— Poznałeś pewnie po akcencie, prawda? — Westchnęłam. — Mam nadzieję, że w końcu będę mieć lepszy akcent. Nie chcę się aż tak wybijać z tłumu.
Zaśmiałam się lekko i niezręcznie. Ale szybko przestałam. Przecież Dellian i tak nie widział jak wyglądam i nie mógł zrozumieć żartu.
— Więc no... Hm... Nie jestem stąd. — przyznałam. — Pochodzę z Polski. Przyjechałam tutaj, bo mam tu więcej możliwości do rozwoju i zdobycia pracy. U mnie w kraju są pewne... ograniczenia. Samo zdobycie normalnych produktów jest uciążliwe i utrudnione. Nawet jedzenia. W czasach gdy się urodziłam to ludzie dostawali kartki z przydziałem na ilość... tak na prawdę wszystkiego. I to nie chodziło o biedę po wojnie, po prostu Ruscy nas zagarnęli i tyle. I teraz cały kraj w zamknięciu. Hm... Cóż, głównie ten mugolski, ale to się też odbija na czarodziejach. Tu w Londynie możesz sobie pochodzić po sklepach i kupić co chcesz. U mnie to nie jest możliwe. Więc widzisz, że takie podstawowe rzeczy są bardzo utrudnione, a co dopiero coś jak tworzenie własnej sztuki. Jak władze uznają, że zrobiłeś coś zantyrządowego to do widzenia. W najlepszym wypadku cenzura, albo od razu hyc milicja łapie i jesteś wrogiem ojczyzny.
Początkowe onieśmielenie zupełnie zniknęło. Dellian po prostu zaserwował bardzo dobry temat, tak więc od razu mogłam się rozgadać. A im bardziej pasjonujący mnie temat, tym więcej mówiłam.