- Oczywiście, zgadzam się, zaczynac małymi krokami, aby później można było robić większe. - Był tego samego zdania. Lepiej zacząć od drobnych rzeczy, aby z czasem nabrać wprawy i zrobić milowy krok. Miał podobne podejście do Ururu, co również mu się spodobało. Spotykał bowiem na swojej drodze wiele osób, które chciałyby od razu uzyskiwać ogromne efekty, nie do końca rozumiejąc, że to wymaga naprawdę ciężkiej pracy.
- O tak, ogromne. Bardzo ją sobie cenię. - Sam niemalże od zawsze bywał w mugolskich dzielnicach Londynu. Uważał, że można tam spotkać ciekawych ludzi i wiele się od nich nauczyć. Stało się to dla niego codziennością. Poznał wielu mugoli, przyjaźnił się z nimi, nie uważał ich za gorszych od czarodziejów. W końcu nie mieli wpływu na to, że magia ich nie wybrała, a radzili sobie bez niej równie świetnie. Potrafili stworzyć tyle niesamowitych przedmiotów tylko przy pomocy swoich dłoni!
- Ależ oczywiście, nie krępuj się. - Wpatrywał się w niego z zainteresowaniem, ciekaw był, co to może być za osobiste pytanie. Wysłuchał go uważnie i odpowiedział. - Oczywiście! - Odparł z entuzjazmem. - Nie rozumiem dlaczego miałbym traktować ich inaczej. Jak dla mnie są tak samo wartościowi jak ci czystokrwiści, czy półkrwi. Wiele się możemy od nich nauczyć wbrew pozorom. - Nie bał się na głos mówić swojego zdania, zresztą Marquez nie wyglądał mu na jednego z fanatyków czystej krwi, przynajmniej na pierwszy rzut oka.