Sam się o to prosił. O poniżanie. Wystawiał się jej tutaj dzisiaj od samego początku, a Trixie nie byłaby sobą, gdyby nie wykorzystała okazji. Nigdy nie należała do specjalnie delikatnych osób, była dosyć arogancka, ale to powinien już wiedzieć, w końcu znał ją nie od dzisiaj. Każdy, z kim widywała się w Hogwarcie móglby to potwierdzić, większość nawet przyzwyczaiła się do tego zachowania.
Może i wyprowadził ją tym komentarzem nieco z równowagi, bo najchętniej w ogóle nie bawiłaby się w te inicjowane małżeństwo, jednak za bardzo szanowała tradycję, aby oponować. Zresztą, to, że niedługo wyjdzie za mąż nic nie zmieniało - nadal zamierzała podążać swoją własną ścieżką, tyle że będzie miała nieco niewygodny bagaż. Nie sądziła jednak, że Rodolphus będzie w stanie ją ograniczyć. Nikt nie był, może dostososowywała się do tego, czego wymagali od niej rodzice, jednak nie zatracała w tym siebie samej.
Upiła łyk białej herbaty, aby zwilżyć usta. Nadal jednak nawet nie spróbowała bezy, pokusiła się jedynie o kęs figi. - Im szybciej odkryjesz taką wiedzę, tym więcej możesz osiągnąć w swoim krótkim życiu. O to chyba chodzi, aby zostać zapamiętanym, aby przyszłe pokolenia drżały na samą myśl o twoim imieniu. - Nie ukrywała wcale, że ważne jest dla niej to, żeby zostać zapamiętaną. Nie mogłaby sobie wybaczyć odejścia z tego świata jako jedna z szarych, nic nieznaczących osób. Pragnęła wielkiej chwały.
Wyciągnęła dłoń po kopertę, ruch był raczej spokojny, chociaż korciło ją, aby zobaczyć jej zawartość. - Te słowa to miód na moje serce, powinnam więc częściej proponować mu współpracę. - Dobrze było słyszeć, że Oleander to lubił, bardzo dobrze. Będzie mogła to wykorzystać w przyszłości. - Skąd ci się wzięło takie wrażenie, to że nie chcę się z tobą widywać? - Może i nie pojawiła się na jego ostatniej prywatce, jednak nie był to pierwszy raz. Często zdarzało jej się nie docierać na spotkania towarzyskie, chyba, że chodziło o pokazanie się gdzieś z rodzicami - tutaj zawsze była słowna. Nie sądziła jednak, że to tak bardzo zaboli Malfoya. Najwyraźniej jednak było zupełnie inaczej, ciekawe. - Chodzi o to przyjęcie, które organizowałeś? - Postanowiła jeszcze bardziej podrążyć temat. Chciała zobaczyć, jak na to zareaguje.
W między czasie, podczas tej krótkiej wymiany zdań zaczęła otwierać kopertę, którą jej wręczył. Robiła to ostrożnie - nie chciała bowiem uszkodzić jej zawartości. - Już niedługo będziesz moja, Judy. - Mruknęła do siebie pod nosem, bowiem zawartość wydawała się być naprawdę pomocna.
Z czystej grzeczności spędziła tu jeszcze chwilę, chociaż nie do końca miała ochotę. Dopiła jaśminową herbatę, nie zjadła jednak ani kawałka bezy, którą zostawiła na talerzyku, tyle, że nieco sfatygowaną.