Słowa Trevora były miłe, ale nie sądziła, aby była to prawda. Była przerażona, a ten strach nadal tlił jej się w głowie. Zdecydowanie wolała siedzieć w domu, lub za kociołkiem bulgoczącego wywaru. Podróże po świecie wolała zostawić swoim rodzicom, którzy radzili sobie z tym lepiej od niej. Wiedziała jednak, że teraz będzie się o nich jeszcze bardziej martwić. Co jeśli im coś się nie uda podczas takiego ataku? Znowu zamilkła chowając się w swojej głowie jak miała w zwyczaju. W oczach nadal tlił się strach, ale mięśnie zaczynały się rozluźniać jakby dopiero po chwili zaczynało do niej docierać, że już po wszystkim.
— Dziękuję. – odpowiedziała, a gdy zobaczyła ich powóz odetchnęła z większą ulgą. Wsiadła do niego czując jak mięśnie na jej nogach nadal drżą. Zaczęła je rozmasowywać dłońmi i patrząc przed siebie. Gdy ptak Trevora wrócił z polowania uśmiechnęła się lekko i w końcu Trevor mógł ich zabrać w podróż powrotną.