Avelina za to nigdy nie angażowała się w relacje z innymi. Tak, mogła siebie określić jako osobę dobrą, ale również chowała się za książkami i kociołkiem z bulgoczącym wywarem. Nie ingerowała w życie ludzkie jeśli nikt jej o to nie poprosił. Nigdy nie poszłaby na ten marsz, gdyby nie miała kuzynki mieszającej się w takie wydarzenia. Teraz była okropnie wystraszona, okropnie zła, że nie została w domu i nie czytała kolejnych nowych książek, które stertą leżą przy jej łóżku i krzyczą, aby w końcu się za nie zabrała.
Zamiast tego była w zaułku, z prawie obcym mężczyzną. Oboje chowali się przed walącymi się budynkami i śmiertelnymi zaklęciami, które miały ich stąd odgonić. Lubiłam jego osobę, bo milczał, bo nie mówił, bo czytał, bo spędzał z nią czas i miała poczucie, że nie jest samotna, że nie musiała szukać dla siebie towarzystwa wśród rozgadanych rówieśników. Osoby starsze nie chciały rozmawiać z dzieciakami jakim w pewnym sensie wtedy była w jego oczach. Osoba starsza jaką był Perseus chciał spokoju. Wiedziała też, że jak miała problem z jakimś zagadnieniem to chętnie jej je wyjaśniał, ponieważ tak mógł sobie coś powtórzyć. Milczenie w przyjaźni było dla niej jak złoto.
Skinęła szybko głową. Nawet jakby nie mogła iść nie dała by siebie nieść. Nie było takiej opcji zbliżyć się aż tak do drugiego mężczyzny. Nie pozwoliłaby sobie na taką słabość. Była osobą dumną i choćby miała złamaną nogę chciałaby iść o własnych siłach. Znalazłaby chociaż jakiś badyl, aby się na nim opierać. Wydawało jej się, że miała po prostu tylko nogę mocno poobijaną i zapewne lekko opuchniętą nic poza tym. Nie chciała, aby Perseus czuł się za nią odpowiedzialny, ale nie była w stanie czytać mu w myślach oraz obawach.
Słysząc komunikat: Nokturn – spięła się lekko i pozwoliła się objąć. Wtuliła się tak, aby nikt jej nie rozpoznał, nie zapamiętał. Nie chciała się tu nigdy zapuszczać, wolała swoje miejsce pracy, gdzie była bezpieczna, gdzie nikt jej nie zaczepiał i nie zrzucał na łeb gruzu. Słyszała, że jakieś osoby nawet witały Blacka, ale nie myślała o tym, nie analizowała. Nie potrzebowała go oceniać i nigdy tego nie robiła. Nigdy nie patrzyła na niego źle i cieszyła się w głębi serca, że to właśnie jego spotkała, a nie jakiegoś podłego człowieka. Gdy tylko wyszyli na Pokątną poczuła ulgę. Rozejrzała się tylko za charakterystycznymi punktami i poprowadziła go w odpowiednim kierunku co jakiś czas pokasłując i nadal kuśtykając. Nie patrzyła na swoją nogę, ponieważ nadal obawiała się tego, co tam zastanie.
W końcu dotarli do Eliksirów Raven’a, a dziewczyna poprowadziła Blacka od zaplecza, gdzie mogli bezpiecznie się schronić. Tam usiadła na pierwszym krześle jakie napotkała i spojrzała w końcu na swoją nogę. Miała zdartą skórę, na której już powstawał strup. Pewnie będzie jakaś drobna blizna po zdrapaniu, ale nic poważniejszego się nie stało.
Sięgnęła do jednej ze szuflad i wyjęła eliksir wiggenowy, który od razu wypiła. Drugi flakonik wręczyła Perseusowi.
— Może ci się jeszcze kiedyś przydać. Dziękuję za pomoc Perseus. – głos miała lekko zachrypnięty. – Jeśli będziesz kiedyś potrzebować eliksirów to możesz się do mnie zgłosić chętnie ci się odwdzięczę za pomoc. – odpowiedziała cicho.
Gdy tylko doprowadziła się do porządku odczekała razem z Blackiem, aż wszystko na ulicach ustanie rozeszli się w swoje strony. Nie pozwoliła mu opuścić apteki dopóki na ulicach nie zrobiło się spokojnie i bezpiecznie.