Jej spokój mi się udzielał, jej zimna postawa była dla mnie czymś nowym, wyjątkowym, wyczekiwanym. Pragnąłem tego w swoim życiu, pragnąłem spokoju, o czym nigdy nie myślałem. Chciałem spędzić z nią więcej czasu, ale czułem, że nie powinienem. Cynthia była niezależną osobą i wmawiałem sobie, że mnie nie zechce, że nikt mnie nie zechce i nigdy nie znajdę tak spokojnej, tajemniczej osoby jaką była panna Flint. Pod palcami czułem, że sama była przejęta tą sytuacją, czułem, że znaczyło to coś dla niej, ale zapewne nie tyle co dla mnie. Gdy napięcie między nami zniknęło, gdy jej głos wydobył z siebie pytanie czar prysł i to było dobre. Chrząknąłem cicho i podrapałem palcami swoje uda próbując rozluźnić je i przyswoić wygląd dziewczyny w swojej pamięci, odtworzyć go.
— Nie wiem, dotyk jest zaliczany do intymnych chwil i czasami mam wrażenie, że to może być głupie. – wzruszyłem ramionami, a do pomieszczenia wszedł Bell, przeszedł mi między nogami i powiadomił mnie, że muszę już wracać do pracy. Westchnąłem ciężko. – Przepraszam Cynthio, ale muszę już wracać. Miło mi się piło z tobą kawę, mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie i, że nie będziesz się przemęczać. – uśmiechnąłem się i szybko opuściłem to miejsce.
Czułem, że jeśli zostałbym tam dłużej zrobiłbym coś, czego oboje byśmy żałowali. Na to sobie nie mogłem pozwolić, ponieważ za bardzo zależało mi na jej osobie i na relacji z nią. Może innego dnia, może w innym miejscu, w innych okolicznościach uda nam się poznać lepiej.