31.05.2023, 22:39 ✶
Gdy zarzucał mu hipokryzję, przyjął to w milczeniu. To był cios poniżej pasa, ale jego własna reakcja też nim była. Z każdą kolejną sekundą widział to coraz wyraźniej.
Jakkolwiek by go to nie brzydziło, czuł triumf, gdy Oleander, na progu płaczu i krzyku, mierzył się z kwestią Mayi. Udało mu się tak skutecznie wbić mu tę szpilę, a nawet niczego nie ukrywał, niczego nie wyolbrzymiał. Po prostu mówił prawdę. Niech poczuje się tak samo żle, jak musiał czuć się on.
Widział jego desperację. To było więcej, niż ból. To była agonia. Znów widział w nim zwierzę, w oczach miał ten paniczny strach, ale nieubłagany instynkt przetrwania zduszał ogarniającą go rezygnację. Ranny, ostatkiem sił szukał jakiejkolwiek drogi ucieczki.
Zastanawiał się, czy nie spróbuje sobie czegoś zrobić. Wydawało mu się to coraz bardziej prawdopodobne. Przerażająco prawdopodobne. Uśmiechnął się sztywno. Ale mimo wszystko nie był w stanie zdusić swojej własnej złości.
Patrzył w rozczochrane loki, tym razem już nie spokojnie. Wyraźnie się spiął, kiedy Oleander zaczął go zapewniać, że mógłby się dla niego zmienić. Poczuł ukłucie nieprzyjemnego podniecenia, kiedy wyobrażał sobie jego damską wersję. Mógłby być śliczny.
- Powinieneś był urodzić się kobietą - powiedział sucho, starając się jednocześnie uspokoić Oleandra i zemścić się na nim. - Moglibyśmy być tacy szczęśliwi.
Właściwie to była tylko słodka fikcja, bo nie sądził, żeby faktycznie był w stanie nawiązać taką przyjaźń z dziewczyną. One były inne.
Powoli uświadamiał sobie, że nie będzie w stanie go dzisiaj stąd wypuścić. Albo Oleander zostawał z nim tutaj, albo on teleportował się z Oleandrem do jego mieszkania. Nie mógł dopuścić do tego, żeby zrobił coś niemądrego. Musieli spędzić resztę tej nocy razem.
Jakkolwiek by go to nie brzydziło, czuł triumf, gdy Oleander, na progu płaczu i krzyku, mierzył się z kwestią Mayi. Udało mu się tak skutecznie wbić mu tę szpilę, a nawet niczego nie ukrywał, niczego nie wyolbrzymiał. Po prostu mówił prawdę. Niech poczuje się tak samo żle, jak musiał czuć się on.
Widział jego desperację. To było więcej, niż ból. To była agonia. Znów widział w nim zwierzę, w oczach miał ten paniczny strach, ale nieubłagany instynkt przetrwania zduszał ogarniającą go rezygnację. Ranny, ostatkiem sił szukał jakiejkolwiek drogi ucieczki.
Zastanawiał się, czy nie spróbuje sobie czegoś zrobić. Wydawało mu się to coraz bardziej prawdopodobne. Przerażająco prawdopodobne. Uśmiechnął się sztywno. Ale mimo wszystko nie był w stanie zdusić swojej własnej złości.
Patrzył w rozczochrane loki, tym razem już nie spokojnie. Wyraźnie się spiął, kiedy Oleander zaczął go zapewniać, że mógłby się dla niego zmienić. Poczuł ukłucie nieprzyjemnego podniecenia, kiedy wyobrażał sobie jego damską wersję. Mógłby być śliczny.
- Powinieneś był urodzić się kobietą - powiedział sucho, starając się jednocześnie uspokoić Oleandra i zemścić się na nim. - Moglibyśmy być tacy szczęśliwi.
Właściwie to była tylko słodka fikcja, bo nie sądził, żeby faktycznie był w stanie nawiązać taką przyjaźń z dziewczyną. One były inne.
Powoli uświadamiał sobie, że nie będzie w stanie go dzisiaj stąd wypuścić. Albo Oleander zostawał z nim tutaj, albo on teleportował się z Oleandrem do jego mieszkania. Nie mógł dopuścić do tego, żeby zrobił coś niemądrego. Musieli spędzić resztę tej nocy razem.