- Wydaje mi się, że nie tylko dlatego. Mało którym dorosłym chce się w ogóle zaczynać robić coś zupełnie nowego, od podstaw, jeśli nie mają żadnego doświadczenia. - Przynajmniej tak wynikało z jej obserwacji. Zdecydowanie szybciej też się zniechęcali do nauki, jeśli na samym początku nie widzieli zadowalających efektów. Dzieci miały mimo wszystko większy entuzjazm, nawet jeśli im nie wychodziło.
Zmrużyła oczy i przyglądała się dłuższą chwilę Martinowi. Czyli to nie do końca był jego pomysł, a matki. Ciekawe skąd znała jej nazwisko. Podejrzewała, że chodziło o to, że dawała lekcje już pewnej osobie z tej rodziny, jej początkowe obawy, które dotyczyły spotkania z Martinem w tym momencie odeszły w niepamięć. Wyglądało na to, że słyszał o niej jedynie dobre słowa, czyli Oleander zachował się odpowiednio - tak jak obiecał. Kamień spadł jej z serca. Rozluźniła się nieco.
- Myślę, że mogłabym się podjąć takich lekcji. - W końcu dlaczego by nie? Przypadki jak ten nie zdarzały się często, mogła nabyć nowego doświadczenia, była to dla niej naprawdę atrakcyjna propozycja. - Ile razy w tygodniu chciałby się pan spotykać? Zazwyczaj udzielam ich albo w moim mieszkaniu, albo u moich uczniów, czy posiada pan w domu fortepian? - Wolałaby ustalić wszystkie szczegóły nim zaczną się spotykać.