04.06.2023, 00:21 ✶
Zaprosiła go niezobowiązująco, Akane w sumie też i nie miała pojęcia, czy w ogóle będzie miał czas i przede wszystkim ochotę, aby po pracy pchać się jeszcze do Londynu. Pamiętała, że lepiej czuł się na wsi i przede wszystkim na łonie natury, a nie przede wszystkim w tłumie obcych osób, nazbyt kolorowych i wyrazistych, gdy jedna ona była dla niego już wyzwaniem. Prewettówna zerkała w stronę drzwi sporadycznie, chociaż nie byłaby zła, gdyby wcale nie przyszedł, ale chyba by się trochę rozczarowała. Tak jej podpowiadał zmącony alkoholem umysł, a także zastrzyk energii z chrupiących paluszków, nad którymi wciąż debatowało z Olivierem — bo się okazało, że mężczyzna ma tak na imię. Nie wyglądał na czarodzieja, zwłaszcza gdy wspomniał o pracy w szpitalu, jako chirurg — lub raczej o stażu na takowego, by był zbyt młody na samodzielne prowadzenie operacji, przynajmniej zdaniem brunetki.
Przesunęła palcami po swoim karku, przenosząc wzrok na siedzącego obok Oliego, uśmiechając się krótko, bo w rzeczywistości trochę odpłynęła myślami i nie słuchała, co do niej mówił. Nie chciała wyjść na niegrzeczną.
- Pytałem, czym się zajmujesz? - powtórzył rozbawiony, lustrując ją wzrokiem i popijając piwo, które przegryzał orzeszkami. Nie mogła wspomnieć o magicznych zwierzętach, astronomii i chyba nawet o tych mechanizmach, bo nie miała pojęcia, jak miałaby to wytłumaczyć logicznie, jednak słowa cisnęły się jej na usta, zanim sobie je przemyślała.
- Naprawiam rzeczy, otwieram zamki, robię zegarki. Wiesz, takie wszystko i nic. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, przyglądając się przez chwilę jego oczom, ale nie były tak ładnie niebieskie, jak Niedźwiadka. Pokręciła głową do swoich myśli, sięgając po tego ostatniego szota i pijąc go dość szybko, zwilżyła usta. Całe szczęście, magiczne pomadki i błyszczyki nie ścierały się tak łatwo.
Nie zwróciła jeszcze uwagi na zadymę wywołaną przez jakiegoś pijaczynę, ale na pomoc potencjalnemu trupowi zjawił się ktoś inni. Hjalmar mógł poczuć słodki zapach perfum, a chwilę później znalazła się przed nim drobna i niska dziewczyna, która pośpiesznie zapinała bluzkę, bo miała na wierzchu swój czerwony stanik. Mógł dostrzec nawet tatuaże na dekolcie.
- Już, już chojraku. Chcesz umrzeć? Przecież on Cię zabije. Poczekaj na mnie w barze, postawię Ci piwo .- spojrzała na awanturnika ze ślicznym uśmiechem, mając na bladych policzkach rumieńce. Widać było, że Azjatka była już mocno wstawiona, ale też możliwe, że pod wpływem jakieś fajki. Pogładziła faceta po ręku, zaśmiała się i nieco go odsunęła, wskazując głową na bar. Gdy odszedł, odwróciła się napięcie i spojrzała na blondyna z szerokim uśmiechem, zarzucając mu ręce na przywitanie na szyję i ucałowała jego policzek, zostawiając tam swoją różową szminkę. - Przyszedłeś! Nie przejmuj się, jakiś głupiec. Nie od nas! Pandzia się ucieszy, tylko ją zgubiłam. Poznasz jeszcze innych, o, tam jest Roger, a Katie śpiewa! - tutaj wskazała na ciemnoskórego chłopaka w różowej koszuli, a potem na młodą Brytyjkę, która nadal bawiła się karaoke. Kana złapała go pod rękę i pociągnęła za sobą. - Nie miałeś problemu, żeby dotrzeć? Te kajdanki są zjawiskowe, mój przyjaciel chce takie same!
Zakomunikowała mu, rozglądając się po twarzach ludzi, których mijali.
Pandorze nie trudno było zauważyć go przez wzrost i jasne włosy, trudno byłoby za to ukryć uśmiech, który pojawił się na jej twarzy. Obróciła się na stołku, przyglądając się jemu oraz ciągnącej go Akane, na co Oliver zagwizdał.
