25.06.2023, 23:12 ✶
Deja vu, I've just been in this place before....
Drżące palce zaciskały się na bukiecie polnych kwiatów, które naprędce zerwał na jednej z łąk okalających Dolinę Godryka. Salazar jeden wie, jak się nazywały; niektóre przypominały dzwoneczki zawieszone na drobnych łodyżkach, inne gwiazdki, zaś kolejne zachęcająco rozchylały kielichy swych płatków. Niósł ze sobą tę kolorową mieszankę pozbawioną większego ładu - pierwsze konwalie, mlecze, zawilce, kaczeńce i stokrotki - przerażony wizją rozmowy, jaka miała go czekać. A może Vespery w ogóle nie było już w jego mieszkaniu? Nie zdziwiłby się, gdyby tak się stało; miał jednak szczerą nadzieję, że ją zastanie, nawet jeżeli miałaby siedzieć wściekła na kanapie z założonymi rękoma. Był gotowy zmierzyć się z jej gniewem, byle tylko móc ponownie ją zobaczyć. Musiał ją zobaczyć i upewnić się, że była bezpieczna, że to zamieszanie ją ominęło, że czekała...
Delikatnie nacisnął klamkę, a frontowe drzwi ustąpiły mu bez żadnego sprzeciwu. Nie był pewien, czy powinien uznać to za dobry znak. Bezszelestnie, jakby był włamywaczem we własnym domu, wślizgnął się do środka. Powietrze ciężkie było od zapachu jej perfum, tak intensywnego, że uginały się pod nim nogi. Nie zastał jej jednak ani w salonie, ani kuchni, ani w gabinecie. Omijając skrzypiące deski podążył więc na górę, gdzie dostrzegł miękkie światło sączące się spod drzwi łazienki. Uchylił je lekko, a serce omal nie wyskoczyło mu z piersi, gdy zastał kochankę w wypełnioną pianą wannie. Wszedł do środka.
— Och nie, proszę, nie krępuj się... Widziałem wiele kobiet nago! — czy nie brzmiało to jak przechwałka? Chyba nie wypadało wspominać obecnej partnerce, że miał przed nią kogoś innego, nawet jeżeli do niedawna na jego palcu lśniła obrączka. Obawiał się, że mogła odebrać jego słowa, jakoby była jedną z wielu, a przecież Vespera była wyjątkowa. Zakasłał więc i wyprostował się. — To znaczy, wcale nie było ich tak dużo... Zaledwie garstka... — dodał i natychmiast pożałował swych słów. Z jakiegoś powodu bowiem uznał, że uwłaczało to jego męskiej dumie, dlatego postanowił sprostować tę kwestię po raz ostatni. — Chciałem powiedzieć, że widziałem... Widziałem umiarkowaną liczbę kobiet nago. Jestem lekarzem. — dodał cicho, jakby miało to w jakikolwiek sposób go usprawiedliwić.
Polne kwiaty wysunęły się z jego dłoni i rozsypały żałośnie na płytkach, podczas gdy Perseus osunął się na kolana obok wanny i ujął dłoń Vespery, składając na każdym z knykci pocałunek. Poczucie winy mieszkało się z ulgą, niewypowiedzianą radością, że oto znów ma ją przed sobą.
— Przepraszam, że do ciebie nie dołączyłem. Tam rozpętało się piekło — wyznał półszeptem. Na myśli miał wiatr i spotkanie z ghoulem; nie widział o walce, jaka stoczona została na polanie. Lecz gdyby był jej świadkiem, to czy również nazwałby ją piekłem? Nie, chyba to, co zdarzyło się w Dolinie Godryka wykraczało poza rozumowanie nawet magipsychiatry; a na pewno poza zasób jego słownictwa. A przecież od przeczytanych książek uginały się półki w jego gabinecie.
Ale teraz nie wiedział jeszcze o niczym, wolny i szczęśliwy, że ma ją przy sobie całą i zdrową. Przyjemnie było przegrać ich mały zakład.
