- Całkiem rozsądne jest to, że chce pan z tej luki skorzystać. Nie każdy by tak postąpił. - Posłała mężczyźnie ciepły uśmiech. Wszystkie myśli, które pojawiły się, gdy jej się przedstawił zniknęły. Zupełnie zapomniała o tym, że na początku jego obecność wzbudziła w niej strach i niepokój. Wydawał się być naprawdę sympatyczny, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Sama Rhii dopasowywała program nauczania do tego, jak wyglądały umiejętności i chęci ucznia. Nie chciała zrazić nikogo do swoich lekcji, nie o to w tym chodziło. Zależało jej na tym, żeby rozbudzić ciekawość, pokazać, że ta pasja może być naprawdę interesująca i sprawiać przyjemność.
- Myślę, że na sam początek takie spotkania dwa razy w tygodniu mogą być odpowiednie. Później zobaczymy, jak się będzie pan rozwijać i czy może pojawi się potrzeba, aby spotykać się cześciej. - W końcu nigdy nie wiadomo, w jaką stronę pójdą lekcje. Może będzie mu tak świetnie szło, że nie będzie potrzebował częstszych lekcji, może zobaczy, że mu dobrze idzie i będzie chciał, aby postęp był jeszcze większy. Trudno było to określić, kiedy jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę z czym przyjdzie im się mierzyć.
- Jeśli posiada pan fortepian, to możemy rozpocząć lekcje u pana, oczywiście, jeśli to panu odpowiada. - Widać było, że panna Pettigrew jest elastyczna i może się dostosować.