04.06.2023, 23:04 ✶
Gdyby ktoś zapytał Pandorę, czy Hajlmar jest nerwowy i łatwo go doprowadzić do wrzenia, przytaknęłaby ze zgrozą w oczach, szukając od razu sposobu, żeby go uspokoić. Pomijając kwestie krzepy i siły, obijanie komuś mordy sprawiało mu chyba przyjemność, co dla niej było odrobinę niezrozumiałe. Nic więc dziwnego, że nietrzeźwy jegomość, najpewniej przypominający przy Niedźwiadku szczypior, rzucający się i szarpiący mu koszulę mógł sprawić, że podróżowały mu uszy lub policzki ze złości szybciej, niż Turczynka. Mógłby też ewentualnie wysłać go do szpitala lub znaleźć zajęcie Oliverowi.
Kana była na pewno mniej pokojowa, niż Pandora, ale wiedziała, ile nieprzyjemności mógłby mieć Islandczyk przez takiego jełopa, więc wolała zareagować, dopóki jeszcze mogła. Dodatkowo miała świetny humor, bo widocznie jej łazienkowe harce z bliżej nieokreśloną partnerką lub partnerem rozładowały całe jej napięcie, zostawiając słodycz i beztroskę. Bezwstydna Azjatka obdarzyła mężczyznę uroczymi spojrzeniami, nieco kokieteryjnie i krzywo zapinając swoją bluzkę. Gdy problem sobie odszedł i konflikt został zażegnany, mogła się przyzwoicie z nim przywitać, zaciskając na nim chude palce i barwiąc różem skórę. - Cudnie. Czasem dotarcie spod Londynu do Londynu bywa okropnie męczące, nie wiem jak. Ludzie, Ci zwykli, sobie z tym radzą. - wyznała mu konspiracyjnym szeptem, nawiązując jawnie do pozbawionego magii towarzystwa. Na wzmiankę o tym, że nowa para nie była problemem, klasnęła w dłonie i porwała go za sobą. - Będzie zachwycony! Musisz spróbować tutaj frytek z rybą, jak lubisz, niby taki zwykły pub, a najlepsze, jakie jadłam. Roger też tak mówi. Jakby Cię trochę podrywał, to się nie przejmuj, mówiłam mu, że się nie uda, ale jest uparty i przeżył paskudne rozstanie. - wyjaśniała mu jeszcze po drodze, całkiem swobodnie rozmawiając o znajomych i poszukując swojej przyjaciółki, do której w swoim mniemaniu, prowadziła najpewniej jakiś prezent.
Na szczęście mruknięcia nie usłyszała, więc żyła w przekonaniu, że Oliverem zupełnie się nie przejął, chociaż ona lojalnie nowego kolegę uprzedziła, żeby przypadkiem sam w tym swoim szpitalu nie skończył. Był uroczym chłopcem, inteligentnym, ale trafił po prostu na zły moment w jej życiu, bo jeśli nawet chciałby od niej dodatków do tej kawy, to jawnie nie była zainteresowana, gdyż cała uwaga i cały jej uśmiech powędrował w stronę błękitnookiego blondyna, którego zamęczała aktualnie Akane. Pytania zupełnie jej nie przeszkadzały, sama przecież zadawała ich mnóstwo i większość zupełnie przypadkowych, nawiązując do wszystkich aspektów życia drugiego człowieka. Wielka Brytania zmagała w ludziach ciekawość i niestety, ale skłaniała do plotek oraz szufladkowania, w które nawet czasem ona wpadała, potem się na siebie za to denerwowała. Im dłużej zerkała w jego stronę, tym więcej widziała malującego się na buzi zdenerwowania, chociaż nie mogła zrozumieć dlaczego, przynajmniej dopóki czarnowłosa dziewczyna nie wyjaśniła jej sytuacji. Odetchnęła bezgłośnie z ulgą, że się powstrzymał, posyłając mu jeden ze swoich najładniejszych i najbardziej dumnych uśmiechów, który ukazywał dołeczki w policzkach. Skoro nawet ona uznała, że powinien w mordę dostać, a Hjalmar się powstrzymał? Niewątpliwie zasłużył na całusa i pewnie postawienie mu kilku drinków, co Pandora i tak miała w planach w późniejszych etapach wieczoru.
