03.06.2023, 05:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2023, 06:04 przez Oleander Crouch.)
Zmarszczył brwi słysząc jego pierwsze słowa. Przestała mu się podobać ta sytuacja. Tak jak wcześniej wyciągnął satysfakcję z fizycznego cierpienia, tak teraz czuł, że wystrzelona w niego amunicja była po prostu okrutna. Nie wiedział jak ma się z tym czuć. Przecież Desmondowi na pewno na nim zależało, przecież nie uderzył go butelką, nie zrobił mu faktycznej krzywdy. Chciał jedynie usłyszeć prawdę, a teraz próbuje ułożyć sobie wszystko w głowie. Na pewno o to chodziło, a nie o sprawienie mu przykrości.
Przetarł oczy dłonią raz jeszcze, czując, że łzy nie chcą przestać płynąć.
– Uważasz, że żona to tylko coś do zazdroszczenia? I, że seks uprawia się tylko, aby robić dzieci? - nawet nie próbował brzmieć poważnie, bo jego głos był przesiąknięty rozczarowaniem, głębokim smutkiem, który przyćmił każdą inną emocje. Dźwięk załamał się w połowie, a ton podwyższył się histerycznie, jakby Crouch chciał czknąć. Przełknął ślinę, bo nie chciał skomleć jak zranione zwierze. Wysokie dźwięki raniły mu uszy, zwłaszcza takie wybite z tonacji.
Nie wiedział co ugodziło go bardziej. Słowa o żonie i rodzicach czy późniejsza prośba... Nie, to było polecenie.
Zamrugał, a spod ciemnych rzęs poleciały kolejne łzy. Tym razem nie przetarł oczu, pozwolił spłynąć im po zaczerwienionym, przyozdobionym piegami policzku. Wyraz jego twarzy przypominał teraz głęboko dotkniętego kompletnie nieistotną kwestią niemowlaka, który jeszcze sekundę wcześniej szampańsko się bawił.
Po chwili zdezorientowania uniósł kącik ust, po stronie twarzy, która mniej go bolała. Nieprzyjemnie ostry błysk szaleństwa odbił się w ciemnobrązowych tęczówkach, mogłoby się wydawać, że przez krotką chwilę zatańczyła w nich czerwień.
– Nie rozepniesz najpierw spodni? – nie potrafił zostać dłużnym po upokorzeniu jakie poczuł po usłyszeniu tego polecenia. Nie był pewien, co w aktualnej sytuacji mu to przyniesie, ale jak zwykle, chwilowa satysfakcja wydała się lepszą opcją niż całkowity jej brak. – Nie zrobię tego, nie w ten sposób. – odnosił się zarówno do swojego sprośnego żartu jak i samego aktu proszenia – Jeżeli chcesz mnie widzieć na kolanach to musisz na to zasłużyć. – uniósł ramiona, gdy pociągnął nosem i dopiero teraz starł łzę. Czuł się bardzo źle, nie chciał mu odmawiać. Nie ze strachu, a dlatego że właśnie poczuł jak wszystko przewróciło mu się w żołądku, bo co jeżeli właśnie stracił Malfoya na zawsze?
Czuł, że nie będzie w stanie dłużej trzymać się w ryzach. Gardło go bolało od wstrzymywania łkania, a uśmieszek przypominał bardziej grymas.
– Powinienem iść. To nie ma sensu. – mimo tych słów, nie ruszył się z miejsca.
Przetarł oczy dłonią raz jeszcze, czując, że łzy nie chcą przestać płynąć.
– Uważasz, że żona to tylko coś do zazdroszczenia? I, że seks uprawia się tylko, aby robić dzieci? - nawet nie próbował brzmieć poważnie, bo jego głos był przesiąknięty rozczarowaniem, głębokim smutkiem, który przyćmił każdą inną emocje. Dźwięk załamał się w połowie, a ton podwyższył się histerycznie, jakby Crouch chciał czknąć. Przełknął ślinę, bo nie chciał skomleć jak zranione zwierze. Wysokie dźwięki raniły mu uszy, zwłaszcza takie wybite z tonacji.
Nie wiedział co ugodziło go bardziej. Słowa o żonie i rodzicach czy późniejsza prośba... Nie, to było polecenie.
Zamrugał, a spod ciemnych rzęs poleciały kolejne łzy. Tym razem nie przetarł oczu, pozwolił spłynąć im po zaczerwienionym, przyozdobionym piegami policzku. Wyraz jego twarzy przypominał teraz głęboko dotkniętego kompletnie nieistotną kwestią niemowlaka, który jeszcze sekundę wcześniej szampańsko się bawił.
Po chwili zdezorientowania uniósł kącik ust, po stronie twarzy, która mniej go bolała. Nieprzyjemnie ostry błysk szaleństwa odbił się w ciemnobrązowych tęczówkach, mogłoby się wydawać, że przez krotką chwilę zatańczyła w nich czerwień.
– Nie rozepniesz najpierw spodni? – nie potrafił zostać dłużnym po upokorzeniu jakie poczuł po usłyszeniu tego polecenia. Nie był pewien, co w aktualnej sytuacji mu to przyniesie, ale jak zwykle, chwilowa satysfakcja wydała się lepszą opcją niż całkowity jej brak. – Nie zrobię tego, nie w ten sposób. – odnosił się zarówno do swojego sprośnego żartu jak i samego aktu proszenia – Jeżeli chcesz mnie widzieć na kolanach to musisz na to zasłużyć. – uniósł ramiona, gdy pociągnął nosem i dopiero teraz starł łzę. Czuł się bardzo źle, nie chciał mu odmawiać. Nie ze strachu, a dlatego że właśnie poczuł jak wszystko przewróciło mu się w żołądku, bo co jeżeli właśnie stracił Malfoya na zawsze?
Czuł, że nie będzie w stanie dłużej trzymać się w ryzach. Gardło go bolało od wstrzymywania łkania, a uśmieszek przypominał bardziej grymas.
– Powinienem iść. To nie ma sensu. – mimo tych słów, nie ruszył się z miejsca.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