Wyczekiwałem na ruch, na głos, na potwierdzenie tego, że jesteśmy sami, że nikt nas nie zobaczy, że nikt nas nie potępi za to, co nas połączyło. I wtedy poczułem jego usta na swoich. Cicho westchnąłem odrobinę zaskoczony. Lubiłem jego pocałunki, powodowały, że wszystko we mnie wrzało, podnosiło się w euforii. Ten człowiek był w obecnym czasie moim ulubionym człowiekiem. Był mój i nie lubiłem, gdy nie był ze mną. Podświadomie wiedziałem, że nie powinienem tak myśleć, że Rookwood był wolnym człowiekiem i nikt nie powinien go ograniczać, ale nie mogłem nic na to poradzić. Chciałem jego dotyk dla siebie, jego usta blisko moich, chciałem słyszeć jego głos i spędzać z nim czas, ale nie potrafiłem mu tego powiedzieć, nie potrafiłem przekonać go, że chce mieć go więcej. Tak więc godziłem się na czwartkowe spotkania, które były dla mnie intensywne, ale po nich czułem pustkę.
Gdy przerwał pocałunek, aby mi odpowiedzieć cicho zaprotestowałem i pocałowałem jego szyję. Lubiłem to miejsce na jego ciele. Lubiłem ją dotykać i kłaść tam swoją głowę. Gdy jego dłoń zawędrowała do moich spodni spiąłem się, ale w ten bardziej przyjemny sposób, wyczekiwałem jego dalszych poczynań. Był najwspanialszy.
— Ważne, że nikt nam nie przeszkodzi. – uśmiechnąłem się zawadiacko przymykając swoje oczy przy tym.
Oparłem jedną dłoń o ścianę po jego prawej stronie i znowu złączyłem nasze usta w pocałunku. Pod jego dotykiem wciągnąłem lekko brzuch, ale zaraz przysunąłem się bliżej niego drugą ręką również zawędrowałem do jego koszuli, do jego podbrzusza. Złapałem go za bok i wsunąłem dłoń pod ubranie badając jego plecy. Przez to, że nic nie widziałem ciągle bałem się, że zrobię mu krzywdę, że zbliżę się do niego za bardzo, że gdzieś go ucisnę i go za boli. Dlatego byłem niepewny, ostrożny. Zacząłem znowu całować jego szyję i lekko ją podgryzać. Gdzieś z tyłu głowy bałem się, że ktoś zaraz tu wpadnie, że nas przyłapie, ale to jeszcze bardziej potęgowało uczucie podniecenia. Nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu i od błądzenia dłonią po jego plecach, zjeżdżałem dłonią też niżej co jakiś czas hacząc o pas jego spodni kciukiem.