Była wściekła jeszcze trochę może do końca tamtego dnia, ale teraz zupełnie jej przeszło okazywanie jakiegokolwiek niezadowolenia. Owszem, pamiętała, ale to nie znaczy, że chciała mu to wypominać i to ciągnąć, bo szkoda byłoby psuć sobie zabawy. Zwłaszcza że tak naprawdę to długo się nie widzieli, nie licząc tych dwóch nerwowych kwadransów w kuźni. - Już myślałam, że nie dasz rady. I co ja bym bez Ciebie zrobiła, jak chciałam Cię wyzwać na pojedynek? - zapytała poważnie, a słysząc chrząknięcie, odwróciła głowę w stronę chyba nieco zaskoczonego Oliviera, wzruszając delikatnie ramionami. - Bez obrazy, nie nudziłam się wcale z Tobą, jesteś naprawdę uroczy.
Nie chciała mu zrobić przykrości, chociaż szło jej naprawdę kiepsko, bo na słowo "uroczy", zdawał się trochę skrzywić, dopijając szybko zawartość swojego kufla. Nie trudno było zauważyć różnicę w tym, jak zachowywała się i odnosiła wobec lekarza, a wobec Niedźwiadka. Oczywiście piwo dla niego też zamówiła, razem ze swoimi shotami, odwracając się na chwilę do barmana, który zapytał o pojedynek paluszków z orzeszkami.
Siedzący mężczyzna wyprostował się i jakby nadął, jakby miało cokolwiek to zmienić w porównaniu ich sylwetek. Wlepił spojrzenie w blondyna, uśmiechając się jedynie pod nosem, jakby teoretycznie się zgadzał na jego słowa, ale w praktyce czuł, jakby ten rzucał mu wyzwanie. Alkohol zagłuszał rozsądek widocznie nie tylko u Prewettówny. Akane zachichotała, obejmując brunetkę i kładąc głowę na jej ramieniu, musnęła jej skórę wargami. - Jak go nie chcesz, to sobie go wezmę. - szepnęła konspiracyjnie, na co Pandora odwróciła głowę w jej kierunku, unosząc brwi w zaskoczeniu i spoglądając na szepczącego Hjalmara i siedzącego, jak struna Oliviera, zupełnie nie rozumiejąc, co to za szepty. - Mugolaka. Nie martw się, ale naprawdę mogłabyś w końcu coś ze sobą zrobić, bo ciężko mi na Ciebie patrzeć. Nie wiem, wypij więcej, przestań się bawić w matkę Teresę i nie myśl tyle, bo osiwiejesz i będziesz brzydka.
Dostała kolejnego całusa w ramię, na co wywróciła oczami i pokręciła głową, wracając uwagą do Hjalmara, któremu posłała pytające spojrzenie, zwłaszcza przez to klepanie. Może wybrał sobie nowego kolegę? W sumie byłoby to całkiem rozsądne, bo jego kamraci zostali na Islandii, a ona, nawet jeśli przeszłaby z roli siostry na rolę kolegi, nie byłaby w stanie dostarczyć mu takich samych atrakcji.
- Oho, teraz z nim też masz tajemnice? - zapytała z udawanym oburzeniem, zaraz jednak znów się uśmiechając. - Może się dogadacie, bo jak widzisz, ja mam więcej koleżanek, a nie wiem, czy dziewczyna dostarczy Ci tyle emocji, co chłopak. Nie umiem się za bardzo chyba bić, ale Akane mogłaby wydrapać oczy, jestem pewna.
Mówiąc to, spojrzała na swoją przyjaciółkę, która porywała Olivera ze sobą, ku jego niezadowoleniu. Posłał nawet Pandorze nieme spojrzenie o pomoc, jednak brunetka tylko uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami, wiedząc, że na czarnowłosą nie było ratunku, jak sobie już coś ubzdurała.
