03.06.2023, 23:37 ✶
Ciężko było stwierdzić, czy Hjalmar miał szczęście, czy może raczej pecha, co do spotykanych przez siebie ludzi. Nie podejrzewała jednak, że całą resztę świata wrzucił w jeden worek pełen dziwactw. Już nazywał ją wariatką, więc była przyzwyczajona, ale Akane mogłaby to znieść znacznie gorzej, bo miała dość wysokie mniemanie o sobie. Cieszyła się, jednak gdy ktoś pytał o sztukę, zwłaszcza gdy chodziło o to, co przygotowywała sama. Nie podejrzewała go o brak zrozumienia odnośnie do wybranego przez nią tematu, więc go nie drążyła, uznając, że spisała się naprawdę doskonale, tłumacząc mu wszystko dokładnie. Nie było to przecież trudny, każdy miał w sobie takiego potwora, którego tłumił. Ona, On i nawet Pandzia, która jednak zdawała się nie dopuszczać do siebie tej myśli. Powędrowała ciemnymi oczami za jego wzrokiem, uśmiechając się pod nosem. - Nie przejmuj się nią, serio! Cały Londyn czeka na zobaczenie! - zasugerowała mu najlepsze rozwiązanie, znała przecież Prewettówne i wiedziała, że gniewała się maksymalnie dobę, bo potem już się przejmowała, że komuś przez nią smutno. Uścisnęła jego dłoń zaskakująco mocno, jak na tak drobną dziewczynę i wyszczerzyła się, lustrując go wzrokiem. - Dużo o Tobie słyszałam, ale głupio było rzucić się od razu po imieniu. Bo wiesz, nie wiem, czy jesteś nieśmiały, czy może nie lubisz swojego imienia, czy co jeszcze innego. Możesz też mówić Kana, Anglicy częściej tak mówią. Nad biżuterią będę musiała trochę dłużej pomyśleć, ale na pewno coś wybiorę, to moje ulubione dodatki.
Na dowód poruszyła palcami, gdzie było mnóstwo pierścionków, a spod rękawów wysunęły się bransoletki. Była okropną sroką. Teraz jednak musiała skupić się na kajdankach, więc nie czekając nawet, aż wyjdzie, oznajmiła mu o krzesełku i wzięła się do pracy.
Mógłby tłumaczyć się zimami na Islandii, a ona i tak by tym kocem zakryła, bo policzki od zmiany temperatury mu nabrały nieco koloru i krótka była droga do przeziębienia. Skoro dopiero się tu przenieśli, to z pewnością nie miał czasu i nie powinien sobie pozwalać na choroby. Było zimno, jego oddech też zmieniał się w parę i to był kolejny, niepodważalny argument do użycia koca. I nie, nie powinna go uświadamiać, jak potrafił ją zmiękczać i uspokajać, bo wykorzystywałby to za każdym razem i owinął ją sobie woku palca. Musiała więc trzymać się dzielnie i nie dać po sobie niczego poznać.
- Nie robiłbyś mi żadnych problemów. I wcale ich nie mam za dużo. - odparła odrobinę buntowniczo, unosząc brew i lustrując jego twarz surowiej, westchnęła. Byli uparci , obydwoje chcieli być wiecznie samodzielni i samowystarczalni na każdej płaszczyźnie, w każdym rozdziale życia. Pandora niby wiedziała, że tak się nie da, ale i tak obarczanie kogokolwiek było dla niej trudne. I poniekąd wiedziała, że z nim było podobnie, a jednak myśl ta wcale nie uspokoiła jej wcześniejszych nerwów i irytacji. Zresztą, Niedźwiadek i tak to robił najlepiej. Skoro byli przyjaciółmi, rodzeństwem, kleszczem — czymkolwiek właściwie, to powinien trochę bardziej na niej polegać, bo przecież była silniejsza, niż wyglądała!
- No tak, oczywiście. Nie zrozumiem, to nie jest damska sprawa... Bo ja też taka babska jestem, zwłaszcza w zawodzie, co? Właśnie, że wcale tak.
Przekręciła głowę na bok z nutą niedowierzania w ciemnych oczach, starając się nadal niezbyt długo tonąć w błękitnych tęczówkach blondyna, co by przypadkiem nie machnąć na swoje uzasadnione pretensje ręką. Przesunęła palcami po materiale kurtki. - Zresztą, skoro tak zrobiłeś, to widocznie tak było dla Ciebie najlepiej. Rozumiem, o dziwo. I faktycznie, nie wspominałam, że bywam też tu. - przyznała, przerywając na chwilę, gdy jej umysł wędrował gdzieś po wspomnieniach ich rozmów. Prawda była taka, że Pandora mieszkała wszędzie tam, gdzie aktualnie była i niczego nie nazywała "domem", nieco obawiając się tego słowa i zakotwiczenia w jednym miejscu, zupełnie jakby miało to jej obciąć skrzydła. - Rodzina mojego ojca pochodzi z Wielkiej Brytanii, mamy tu główną posiadłość, ale faktycznie, bywam częściej u dziadków. No i gdy jestem w Londynie, nie mieszkam z rodzicami, mam małe mieszkanie ojca od jednego z jego hmm klientów. - wyjaśniła jeszcze, czując, że powinna właściwie zrobić to wcześniej. To też delikatnie wpłynęło na to, że nie była już tak zła, bo skoro nie wiedział.. Nadal mógł napisać oczywiście. Chciała coś powiedzieć, jakiś komentarz na jego następne słowa, ale potem Hjalmar wykorzystał najbardziej rozsądny dla niej argument o tym, że by napisał, gdyby wiedział, jak się na to wścieknie. Zmarszczyła więc nos i brwi, przyglądając mu się z nutą niedowierzania, bo nadal uważała, że wcale nie chciał jej do siebie dopuszczać. Przesunęła wzrok na swoje ramię, kręcąc głową. - No dobrze, wierzę Ci. Nie będę już aż taka zła, ale trochę będę się o to dąsać, miej świadomość.
Wzięła od niego koc, przesuwając wzrokiem po materiale i prychnęła, gdy kazał jej wsiadać, bo rzekomo to ona się przeziębi. Przez chwilę jakby zastanawiała się, co zrobić, kiedy złapała w palce jego nadgarstek i spojrzała na niego z dołu, odsuwając się chwilę wcześniej od auta. - Jak będziesz miał czas i chęci, zajrzyj do Akane na tę imprezę. Cieszyłabym się, gdybyś przyszedł. - rzuciła niezobowiązująco, posyłając mu jeszcze krótki uśmiech, zanim faktycznie, grzecznie wsiadła do auta, a gdy zamknął drzwi, zakryła się szarym kocem, przesuwając dłonią po czole. - Jestem za miękka, zdecydowanie za miękka. - mruknęła pod nosem, odprowadzając go wzrokiem i wzdychając ciężko, pokręciła głową. Wiedziała, że czarnowłosa zrobiła to celowo. Oczywiście też mu odmachała.
Kana pomachała papierem, gdy wszedł, pokazując szkic kajdanek łączonych łańcuchem na kształt serc. Dodatkowo w rogu zapisany był adres jakiegoś pubu, data oraz godzina. Dziewczyna przeczesała palcami włosi, zsuwając się z krzesła i odkładając przedmioty do rysowania na bok, zlustrowała go wzrokiem, aby ostatecznie uśmiechnąć się triumfalnie.
- Udało się. Tobie też się udało? Widzimy się w pubie, mam nadzieję. - przerzuciła torebkę przez ramię, biorąc z blatu pieniądze, chociaż kilka monet więcej zostawiła, puszczając mu oczko. - To zadatek na te kajdanki, napiwek za piękną robotę i dlatego, że jesteś całkiem uroczy. Miłego dnia Hjalmar!
Pomachała mu i nim zdążył odpowiedzieć, wyszła z kuźni, kierując się do auta. Rzuciła niedbale torebkę na tyle siedzenia zaraz po tym, gdy wsiadła i spojrzała na Pandorę, uśmiechając się ślicznie, rozpinając swoje futerko. - Widzisz? Nie jestem Twoją przyjaciółką tylko z nazwy. Wisisz mi swoje kolczyki Pandziu.
Puściła jej oczko, a potem puściła głośniej muzykę, zapięła pasy i ruszyła, chcąc zawrócić w stronę Londynu.
Na dowód poruszyła palcami, gdzie było mnóstwo pierścionków, a spod rękawów wysunęły się bransoletki. Była okropną sroką. Teraz jednak musiała skupić się na kajdankach, więc nie czekając nawet, aż wyjdzie, oznajmiła mu o krzesełku i wzięła się do pracy.
Mógłby tłumaczyć się zimami na Islandii, a ona i tak by tym kocem zakryła, bo policzki od zmiany temperatury mu nabrały nieco koloru i krótka była droga do przeziębienia. Skoro dopiero się tu przenieśli, to z pewnością nie miał czasu i nie powinien sobie pozwalać na choroby. Było zimno, jego oddech też zmieniał się w parę i to był kolejny, niepodważalny argument do użycia koca. I nie, nie powinna go uświadamiać, jak potrafił ją zmiękczać i uspokajać, bo wykorzystywałby to za każdym razem i owinął ją sobie woku palca. Musiała więc trzymać się dzielnie i nie dać po sobie niczego poznać.
- Nie robiłbyś mi żadnych problemów. I wcale ich nie mam za dużo. - odparła odrobinę buntowniczo, unosząc brew i lustrując jego twarz surowiej, westchnęła. Byli uparci , obydwoje chcieli być wiecznie samodzielni i samowystarczalni na każdej płaszczyźnie, w każdym rozdziale życia. Pandora niby wiedziała, że tak się nie da, ale i tak obarczanie kogokolwiek było dla niej trudne. I poniekąd wiedziała, że z nim było podobnie, a jednak myśl ta wcale nie uspokoiła jej wcześniejszych nerwów i irytacji. Zresztą, Niedźwiadek i tak to robił najlepiej. Skoro byli przyjaciółmi, rodzeństwem, kleszczem — czymkolwiek właściwie, to powinien trochę bardziej na niej polegać, bo przecież była silniejsza, niż wyglądała!
- No tak, oczywiście. Nie zrozumiem, to nie jest damska sprawa... Bo ja też taka babska jestem, zwłaszcza w zawodzie, co? Właśnie, że wcale tak.
Przekręciła głowę na bok z nutą niedowierzania w ciemnych oczach, starając się nadal niezbyt długo tonąć w błękitnych tęczówkach blondyna, co by przypadkiem nie machnąć na swoje uzasadnione pretensje ręką. Przesunęła palcami po materiale kurtki. - Zresztą, skoro tak zrobiłeś, to widocznie tak było dla Ciebie najlepiej. Rozumiem, o dziwo. I faktycznie, nie wspominałam, że bywam też tu. - przyznała, przerywając na chwilę, gdy jej umysł wędrował gdzieś po wspomnieniach ich rozmów. Prawda była taka, że Pandora mieszkała wszędzie tam, gdzie aktualnie była i niczego nie nazywała "domem", nieco obawiając się tego słowa i zakotwiczenia w jednym miejscu, zupełnie jakby miało to jej obciąć skrzydła. - Rodzina mojego ojca pochodzi z Wielkiej Brytanii, mamy tu główną posiadłość, ale faktycznie, bywam częściej u dziadków. No i gdy jestem w Londynie, nie mieszkam z rodzicami, mam małe mieszkanie ojca od jednego z jego hmm klientów. - wyjaśniła jeszcze, czując, że powinna właściwie zrobić to wcześniej. To też delikatnie wpłynęło na to, że nie była już tak zła, bo skoro nie wiedział.. Nadal mógł napisać oczywiście. Chciała coś powiedzieć, jakiś komentarz na jego następne słowa, ale potem Hjalmar wykorzystał najbardziej rozsądny dla niej argument o tym, że by napisał, gdyby wiedział, jak się na to wścieknie. Zmarszczyła więc nos i brwi, przyglądając mu się z nutą niedowierzania, bo nadal uważała, że wcale nie chciał jej do siebie dopuszczać. Przesunęła wzrok na swoje ramię, kręcąc głową. - No dobrze, wierzę Ci. Nie będę już aż taka zła, ale trochę będę się o to dąsać, miej świadomość.
Wzięła od niego koc, przesuwając wzrokiem po materiale i prychnęła, gdy kazał jej wsiadać, bo rzekomo to ona się przeziębi. Przez chwilę jakby zastanawiała się, co zrobić, kiedy złapała w palce jego nadgarstek i spojrzała na niego z dołu, odsuwając się chwilę wcześniej od auta. - Jak będziesz miał czas i chęci, zajrzyj do Akane na tę imprezę. Cieszyłabym się, gdybyś przyszedł. - rzuciła niezobowiązująco, posyłając mu jeszcze krótki uśmiech, zanim faktycznie, grzecznie wsiadła do auta, a gdy zamknął drzwi, zakryła się szarym kocem, przesuwając dłonią po czole. - Jestem za miękka, zdecydowanie za miękka. - mruknęła pod nosem, odprowadzając go wzrokiem i wzdychając ciężko, pokręciła głową. Wiedziała, że czarnowłosa zrobiła to celowo. Oczywiście też mu odmachała.
Kana pomachała papierem, gdy wszedł, pokazując szkic kajdanek łączonych łańcuchem na kształt serc. Dodatkowo w rogu zapisany był adres jakiegoś pubu, data oraz godzina. Dziewczyna przeczesała palcami włosi, zsuwając się z krzesła i odkładając przedmioty do rysowania na bok, zlustrowała go wzrokiem, aby ostatecznie uśmiechnąć się triumfalnie.
- Udało się. Tobie też się udało? Widzimy się w pubie, mam nadzieję. - przerzuciła torebkę przez ramię, biorąc z blatu pieniądze, chociaż kilka monet więcej zostawiła, puszczając mu oczko. - To zadatek na te kajdanki, napiwek za piękną robotę i dlatego, że jesteś całkiem uroczy. Miłego dnia Hjalmar!
Pomachała mu i nim zdążył odpowiedzieć, wyszła z kuźni, kierując się do auta. Rzuciła niedbale torebkę na tyle siedzenia zaraz po tym, gdy wsiadła i spojrzała na Pandorę, uśmiechając się ślicznie, rozpinając swoje futerko. - Widzisz? Nie jestem Twoją przyjaciółką tylko z nazwy. Wisisz mi swoje kolczyki Pandziu.
Puściła jej oczko, a potem puściła głośniej muzykę, zapięła pasy i ruszyła, chcąc zawrócić w stronę Londynu.
Koniec sesji