- Mogę zapomnieć o kawie jutro? - zapytał z westchnięciem, wędrując spojrzeniem pomiędzy nią a nim, a potem wyciągnął dłoń, chcąc zgarnąć jej kosmyk włosów za ucho, ale odsunęła się, prawie spadając ze swojego siedzenia i pokręciła głową z rozbawieniem.
- Nie rozmawialiśmy o kawie. I nie radziłabym, mógłby to źle odebrać, a zapewniam Cię, że jest nadopiekuńczym człowiekiem. Nie zrozum mnie źle, jesteś uroczy, ale no.. Złamałby Cię. - przesunęła spojrzeniem po sylwetce Olivera, posyłając mu przepraszający uśmiech i wzruszenie ramion, że przecież nie miała niczego złego na myśli i tylko się o niego troszczyła. Pamiętała, jak zareagował na tamtego faceta w Turcji, bo była dla niego, jak jedna z jego sióstr. Westchnęła na tę myśl, mimowolnie zerkając na kilka sekund w dół, czy sukienka, aby na pewno dobrze na niej leży.
- Nie wygląda na Twojego brata lub kuzyna, nie jesteście podobni. Chłopak?
- Ja sama nie wiem. Powinnam zapytać? - przesunęła palcem po swoich ustach, odwracając głowę na Akane oraz Hjalmara, którzy akurat znaleźli się obok. Jej przyjaciółka zlustrowała Oliviera wzrokiem i uśmiechnęła się do niego, po czym utkwiła spojrzenie — znów triumfalne — w Turczynce.
- Zasłużył na buziaka, nie dał facetowi w pysk Pandziu, a powinien. - pochwaliła go, puszczając jego ramię i przeciągnęła się leniwie, nie zwracając uwagi na źle zapiętą bluzkę. Zakołysała się w rytm śpiewanej przez koleżankę piosenki. - Ktoś jej powinien powiedzieć, że nie umie śpiewać.
Pierwotnie chciała spędzić spokojny i miły wieczór, pogadać, nadrobić czas i dowiedzieć się, jak sobie radził w Anglii i chciała mu przedstawić nawet Elizę — uroczą i spokojną dziewczynę, ale teraz już chyba nie do końca tak było. Tak szeptały jej szoty, które wypiła. Wyciągnęła w jego stronę dłonie, przesuwając wzrokiem po jego sylwetce, aby zatrzymać się na twarzy, a potem odszukać błękitne spojrzenie. Uśmiechnęła się, przekręcając głowę na bok. - Przyszedłeś! I zasłużyłeś na całusa? Nie wiem, czy powinnam, bo słuchaj, przez Oliviera się zgubiłam, ale to chyba nieważne. - wyjaśniła mu bardzo rzeczowo i faktycznie, gdy znalazł się w jej zasięgu, wstała i dała mu całusa w polik na przywitanie, przytulając krótko, a potem odwróciła się do barmana, przywołując go intensywnym wgapianiem się, na które był chyba uczulony. - Jeszcze raz to samo. A Ty? Czego się napijesz?
- A kawa?
- No przecież nie będę teraz piła kawy, oszalałeś?
- Właśnie, nie będzie piła kawy, ale jak chcesz, to ja mogę się z Tobą napić nawet tego, jesteś słodziutki .- zakomunikowała Oliverowi Akane, łapiąc go za rękę, a właściwie pod ramię tak, że ten skończył pomiędzy jej biustem i zsunięty z premedytacją ze stołka, aby go zwolnić Islandczykowi, któremu Kana puściła oczko.
Chwilę później barman podał im zamówione drinki i jeszcze więcej paluszków, a gdy blondyn usiadł na stołku obok, Pandora obróciła się tak, aby siedzieć przodem do niego. Wbiła w niego błyszczące, zdecydowanie subtelnie nietrzeźwe spojrzenie, jakby nie do końca wierzyła, że przyszedł, bo nadal miała w głowie ubzdurane gdzieś tam to, że może niekoniecznie chciał ją tyle widywać.