Gdy mówił, zsunęła się ze stołka i przysunęła siedzisko nieco bliżej, żeby swobodniej było im rozmawiać. Gdyby spróbowała to zrobić, siedząc, mogłaby spaść. Wbiła w niego pełne wyrzutów sumienia spojrzenie, nie zdając sobie sprawy, jak duży kłopot mu tym pomysłem spowodowała. - Jak będziesz miał dość, to możemy stąd pójść. Kurcze, gdybym wiedziała, ile Ci to sprawi problemu, to bym coś wymyśliła innego. - zaczęła przepraszająco, a jej spojrzenie przesunęło po jego twarzy, gdzie na policzku dostrzegła szminkę przyjaciółki. Zaśmiała się pod nosem, wysuwając dłoń i kciukiem, delikatnie zaczęła pozbywać się barwnika ze skóry. Bo przecież zupełnie tam nie pasował ten ślad, nawet jeśli to tylko Kana. Zignorowała w miarę możliwości nieprzyjemne ukłucie w żołądku, zachowując się, jak to zwykle miała w zwyczaju. - O nie, nie, bez mordowania, bo potem będę musiała Cię wyciągać z komisariatu, a policjanci mugolscy są bardzo specyficznymi ludźmi. Pewnie przyjdą, ale szczerze mówiąc, ja też połowę zgubiłam. Poza Katie ją trudno zgubić, gdy nie mogą jej zrzucić z karaoke, ale wzięła trochę proszku od Rogera, a do tego wypiła, więc jest nieziemsko pewna siebie. Zwykle jest cicha i skromna, pracuje w bibliotece. O nie, znowu za dużo gadam. - zamknęła się, zasłaniając usta dłonią i spojrzała na niego przepraszająco zaraz po tym, jak zostawiła w spokoju jego policzek, już całkiem czysty i pozbawiony szminki. Zaschło jej nieco w gardle, więc złapała za jeden z kieliszków — pomarańczowy, szybko pozbywając się jego zawartości, przez którą na chwilę przymknęła oczy, gdy po ciele przebiegł ją dreszcz. Ten sam był dość kwaśny i cierpki, zupełnie kłócący się z wódką. Spojrzała na kufel, który przed nim tkwił. - Jak wolisz wódkę, to proszę, częstuj się. - podsunęła mu pozostałe trzy kieliszki, zupełnie nie nawiązując tego do wyboru pomiędzy orzeszkami a paluszkami. - Mają tu dużo piw, jeśli chciałbyś inne, to Jerry na pewno coś znajdzie. - wskazała ruchem głowy na barmana. Przeniosła spojrzenie z mężczyzny na otaczających ich ludzi, stukając paznokciami w drewniany szynk baru. Nie miała pojęcia, co zrobić z tą nieszczęsną Elizą, ale obiecała sobie przecież, że znajdzie mu potencjalne towarzystwo inne od jej własnego, żeby przypadkiem aż tak szybko nie miał jej dosyć. No i też wspominała jej o nim, więc pewnie, prędzej czy później to do nich trafi, zwłaszcza jeśli Akane albo Katie wypalają, gdzie Pandora się zakamuflowała. Zwilżyła wargi, pozbywając się z nich resztek wódki i ponownie spojrzenie brązowych oczu powędrowało w stronę Niedźwiadka. - Noc jeszcze młoda, jak pub zamkną, to zwykle się gdzieś przenosi Kana. Masz jutro wolne? Cóż, nawet jeśli nie, to i tak nie puszczę Cię samego w nocy do domu, prześpisz się u mnie. I nie dyskutuj, bo Ci tego nie odpuszczę, jeszcze kogoś zabijesz i potem całkiem znikniesz w jakimś mugolskim więzieniu, a Twój tata mnie złamie na pół, że przeze mnie zginął jego syn w Londynie.
Wierzyła w szansę urzeczywistnienia się tego scenariusza, wiele nocy spędziła poza domem — biegając po parku, jeżdżąc metrem czy robiąc rzeczy, których prawdopodobnie nie powinna robić, a więc miała świadomość, jacy ludzie budzili się nocą do życia. Mogliby go uznać za łatwego do okradzenia lub napaści, wrobienia w coś lub zwyczajnie szukać burdy, a on pewnie by im skręcił karki, gdyby dostał furii. Nic więc dziwnego, że gdy kończyła mówić, przyłożyła mu palec do ust, jakby sygnalizując tym samym, że nie ma absolutnie żadnego sensu protestować. Była nawet gotowa użyć szantażu, jeśli taka byłaby konieczność. - Tutaj się nie da spóźnić, no i najważniejsze, że jednak przyszedłeś. - dodała już nieco łagodniej, cofając dłoń i uśmiechnęła się niewinnie, sięgając po podstawionego przez barmana paluszka. Obróciła przekąską w dłoniach, przyglądając się chwilę przyklejonym do niej kryształkom soli. - Jeśli chcesz, to później mogę Cię zabrać na małą wycieczkę po Londynie. Nocą jest spokojniejszy, cichszy, ale i wygląda ładniej. Nie widać gwiazd, nie jest to Islandia, ale ma swoje miejsca. - zaproponowała jeszcze, chcąc mu trochę bardziej pomóc się odnaleźć. Bo nawet jeśli — jak twierdził, nie zrozumiałaby wszystkiego, to i tak chciała chociaż spróbować. Jak na dobrą kleszczo-siostrę przystało. Ściągnęła na chwilę brwi do swoich myśli, uznając, że temat tego pasożyta też powinna z nim poruszyć.
