Trixie zupełnie nie denerwowała się zbliżającym spotkaniem. Znała ich zbyt dobrze, aby się stresować rozmową, którą zamierzała z nimi odbyć. Od lat właściwie ich drogi się krzyżowały, przepadała za nimi, bo wydawali się wyznawać podobne zasady i kierować w życiu bliskimi jej priorytetami. Co wcale nie było takie oczywiste u wszystkich rodzin czystokrwistych. Na szczęście udało się jej znaleźć podobnych sobie, z którymi mogła omawiać dalsze plany działania. Szczególnie, że Czarny Pan wygłosił swój manifest, wreszcie mogli oficjalnie się zaangażować w jego plany. To było niesamowite. Nie mogła się doczekać, aż zaczną faktycznie realizować jego wizję. Trixie była gotowa zacząć choćby dzisiaj.
Kiedy drzwi do jej pokoju się otworzyły wstała, aby przywitać młodzieńców, którzy pojawili się w jej pokoju. Matka nalegała, żeby przyjęła ich na dole, jednak udało jej się postawić na swoim. Bez przesady, było to zbyt kameralne spotkanie. Przywitała ich uśmiechem - szczerym. Naprawdę cieszyła się, że już tu byli. Wreszcie będzie mogła się z nimi tym wszystkim podzielić. Miała nadzieję, że będą równie entuzjastycznie nastawieni co ona. Nie podejrzewała, że mogłoby być inaczej.
- Witajcie. - Zbliżyła się jeszcze do nich. Zmierzyła ich wzrokiem bardzo dokładnie, na pewno poczuli to przeszywające spojrzenie. - Ollie, wyglądasz jakby oblizał cię jakiś ślimak. - Zaczęła całkiem przyjaznym tonem. Uśmiech nie schodził jej z twarzy, chociaż oczy, oczy wydawały się być chłodne, jak zawsze, niczym lód.
- Cieszę się, że udało wam się tutaj dotrzeć. W jaki sposób to zrobiliście średnio mnie interesuje, nie wnikam w wasze upodobania. - Nie miała pojęcia, czy Rabi nie umiał się teleportować, czy jego matka bała się, że zgubi się po drodze. Istotne było to, że tu dotarli.
- Teraz zdecydowanie lepiej. - Skomentowała jeszcze fryzurę Oleandra, kiedy zburzył ten ulizany ład. - Siadajcie, chyba nie zamierzacie tak tu stać. - Wystarczy już tych konwenansów, warto by było przejść do konkretów.
- Dziękuję Rabi, uroczy jesteś. - Może i średnio ją interesowała ich opinia na temat jej wyglądu, jednak te słowa sprawiały, że czuła się pewniej, potrafili się zachować. Widać, że zostali wychowani w tradycyjny sposób, nie tak jak większość czarodziejów.
- Nasi rodzice lubią myśleć, że mają nad nami jeszcze chociaż odrobinę kontroli. Tak mi się wydaje. - Postanowiła skomentować słowa Oleandra na temat tego, że jego matka kazała mu zabrać Rabastana ze sobą. - Właściwie to dobrze jest udawać, że dokładnie tak jest, takie drobne sprawy odwrócą ich uwagę od ewentualnego buntu. - Bunt to może było zbyt duże słowo, jednak Trixie miała wrażenie, że przynajmniej jej rodzice nie do końca potrafią się pogodzić z tym, że jest już dorosła i może sama o sobie decydować.
Ruszyła w kierunku niewielkiego stolika, który znajdował się przy oknie. Liczyła na to, że pójdą za nią. Nie zamierzała tak stać i się na siebie patrzeć. Sięgnęła po kieliszek z winem i upiła z niego spory łyk. Czekała, aż zajmą miejsca. - Bardzo dobrze, niech będzie zazdrosny, wtedy sam będzie zabiegał o moje towarzystwo. - Mrugnęła jeszcze porozumiewawczo do Rabastana licząc na to, że nie przekaże tej informacji bratu.