Wiatr z każdą minutą stawał się coraz silniejszy, do tego stopnia, że Erikowi zaczynało powoli świszczeć w uszach, jednak starał się to zignorować. Widok aż trójki pracujących dziś na Beltane pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów wprawił go w niemały szok, zwłaszcza że był w stanie się domyślić, co takiego im się stało. Wyczerpanie wywołane zbyt intensywnym użyciem czarów? Jakaś czarna magia? Jeszcze niedawno sam walczył z Maledisem, więc kto wie, co za straszydła zostały przywołane przez Śmierciożerców w innym sektorze polany?
Podniósł na moment wzrok, gdy kątem oka zauważył ruch: to Heather, która popędziła ku komuś. Czy to mogła być... Harper? Nie był pewny, aczkolwiek jeśli to była ona, to wróżyło to całkiem dobrze. Oby nie biegła tam sama. Może reszta ją wesprze? Może Charles lub Alastor ruszą na pomoc? Lub przybędzie odsiecz z innego ministerialnego patrolu? Korzystając z tego, że Victoria znalazła się w bezpieczniejszym miejscu niż środek ogniska, Erik starał się sprawdzić, czy kobieta oddycha.
— J-j-ja... Chyba jest z nią w porządku! — krzyknął do Danielle, gdy sprawdzała stan Mavelle i Patricka. — To znaczy, przytomna nie jest, ale chyba żyje! Oddycha!
Przeszedł go dreszcz, gdy jego służbowy uniform przeszył kolejny podmuch wiatru. Skrzywił się, zaciskając obolałe palce na różdżce. Nie było co się oszukiwać, zapłaci za tę noc z nawiązką w formie długiego odpoczynku i pewnie równie długiego leczenia. Ale jeszcze nie nadszedł ten czas, gdzie mógłby się oddać w ręce uzdrowicieli. Różdżka Longbottoma wystrzeliła ku górze, a mężczyzna zaczął mamrotać pod nosem zaklęcie zabezpieczające. Taki środek ostrożności. Jeśli pogoda dalej będzie się załamywać, to kto wie, co jeszcze wstrząśnie tą polaną? Mieli tu trójkę nieprzytomnych i wielu rannych. Lepiej było zabezpieczyć, chociaż skrawek ziemi, co by jeszcze dodatkowo nie oberwali.
— Co z Patrickiem i Mave? — spytał, rozglądając się na prawo i lewo. Czy powinni spróbować ich wybudzić na siłę? Kto wie, czym oberwali. Problem w tym, że trudno było określić, czy nie pogorszą tym sprawy. Wtedy jego uwagę zwróciły sylwetki Brenny, Atreusa i... towarzyszącego im rannego. — Brenna, tutaj!
Jeśli Bren i Atreus postanowili przekazać swojego rannego towarzysza w jego ręce, Erik chętnie się nim zajął, dbając jednak o to, aby ten nie uciekł im przy pierwszej okazji.
Akcja nieudana
Sukces!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