Kana była na pewno mniej pokojowa, niż Pandora, ale wiedziała, ile nieprzyjemności mógłby mieć Islandczyk przez takiego jełopa, więc wolała zareagować, dopóki jeszcze mogła. Dodatkowo miała świetny humor, bo widocznie jej łazienkowe harce z bliżej nieokreśloną partnerką lub partnerem rozładowały całe jej napięcie, zostawiając słodycz i beztroskę. Bezwstydna Azjatka obdarzyła mężczyznę uroczymi spojrzeniami, nieco kokieteryjnie i krzywo zapinając swoją bluzkę. Gdy problem sobie odszedł i konflikt został zażegnany, mogła się przyzwoicie z nim przywitać, zaciskając na nim chude palce i barwiąc różem skórę. - Cudnie. Czasem dotarcie spod Londynu do Londynu bywa okropnie męczące, nie wiem jak. Ludzie, Ci zwykli, sobie z tym radzą. - wyznała mu konspiracyjnym szeptem, nawiązując jawnie do pozbawionego magii towarzystwa. Na wzmiankę o tym, że nowa para nie była problemem, klasnęła w dłonie i porwała go za sobą. - Będzie zachwycony! Musisz spróbować tutaj frytek z rybą, jak lubisz, niby taki zwykły pub, a najlepsze, jakie jadłam. Roger też tak mówi. Jakby Cię trochę podrywał, to się nie przejmuj, mówiłam mu, że się nie uda, ale jest uparty i przeżył paskudne rozstanie. - wyjaśniała mu jeszcze po drodze, całkiem swobodnie rozmawiając o znajomych i poszukując swojej przyjaciółki, do której w swoim mniemaniu, prowadziła najpewniej jakiś prezent.
Na szczęście mruknięcia nie usłyszała, więc żyła w przekonaniu, że Oliverem zupełnie się nie przejął, chociaż ona lojalnie nowego kolegę uprzedziła, żeby przypadkiem sam w tym swoim szpitalu nie skończył. Był uroczym chłopcem, inteligentnym, ale trafił po prostu na zły moment w jej życiu, bo jeśli nawet chciałby od niej dodatków do tej kawy, to jawnie nie była zainteresowana, gdyż cała uwaga i cały jej uśmiech powędrował w stronę błękitnookiego blondyna, którego zamęczała aktualnie Akane. Pytania zupełnie jej nie przeszkadzały, sama przecież zadawała ich mnóstwo i większość zupełnie przypadkowych, nawiązując do wszystkich aspektów życia drugiego człowieka. Wielka Brytania zmagała w ludziach ciekawość i niestety, ale skłaniała do plotek oraz szufladkowania, w które nawet czasem ona wpadała, potem się na siebie za to denerwowała. Im dłużej zerkała w jego stronę, tym więcej widziała malującego się na buzi zdenerwowania, chociaż nie mogła zrozumieć dlaczego, przynajmniej dopóki czarnowłosa dziewczyna nie wyjaśniła jej sytuacji. Odetchnęła bezgłośnie z ulgą, że się powstrzymał, posyłając mu jeden ze swoich najładniejszych i najbardziej dumnych uśmiechów, który ukazywał dołeczki w policzkach. Skoro nawet ona uznała, że powinien w mordę dostać, a Hjalmar się powstrzymał? Niewątpliwie zasłużył na całusa i pewnie postawienie mu kilku drinków, co Pandora i tak miała w planach w późniejszych etapach wieczoru.
Była wściekła jeszcze trochę może do końca tamtego dnia, ale teraz zupełnie jej przeszło okazywanie jakiegokolwiek niezadowolenia. Owszem, pamiętała, ale to nie znaczy, że chciała mu to wypominać i to ciągnąć, bo szkoda byłoby psuć sobie zabawy. Zwłaszcza że tak naprawdę to długo się nie widzieli, nie licząc tych dwóch nerwowych kwadransów w kuźni. - Już myślałam, że nie dasz rady. I co ja bym bez Ciebie zrobiła, jak chciałam Cię wyzwać na pojedynek? - zapytała poważnie, a słysząc chrząknięcie, odwróciła głowę w stronę chyba nieco zaskoczonego Oliviera, wzruszając delikatnie ramionami. - Bez obrazy, nie nudziłam się wcale z Tobą, jesteś naprawdę uroczy.
