01.06.2023, 05:43 ✶
Czuł się winny. Nie potrafił zrozumieć dlaczego, ale zaczął obwiniać się o całą tą sytuację. Ostatkami logicznego myślenia zdawał sobie sprawę, że nie była to prawda, ale rozbestwione, spuszczone ze smyczy i nigdy nie ujarzmione uczucia sugerowały inaczej. Zazwyczaj dostawał wszystko, czego tylko sobie zażyczył albo samo to do niego przychodziło. Pochwały były chlebem powszednim, tak samo jak rutynowa radość, która z nich płynęła. Właśnie dlatego tak mocno odczuł porażkę i złapał się jak tonący brzytwy jedynej odpowiedzi Desmonda. Dawała mu nadzieje. Nie była idealna, nawet nie stała obok słów 'satysfakcja' czy 'przyjemność', ale była jedynym, co migotało na horyzoncie przyszłości.
Podniósł głowę, a wraz z nią spojrzenie. Nie był pewien, czy zapewnienia o zmianie w kobietę spowodowały, że ciało blondyna się spięło, czy stało się to wcześniej. Od momentu pocałunku był tak bardzo pogrążony w swojej własnej agonii, nieprzyjemnych szpilach odrzucenia, które wbijały się w każdy minimetr skóry piekącym uczuciem zazdrości. Jednocześnie nie mógł zapomnieć tej przelotnej sekundy, gdy ich usta się spotkały. Ekscytowała go nawet złudna perspektywa możliwości powtórzenia tej czynności; nie chciał jej puszczać, bo była jedynym, co w tym momencie pozostało.
– Wciąż możemy być – odparł zaskakująco energicznie jak na swój stan – Przynajmniej połowicznie – zreflektował się, bo przecież nie miał zamiaru zmieniać tożsamości na zawsze. Chociaż... Ta myśl wydała mu się dziwnie kusząca. Nie ukrywał odczuć, można było z niego czytać jak z otwartej księgi, więc i ta zagwostka wyrysowała się jaskrawymi barwami na młodej twarzy. Logika krzyczała, że gdyby Desmondowi faktycznie na nim zależało, to zaakceptowałby go w każdej postaci. Upchnął ją w najgłębszych zakamarkach podświadomości, zamknął za sobą drzwi i wyrzucił klucz przez ramie.
Chciał powiedzieć tak wiele, a jednocześnie powstrzymywał tony desperacji wyrywające się z wnętrza. Pomyślał o starszej siostrze. O tym, że ona na pewno go teraz zrozumie, w końcu przeżywała porażki w relacji z rodzicami tak często, że mogła podsunąć mu prosty sposób radzenia sobie z negatywnymi uczuciami. Nawet jeżeli chciał zostać, nie był pewien ile jeszcze wytrzyma trzymając smutek wewnątrz; kruszył jego pewność siebie.
Chciało mu się płakać, więc zmarszczył nos w zirytowaniu.
– Nie przeszkadza mi zmiana postaci, po prostu mnie nie zostawiaj. – poczuł, że szklą mu się oczy, więc przetarł mokrą powiekę dłonią. Skóra w tym miejscu zaczerwieniła się, a Crouch pociągnął nosem.
– Kurwa mać. – mruknął cicho, prawie że niesłyszalnie, jakby do siebie. Nie chciał płakać, nie chciał wyglądać jeszcze bardziej żałośnie. Czuł się okropnie. Nie panował ani trochę nad sytuacją. Czuł ochotę ucieczki, a zarazem upewnienia się, że Desmond nie spali mostu, że nie odwróci się do niego plecami. Tego by nie zniósł.
Podniósł głowę, a wraz z nią spojrzenie. Nie był pewien, czy zapewnienia o zmianie w kobietę spowodowały, że ciało blondyna się spięło, czy stało się to wcześniej. Od momentu pocałunku był tak bardzo pogrążony w swojej własnej agonii, nieprzyjemnych szpilach odrzucenia, które wbijały się w każdy minimetr skóry piekącym uczuciem zazdrości. Jednocześnie nie mógł zapomnieć tej przelotnej sekundy, gdy ich usta się spotkały. Ekscytowała go nawet złudna perspektywa możliwości powtórzenia tej czynności; nie chciał jej puszczać, bo była jedynym, co w tym momencie pozostało.
– Wciąż możemy być – odparł zaskakująco energicznie jak na swój stan – Przynajmniej połowicznie – zreflektował się, bo przecież nie miał zamiaru zmieniać tożsamości na zawsze. Chociaż... Ta myśl wydała mu się dziwnie kusząca. Nie ukrywał odczuć, można było z niego czytać jak z otwartej księgi, więc i ta zagwostka wyrysowała się jaskrawymi barwami na młodej twarzy. Logika krzyczała, że gdyby Desmondowi faktycznie na nim zależało, to zaakceptowałby go w każdej postaci. Upchnął ją w najgłębszych zakamarkach podświadomości, zamknął za sobą drzwi i wyrzucił klucz przez ramie.
Chciał powiedzieć tak wiele, a jednocześnie powstrzymywał tony desperacji wyrywające się z wnętrza. Pomyślał o starszej siostrze. O tym, że ona na pewno go teraz zrozumie, w końcu przeżywała porażki w relacji z rodzicami tak często, że mogła podsunąć mu prosty sposób radzenia sobie z negatywnymi uczuciami. Nawet jeżeli chciał zostać, nie był pewien ile jeszcze wytrzyma trzymając smutek wewnątrz; kruszył jego pewność siebie.
Chciało mu się płakać, więc zmarszczył nos w zirytowaniu.
– Nie przeszkadza mi zmiana postaci, po prostu mnie nie zostawiaj. – poczuł, że szklą mu się oczy, więc przetarł mokrą powiekę dłonią. Skóra w tym miejscu zaczerwieniła się, a Crouch pociągnął nosem.
– Kurwa mać. – mruknął cicho, prawie że niesłyszalnie, jakby do siebie. Nie chciał płakać, nie chciał wyglądać jeszcze bardziej żałośnie. Czuł się okropnie. Nie panował ani trochę nad sytuacją. Czuł ochotę ucieczki, a zarazem upewnienia się, że Desmond nie spali mostu, że nie odwróci się do niego plecami. Tego by nie zniósł.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