05.06.2023, 14:32 ✶
Nie odpowiedziała. Mogła wspomnieć, że ona nic: ale jeżeli nie będzie gadał, dementorzy chętnie go wycałują. Splątane włosy, koszula nie pierwszej świeżości... i to, że go nie kojarzyła. Miała dziwne wrażenie, że za tym człowiekiem niekoniecznie staną pieniądze i wpływy dostatecznie wielkie, by uchronić go przed Azkabanem, gdy Minister Magii będzie potrzebowała "sukcesu", którym będzie chwaliła się prasie.
Brenna sama nie była pewna, czy próbowała uratować człowieka, który zalał ją ogniem z litości, czy wręcz przeciwnie, dlatego, że nie miała czystego serca. Może danie mu umrzeć byłoby bardziej litościwe.
Nie odezwała się jednak, bo wcale nie zależało jej na ostatnim zdaniu w tej dyskusji. Za to gdy przekonała się, że ten już nie ma sił ani mówić, ani próbować tamować krwawienia, przystanęła na moment i wyjęła jedną z trzech porcji eliksiru uzupełniającego krew, które miała przy sobie i zmusiła śmierciożercę, by przełknął choć dwa łyki. Ot rozwiązanie chwilowe, zanim Dani znajdzie dla niego czas.
- Chcesz żyć, to pij, do cholery - mruknęła. Może to kupi mu dość czasu, by mogli go później przesłuchać.
W końcu zbliżali się do sylwetek, widocznych w pobliżu ognia. I do samych ogni. Z daleka Brenna rozpoznała głosy Erika i Danielle, i skierowała się ku nim, pełna ulgi, że chociaż oni są cali i zdrowie. I wtedy dostrzegła...
...ogień.
Zamarła, wpatrując się w płomienie. Mimowolnie postąpiła krok ku nim, bo przez chwilę chciała się w nie rzucić, pozwolić, by przyszedł koniec w ogniu, który nie niósł teraz ze sobą strachu. Zaraz jednak się zatrzymała, i może to było złudzenie, a może dawno już wystygły wosk faktycznie zapiekł ją w czoło.
Sam sobie w ogień jej nie przerażał, a jednak... było z nim coś tak bardzo nie tak...
Otrząsnęła się. Schwyciła pełzającego śmierciożercę i pchnęła ku Erikowi, który do niej zawołał. Zorientowała się wreszcie, że Alastor gdzieś biegnie, że do pędu rzuca się Charlie, i kiedy obejrzała się w ślad za nimi, odkryła, że wichura i ranny śmierciożerca nie byli ich jedynym problemem.
Brenna obróciła się więc po prostu i z różdżką w ręku pognała w stronę, gdzie pognali inni. Chciała znaleźć się na tyle blisko, by móc wycelować czarami. A że po drodze i tak musiała minąć Dani i Moss - rzuciła tej pierwszej odpowiednią fiolkę.
1 akcja: w ramach grania zgodnie z zawadą, daję temu skurwie... znaczy się śmierciożercy łyk eliksiru uzupełniającego krew (miałam w ekwipunku, były ugrywane u Nory, druga fiolka rzucona Dani)
2 akcja: rusza w ślad za Charlim i Alkiem - na tyle, by móc wycelować czarami (jeśli wymaga to wejścia w wiatr, wejdzie, jeżeli nie, zostanie poza nim)
Brenna sama nie była pewna, czy próbowała uratować człowieka, który zalał ją ogniem z litości, czy wręcz przeciwnie, dlatego, że nie miała czystego serca. Może danie mu umrzeć byłoby bardziej litościwe.
Nie odezwała się jednak, bo wcale nie zależało jej na ostatnim zdaniu w tej dyskusji. Za to gdy przekonała się, że ten już nie ma sił ani mówić, ani próbować tamować krwawienia, przystanęła na moment i wyjęła jedną z trzech porcji eliksiru uzupełniającego krew, które miała przy sobie i zmusiła śmierciożercę, by przełknął choć dwa łyki. Ot rozwiązanie chwilowe, zanim Dani znajdzie dla niego czas.
- Chcesz żyć, to pij, do cholery - mruknęła. Może to kupi mu dość czasu, by mogli go później przesłuchać.
W końcu zbliżali się do sylwetek, widocznych w pobliżu ognia. I do samych ogni. Z daleka Brenna rozpoznała głosy Erika i Danielle, i skierowała się ku nim, pełna ulgi, że chociaż oni są cali i zdrowie. I wtedy dostrzegła...
...ogień.
Zamarła, wpatrując się w płomienie. Mimowolnie postąpiła krok ku nim, bo przez chwilę chciała się w nie rzucić, pozwolić, by przyszedł koniec w ogniu, który nie niósł teraz ze sobą strachu. Zaraz jednak się zatrzymała, i może to było złudzenie, a może dawno już wystygły wosk faktycznie zapiekł ją w czoło.
Sam sobie w ogień jej nie przerażał, a jednak... było z nim coś tak bardzo nie tak...
Otrząsnęła się. Schwyciła pełzającego śmierciożercę i pchnęła ku Erikowi, który do niej zawołał. Zorientowała się wreszcie, że Alastor gdzieś biegnie, że do pędu rzuca się Charlie, i kiedy obejrzała się w ślad za nimi, odkryła, że wichura i ranny śmierciożerca nie byli ich jedynym problemem.
Brenna obróciła się więc po prostu i z różdżką w ręku pognała w stronę, gdzie pognali inni. Chciała znaleźć się na tyle blisko, by móc wycelować czarami. A że po drodze i tak musiała minąć Dani i Moss - rzuciła tej pierwszej odpowiednią fiolkę.
1 akcja: w ramach grania zgodnie z zawadą, daję temu skurwie... znaczy się śmierciożercy łyk eliksiru uzupełniającego krew (miałam w ekwipunku, były ugrywane u Nory, druga fiolka rzucona Dani)
2 akcja: rusza w ślad za Charlim i Alkiem - na tyle, by móc wycelować czarami (jeśli wymaga to wejścia w wiatr, wejdzie, jeżeli nie, zostanie poza nim)
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.