Nie chciała mu zrobić przykrości, chociaż szło jej naprawdę kiepsko, bo na słowo "uroczy", zdawał się trochę skrzywić, dopijając szybko zawartość swojego kufla. Nie trudno było zauważyć różnicę w tym, jak zachowywała się i odnosiła wobec lekarza, a wobec Niedźwiadka. Oczywiście piwo dla niego też zamówiła, razem ze swoimi shotami, odwracając się na chwilę do barmana, który zapytał o pojedynek paluszków z orzeszkami.
Siedzący mężczyzna wyprostował się i jakby nadął, jakby miało cokolwiek to zmienić w porównaniu ich sylwetek. Wlepił spojrzenie w blondyna, uśmiechając się jedynie pod nosem, jakby teoretycznie się zgadzał na jego słowa, ale w praktyce czuł, jakby ten rzucał mu wyzwanie. Alkohol zagłuszał rozsądek widocznie nie tylko u Prewettówny. Akane zachichotała, obejmując brunetkę i kładąc głowę na jej ramieniu, musnęła jej skórę wargami. - Jak go nie chcesz, to sobie go wezmę. - szepnęła konspiracyjnie, na co Pandora odwróciła głowę w jej kierunku, unosząc brwi w zaskoczeniu i spoglądając na szepczącego Hjalmara i siedzącego, jak struna Oliviera, zupełnie nie rozumiejąc, co to za szepty. - Mugolaka. Nie martw się, ale naprawdę mogłabyś w końcu coś ze sobą zrobić, bo ciężko mi na Ciebie patrzeć. Nie wiem, wypij więcej, przestań się bawić w matkę Teresę i nie myśl tyle, bo osiwiejesz i będziesz brzydka.
Dostała kolejnego całusa w ramię, na co wywróciła oczami i pokręciła głową, wracając uwagą do Hjalmara, któremu posłała pytające spojrzenie, zwłaszcza przez to klepanie. Może wybrał sobie nowego kolegę? W sumie byłoby to całkiem rozsądne, bo jego kamraci zostali na Islandii, a ona, nawet jeśli przeszłaby z roli siostry na rolę kolegi, nie byłaby w stanie dostarczyć mu takich samych atrakcji.
- Oho, teraz z nim też masz tajemnice? - zapytała z udawanym oburzeniem, zaraz jednak znów się uśmiechając. - Może się dogadacie, bo jak widzisz, ja mam więcej koleżanek, a nie wiem, czy dziewczyna dostarczy Ci tyle emocji, co chłopak. Nie umiem się za bardzo chyba bić, ale Akane mogłaby wydrapać oczy, jestem pewna.
Mówiąc to, spojrzała na swoją przyjaciółkę, która porywała Olivera ze sobą, ku jego niezadowoleniu. Posłał nawet Pandorze nieme spojrzenie o pomoc, jednak brunetka tylko uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami, wiedząc, że na czarnowłosą nie było ratunku, jak sobie już coś ubzdurała.
