05.06.2023, 22:21 ✶
„Chronienie” Mayi tak, by nie widziała, co się tu wyprawia, nie byłoby możliwe – i pewnie nawet nie przyszłoby Marilli do głowy, przy życiu, jakie sama wiodła. Dziewczyna na pewno widywała w palarni ćpunów na samej granicy degeneracji, a czasem tych w nieco lepszym stanie, niekoniecznie gnanych tu zamiłowaniem do opium, a chcącymi załatwić nielegalne interesy. Ale przynajmniej na razie, choć wszystkie starały się przekazać dziewczynie pewne umiejętności, Marilla nie chciała wciągać jej do rodzinnych interesów ani w żaden sposób narażać.
Była młoda. I była jedyną w kolejnym pokoleniu Changów, ich małą księżniczką i Rilla chciała zapewnić jej choć odrobinę beztroski, jaką mgliście kojarzyła z Hogwartu.
- Są zapatrzeni w siebie, ale też przerażeni, że ktoś odkryje, że poza pieniędzmi i tą niby czystą krwią niczego nie mają do zaoferowania, i dlatego tak bardzo przeszkadza im Leach – skwitowała Marilla z niesmakiem, zaraz jednak zmarszczyła brwi i obrzuciła siostrzenicę uważnym spojrzeniem. Nie z powodu zmiany koloru włosów. Tę zignorowała, nie skomentowała. Wiedziała o zdolnościach Mayi i uważała, że to wspaniale, że odziedziczyła po babce tę przydatną umiejętność, nie chciała jednak jej komentować i wtrącać się w metody nauczania metamorfomagii. Tym w końcu zajmowała się Madeleine. – Co rozumiesz przez „nachalni”? – spytała podejrzliwie.
Prychnęła z odrobiną pogardy, kiedy Maya wspomniała o „przełomie”.
– Przełomem nazywać to, że nie pozwolono goblinom na przejęcie władzy, kiedy było ich mniej, nie mają różdżek i władają dużo słabszą magią… – podsumowała, i tym razem w jej głosie pobrzmiało rozbawienie. – Z drugiej strony objęcie stanowiska Ministra przez Leacha też miało być „przełomem”, a jakoś nie widzę innych zmian niż więcej karykatur w gazetach – oświadczyła, zerkając na rysunek przedstawiający Nobyego w prasie. – Nie zawracaj sobie tym głowy. Za parę dni przyniosę ci referat – obiecała Marilla. Jeszcze tego brakowało, żeby Maya traciła wakacje, które mogła spędzić na wypoczynku albo nauce przydatnych umiejętności, na pisanie o takich głupotach.
Była młoda. I była jedyną w kolejnym pokoleniu Changów, ich małą księżniczką i Rilla chciała zapewnić jej choć odrobinę beztroski, jaką mgliście kojarzyła z Hogwartu.
- Są zapatrzeni w siebie, ale też przerażeni, że ktoś odkryje, że poza pieniędzmi i tą niby czystą krwią niczego nie mają do zaoferowania, i dlatego tak bardzo przeszkadza im Leach – skwitowała Marilla z niesmakiem, zaraz jednak zmarszczyła brwi i obrzuciła siostrzenicę uważnym spojrzeniem. Nie z powodu zmiany koloru włosów. Tę zignorowała, nie skomentowała. Wiedziała o zdolnościach Mayi i uważała, że to wspaniale, że odziedziczyła po babce tę przydatną umiejętność, nie chciała jednak jej komentować i wtrącać się w metody nauczania metamorfomagii. Tym w końcu zajmowała się Madeleine. – Co rozumiesz przez „nachalni”? – spytała podejrzliwie.
Prychnęła z odrobiną pogardy, kiedy Maya wspomniała o „przełomie”.
– Przełomem nazywać to, że nie pozwolono goblinom na przejęcie władzy, kiedy było ich mniej, nie mają różdżek i władają dużo słabszą magią… – podsumowała, i tym razem w jej głosie pobrzmiało rozbawienie. – Z drugiej strony objęcie stanowiska Ministra przez Leacha też miało być „przełomem”, a jakoś nie widzę innych zmian niż więcej karykatur w gazetach – oświadczyła, zerkając na rysunek przedstawiający Nobyego w prasie. – Nie zawracaj sobie tym głowy. Za parę dni przyniosę ci referat – obiecała Marilla. Jeszcze tego brakowało, żeby Maya traciła wakacje, które mogła spędzić na wypoczynku albo nauce przydatnych umiejętności, na pisanie o takich głupotach.