Stałem blisko Brenny, ale nie siadałem. Wolałem postać, ponieważ tak czułem się bezpieczniej. Sam czułem się przygnębiony tą sytuacją. Nie lubiłem nie rozwiązywać spraw.
— Nie mam pojęcia. Może są teraz nowe sposoby na ściąganie klątw. Z taką nie miałem nigdy do czynienia, ale spróbowałbym swoich sił, poszukam może jakichś informacji z Bellem. – odpowiedziałem jej marszcząc w zamyśleniu brwi. Westchnąłem ciężko. Była to beznadziejna sytuacja. Nie byłem też wszechwiedzący, a moje doświadczenie z klątwami tak naprawdę dopiero się zaczynało. Nie byłem stary, ani doświadczony. Uczyłem się nadal, ale ta klątwa będzie spędzać mi sen z powiek jeszcze wiele tygodni. — Nie mam zbyt dużego doświadczenia, ale może istnieją jakieś osoby, które miały z czymś takim do czynienia. Gdyby to nie było tak dawno temu to na Nokturnie by się popytało niektóre osoby i może byśmy wiedzieli więcej. – zacisnąłem dłoń w pięść nie wiedząc jak rozładować złość.
Wysłuchałem jej planu i w sumie miała rację. Sam nie chciałbym, aby tracił pamięć o ukochanej. Mężczyzna był stary, jak sam powiedział – śmierć czeka na niego tuż za rogiem. Informacja o Zoyi zapewne sprawi, że będzie to dla niego coś milszego niż myśl o tym, że ukochana go porzuciła.
— Myślę, że ten mężczyzna potrzebuje spokoju, potrzebuje wiedzy na temat tego, że nie został porzucony i myślę, że usunięcie mu informacji o tym, że dziewczyna była czarodziejką będzie najlepszym sposobem. – na chwilę zamilkłem. Myślałem o tym, czy da radę tę sprawę rozwiązać. – Nie chciałbym tej dziewczyny porzucać w tym lesie, ale to jest najbardziej beznadziejny przypadek jaki spotkałem w swoim życiu. – znowu westchnąłem ciężko. Nie potrafiłem ułożyć sobie myśli w głowie. – Powinniśmy się już powoli zbierać i powiedzieć o wszystkim Danielle.