Gdy mówił, zsunęła się ze stołka i przysunęła siedzisko nieco bliżej, żeby swobodniej było im rozmawiać. Gdyby spróbowała to zrobić, siedząc, mogłaby spaść. Wbiła w niego pełne wyrzutów sumienia spojrzenie, nie zdając sobie sprawy, jak duży kłopot mu tym pomysłem spowodowała. - Jak będziesz miał dość, to możemy stąd pójść. Kurcze, gdybym wiedziała, ile Ci to sprawi problemu, to bym coś wymyśliła innego. - zaczęła przepraszająco, a jej spojrzenie przesunęło po jego twarzy, gdzie na policzku dostrzegła szminkę przyjaciółki. Zaśmiała się pod nosem, wysuwając dłoń i kciukiem, delikatnie zaczęła pozbywać się barwnika ze skóry. Bo przecież zupełnie tam nie pasował ten ślad, nawet jeśli to tylko Kana. Zignorowała w miarę możliwości nieprzyjemne ukłucie w żołądku, zachowując się, jak to zwykle miała w zwyczaju. - O nie, nie, bez mordowania, bo potem będę musiała Cię wyciągać z komisariatu, a policjanci mugolscy są bardzo specyficznymi ludźmi. Pewnie przyjdą, ale szczerze mówiąc, ja też połowę zgubiłam. Poza Katie ją trudno zgubić, gdy nie mogą jej zrzucić z karaoke, ale wzięła trochę proszku od Rogera, a do tego wypiła, więc jest nieziemsko pewna siebie. Zwykle jest cicha i skromna, pracuje w bibliotece. O nie, znowu za dużo gadam. - zamknęła się, zasłaniając usta dłonią i spojrzała na niego przepraszająco zaraz po tym, jak zostawiła w spokoju jego policzek, już całkiem czysty i pozbawiony szminki. Zaschło jej nieco w gardle, więc złapała za jeden z kieliszków — pomarańczowy, szybko pozbywając się jego zawartości, przez którą na chwilę przymknęła oczy, gdy po ciele przebiegł ją dreszcz. Ten sam był dość kwaśny i cierpki, zupełnie kłócący się z wódką. Spojrzała na kufel, który przed nim tkwił. - Jak wolisz wódkę, to proszę, częstuj się. - podsunęła mu pozostałe trzy kieliszki, zupełnie nie nawiązując tego do wyboru pomiędzy orzeszkami a paluszkami. - Mają tu dużo piw, jeśli chciałbyś inne, to Jerry na pewno coś znajdzie. - wskazała ruchem głowy na barmana. Przeniosła spojrzenie z mężczyzny na otaczających ich ludzi, stukając paznokciami w drewniany szynk baru. Nie miała pojęcia, co zrobić z tą nieszczęsną Elizą, ale obiecała sobie przecież, że znajdzie mu potencjalne towarzystwo inne od jej własnego, żeby przypadkiem aż tak szybko nie miał jej dosyć. No i też wspominała jej o nim, więc pewnie, prędzej czy później to do nich trafi, zwłaszcza jeśli Akane albo Katie wypalają, gdzie Pandora się zakamuflowała. Zwilżyła wargi, pozbywając się z nich resztek wódki i ponownie spojrzenie brązowych oczu powędrowało w stronę Niedźwiadka. - Noc jeszcze młoda, jak pub zamkną, to zwykle się gdzieś przenosi Kana. Masz jutro wolne? Cóż, nawet jeśli nie, to i tak nie puszczę Cię samego w nocy do domu, prześpisz się u mnie. I nie dyskutuj, bo Ci tego nie odpuszczę, jeszcze kogoś zabijesz i potem całkiem znikniesz w jakimś mugolskim więzieniu, a Twój tata mnie złamie na pół, że przeze mnie zginął jego syn w Londynie.
Wierzyła w szansę urzeczywistnienia się tego scenariusza, wiele nocy spędziła poza domem — biegając po parku, jeżdżąc metrem czy robiąc rzeczy, których prawdopodobnie nie powinna robić, a więc miała świadomość, jacy ludzie budzili się nocą do życia. Mogliby go uznać za łatwego do okradzenia lub napaści, wrobienia w coś lub zwyczajnie szukać burdy, a on pewnie by im skręcił karki, gdyby dostał furii. Nic więc dziwnego, że gdy kończyła mówić, przyłożyła mu palec do ust, jakby sygnalizując tym samym, że nie ma absolutnie żadnego sensu protestować. Była nawet gotowa użyć szantażu, jeśli taka byłaby konieczność. - Tutaj się nie da spóźnić, no i najważniejsze, że jednak przyszedłeś. - dodała już nieco łagodniej, cofając dłoń i uśmiechnęła się niewinnie, sięgając po podstawionego przez barmana paluszka. Obróciła przekąską w dłoniach, przyglądając się chwilę przyklejonym do niej kryształkom soli. - Jeśli chcesz, to później mogę Cię zabrać na małą wycieczkę po Londynie. Nocą jest spokojniejszy, cichszy, ale i wygląda ładniej. Nie widać gwiazd, nie jest to Islandia, ale ma swoje miejsca. - zaproponowała jeszcze, chcąc mu trochę bardziej pomóc się odnaleźć. Bo nawet jeśli — jak twierdził, nie zrozumiałaby wszystkiego, to i tak chciała chociaż spróbować. Jak na dobrą kleszczo-siostrę przystało. Ściągnęła na chwilę brwi do swoich myśli, uznając, że temat tego pasożyta też powinna z nim poruszyć.