- Wyglądasz na trochę zmęczonego, wszystko w porządku? - zapytała najpierw z troską w głosie, nawet jeśli w jej głowie kreowały się zupełnie inne, bardziej banalne pytania. Nie było z nią jednak jeszcze wcale tak źle, skoro mówiła ładnie, składnie i wyraźnie, a do tego z sensem. Ładnie mu było w tej koszuli. - Jak chcesz, mogę iść Cię przedstawić reszcie, jest tu taka dziewczyna, którą chciałam Ci przedstawić, ale teraz to sama nie wiem. Wolisz orzeszki, czy paluszki? - kontynuowała swobodnie, jak zwykle manewrując pomiędzy tematami, chociaż z alkoholem krążącym we krwi było to jeszcze łatwiejsze. Spojrzała w stronę kolorowych kieliszków z barwioną, smakową wódką, jednak nie sięgnęła jeszcze po żaden.
Przesunęła palcami po swoim karku, przenosząc wzrok na siedzącego obok Oliego, uśmiechając się krótko, bo w rzeczywistości trochę odpłynęła myślami i nie słuchała, co do niej mówił. Nie chciała wyjść na niegrzeczną.
- Pytałem, czym się zajmujesz? - powtórzył rozbawiony, lustrując ją wzrokiem i popijając piwo, które przegryzał orzeszkami. Nie mogła wspomnieć o magicznych zwierzętach, astronomii i chyba nawet o tych mechanizmach, bo nie miała pojęcia, jak miałaby to wytłumaczyć logicznie, jednak słowa cisnęły się jej na usta, zanim sobie je przemyślała.
- Naprawiam rzeczy, otwieram zamki, robię zegarki. Wiesz, takie wszystko i nic. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, przyglądając się przez chwilę jego oczom, ale nie były tak ładnie niebieskie, jak Niedźwiadka. Pokręciła głową do swoich myśli, sięgając po tego ostatniego szota i pijąc go dość szybko, zwilżyła usta. Całe szczęście, magiczne pomadki i błyszczyki nie ścierały się tak łatwo.
Nie zwróciła jeszcze uwagi na zadymę wywołaną przez jakiegoś pijaczynę, ale na pomoc potencjalnemu trupowi zjawił się ktoś inni. Hjalmar mógł poczuć słodki zapach perfum, a chwilę później znalazła się przed nim drobna i niska dziewczyna, która pośpiesznie zapinała bluzkę, bo miała na wierzchu swój czerwony stanik. Mógł dostrzec nawet tatuaże na dekolcie.
- Już, już chojraku. Chcesz umrzeć? Przecież on Cię zabije. Poczekaj na mnie w barze, postawię Ci piwo .- spojrzała na awanturnika ze ślicznym uśmiechem, mając na bladych policzkach rumieńce. Widać było, że Azjatka była już mocno wstawiona, ale też możliwe, że pod wpływem jakieś fajki. Pogładziła faceta po ręku, zaśmiała się i nieco go odsunęła, wskazując głową na bar. Gdy odszedł, odwróciła się napięcie i spojrzała na blondyna z szerokim uśmiechem, zarzucając mu ręce na przywitanie na szyję i ucałowała jego policzek, zostawiając tam swoją różową szminkę. - Przyszedłeś! Nie przejmuj się, jakiś głupiec. Nie od nas! Pandzia się ucieszy, tylko ją zgubiłam. Poznasz jeszcze innych, o, tam jest Roger, a Katie śpiewa! - tutaj wskazała na ciemnoskórego chłopaka w różowej koszuli, a potem na młodą Brytyjkę, która nadal bawiła się karaoke. Kana złapała go pod rękę i pociągnęła za sobą. - Nie miałeś problemu, żeby dotrzeć? Te kajdanki są zjawiskowe, mój przyjaciel chce takie same!
Zakomunikowała mu, rozglądając się po twarzach ludzi, których mijali.
Pandorze nie trudno było zauważyć go przez wzrost i jasne włosy, trudno byłoby za to ukryć uśmiech, który pojawił się na jej twarzy. Obróciła się na stołku, przyglądając się jemu oraz ciągnącej go Akane, na co Oliver zagwizdał.
- Mogę zapomnieć o kawie jutro? - zapytał z westchnięciem, wędrując spojrzeniem pomiędzy nią a nim, a potem wyciągnął dłoń, chcąc zgarnąć jej kosmyk włosów za ucho, ale odsunęła się, prawie spadając ze swojego siedzenia i pokręciła głową z rozbawieniem.
- Nie rozmawialiśmy o kawie. I nie radziłabym, mógłby to źle odebrać, a zapewniam Cię, że jest nadopiekuńczym człowiekiem. Nie zrozum mnie źle, jesteś uroczy, ale no.. Złamałby Cię. - przesunęła spojrzeniem po sylwetce Olivera, posyłając mu przepraszający uśmiech i wzruszenie ramion, że przecież nie miała niczego złego na myśli i tylko się o niego troszczyła. Pamiętała, jak zareagował na tamtego faceta w Turcji, bo była dla niego, jak jedna z jego sióstr. Westchnęła na tę myśl, mimowolnie zerkając na kilka sekund w dół, czy sukienka, aby na pewno dobrze na niej leży.
- Nie wygląda na Twojego brata lub kuzyna, nie jesteście podobni. Chłopak?
- Ja sama nie wiem. Powinnam zapytać? - przesunęła palcem po swoich ustach, odwracając głowę na Akane oraz Hjalmara, którzy akurat znaleźli się obok. Jej przyjaciółka zlustrowała Oliviera wzrokiem i uśmiechnęła się do niego, po czym utkwiła spojrzenie — znów triumfalne — w Turczynce.
- Zasłużył na buziaka, nie dał facetowi w pysk Pandziu, a powinien. - pochwaliła go, puszczając jego ramię i przeciągnęła się leniwie, nie zwracając uwagi na źle zapiętą bluzkę. Zakołysała się w rytm śpiewanej przez koleżankę piosenki. - Ktoś jej powinien powiedzieć, że nie umie śpiewać.
Pierwotnie chciała spędzić spokojny i miły wieczór, pogadać, nadrobić czas i dowiedzieć się, jak sobie radził w Anglii i chciała mu przedstawić nawet Elizę — uroczą i spokojną dziewczynę, ale teraz już chyba nie do końca tak było. Tak szeptały jej szoty, które wypiła. Wyciągnęła w jego stronę dłonie, przesuwając wzrokiem po jego sylwetce, aby zatrzymać się na twarzy, a potem odszukać błękitne spojrzenie. Uśmiechnęła się, przekręcając głowę na bok. - Przyszedłeś! I zasłużyłeś na całusa? Nie wiem, czy powinnam, bo słuchaj, przez Oliviera się zgubiłam, ale to chyba nieważne. - wyjaśniła mu bardzo rzeczowo i faktycznie, gdy znalazł się w jej zasięgu, wstała i dała mu całusa w polik na przywitanie, przytulając krótko, a potem odwróciła się do barmana, przywołując go intensywnym wgapianiem się, na które był chyba uczulony. - Jeszcze raz to samo. A Ty? Czego się napijesz?
- A kawa?
- No przecież nie będę teraz piła kawy, oszalałeś?
- Właśnie, nie będzie piła kawy, ale jak chcesz, to ja mogę się z Tobą napić nawet tego, jesteś słodziutki .- zakomunikowała Oliverowi Akane, łapiąc go za rękę, a właściwie pod ramię tak, że ten skończył pomiędzy jej biustem i zsunięty z premedytacją ze stołka, aby go zwolnić Islandczykowi, któremu Kana puściła oczko.
Chwilę później barman podał im zamówione drinki i jeszcze więcej paluszków, a gdy blondyn usiadł na stołku obok, Pandora obróciła się tak, aby siedzieć przodem do niego. Wbiła w niego błyszczące, zdecydowanie subtelnie nietrzeźwe spojrzenie, jakby nie do końca wierzyła, że przyszedł, bo nadal miała w głowie ubzdurane gdzieś tam to, że może niekoniecznie chciał ją tyle widywać.
- Wyglądasz na trochę zmęczonego, wszystko w porządku? - zapytała najpierw z troską w głosie, nawet jeśli w jej głowie kreowały się zupełnie inne, bardziej banalne pytania. Nie było z nią jednak jeszcze wcale tak źle, skoro mówiła ładnie, składnie i wyraźnie, a do tego z sensem. Ładnie mu było w tej koszuli. - Jak chcesz, mogę iść Cię przedstawić reszcie, jest tu taka dziewczyna, którą chciałam Ci przedstawić, ale teraz to sama nie wiem. Wolisz orzeszki, czy paluszki? - kontynuowała swobodnie, jak zwykle manewrując pomiędzy tematami, chociaż z alkoholem krążącym we krwi było to jeszcze łatwiejsze. Spojrzała w stronę kolorowych kieliszków z barwioną, smakową wódką, jednak nie sięgnęła jeszcze po żaden.