztę ze mną, czy masz już inne plany lub towarzystwo? Wiesz, we dwoje zawsze raźniej. No i podobno gdzieś tu ma być kawa. Lubisz kawę?
Zaproponowała swobodnie, pozwalając sobie na wzięcie głębszego oddechu, bo przez przechodzącą obok Panią chwilę wcześniej i jej niesamowicie intensywne perfumy z nutą bodajże peonii, zakręciło ją trochę w nosie. A naprawdę kichać nie chciała. Policzki Sebastiana poróżowiały, co było dość urocze, ale nie skomentowała tego w żaden sposób, nie chcąc go krępować, bo niektórzy mogli być na tym punkcie bardzo wrażliwi.