Drżące palce zaciskały się na bukiecie polnych kwiatów, które naprędce zerwał na jednej z łąk okalających Dolinę Godryka. Salazar jeden wie, jak się nazywały; niektóre przypominały dzwoneczki zawieszone na drobnych łodyżkach, inne gwiazdki, zaś kolejne zachęcająco rozchylały kielichy swych płatków. Niósł ze sobą tę kolorową mieszankę pozbawioną większego ładu - pierwsze konwalie, mlecze, zawilce, kaczeńce i stokrotki - przerażony wizją rozmowy, jaka miała go czekać. A może Vespery w ogóle nie było już w jego mieszkaniu? Nie zdziwiłby się, gdyby tak się stało; miał jednak szczerą nadzieję, że ją zastanie, nawet jeżeli miałaby siedzieć wściekła na kanapie z założonymi rękoma. Był gotowy zmierzyć się z jej gniewem, byle tylko móc ponownie ją zobaczyć. Musiał ją zobaczyć i upewnić się, że była bezpieczna, że to zamieszanie ją ominęło, że czekała...
Delikatnie nacisnął klamkę, a frontowe drzwi ustąpiły mu bez żadnego sprzeciwu. Nie był pewien, czy powinien uznać to za dobry znak. Bezszelestnie, jakby był włamywaczem we własnym domu, wślizgnął się do środka. Powietrze ciężkie było od zapachu jej perfum, tak intensywnego, że uginały się pod nim nogi. Nie zastał jej jednak ani w salonie, ani kuchni, ani w gabinecie. Omijając skrzypiące deski podążył więc na górę, gdzie dostrzegł miękkie światło sączące się spod drzwi łazienki. Uchylił je lekko, a serce omal nie wyskoczyło mu z piersi, gdy zastał kochankę w wypełnioną pianą wannie. Wszedł do środka.
— Och nie, proszę, nie krępuj się... Widziałem wiele kobiet nago! — czy nie brzmiało to jak przechwałka? Chyba nie wypadało wspominać obecnej partnerce, że miał przed nią kogoś innego, nawet jeżeli do niedawna na jego palcu lśniła obrączka. Obawiał się, że mogła odebrać jego słowa, jakoby była jedną z wielu, a przecież Vespera była wyjątkowa. Zakasłał więc i wyprostował się. — To znaczy, wcale nie było ich tak dużo... Zaledwie garstka... — dodał i natychmiast pożałował swych słów. Z jakiegoś powodu bowiem uznał, że uwłaczało to jego męskiej dumie, dlatego postanowił sprostować tę kwestię po raz ostatni. — Chciałem powiedzieć, że widziałem... Widziałem umiarkowaną liczbę kobiet nago. Jestem lekarzem. — dodał cicho, jakby miało to w jakikolwiek sposób go usprawiedliwić.
Polne kwiaty wysunęły się z jego dłoni i rozsypały żałośnie na płytkach, podczas gdy Perseus osunął się na kolana obok wanny i ujął dłoń Vespery, składając na każdym z knykci pocałunek. Poczucie winy mieszkało się z ulgą, niewypowiedzianą radością, że oto znów ma ją przed sobą.
— Przepraszam, że do ciebie nie dołączyłem. Tam rozpętało się piekło — wyznał półszeptem. Na myśli miał wiatr i spotkanie z ghoulem; nie widział o walce, jaka stoczona została na polanie. Lecz gdyby był jej świadkiem, to czy również nazwałby ją piekłem? Nie, chyba to, co zdarzyło się w Dolinie Godryka wykraczało poza rozumowanie nawet magipsychiatry; a na pewno poza zasób jego słownictwa. A przecież od przeczytanych książek uginały się półki w jego gabinecie.
Ale teraz nie wiedział jeszcze o niczym, wolny i szczęśliwy, że ma ją przy sobie całą i zdrową. Przyjemnie było przegrać ich mały zakład.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory