05.06.2023, 23:06 ✶
Pandora znała mnóstwo ludzi, dużo artystów — jednak wątpliwa była ich popularność. Ludzie o dużej skali popularności zwykle w jakiś sposób ją odrzucali swoim egoizmem, narcystyczną wręcz osobowością, a przede wszystkim znieczuleniem, bo zapominali o tym, jak było, gdy sami zaczynali dopiero karierę. Dodatkowo znaczna większość twórców była pochodzenia mugolskiego, tworząc zupełnie inną sztukę niż to, co mieli dostępne na wystawie. Zresztą, nawet jeśli znała kogoś popularnego, to o tym nie wiedziała, bo nie przykładała uwagi do nazwisk czy osiągnięć, próbując zawsze skupić się na człowieku.
Duchy były fascynujące, nawet jeśli najdłuższe konwersacje z przedstawicielami ich świata prowadziła w Hogwarcie — zarówno dyskusję z Jęczącą Martą podczas kąpieli w łazience prefektów, jak i przesiadywanie z Szarą Damą, która ostatecznie w jakiś sposób jej towarzystwo akceptowała, czasem dopytując, co czytała. Patrząc na Sebastiana, nigdy nie zgadłaby, czym się zajmował — wyglądał na prawnika, a nie łowcę ksiąg oraz duchów. Jej ciemne oczy bez skrępowania wędrowały w kierunku jego twarzy z zaciekawieniem, jakby zupełnie nie mogła niczego na jego temat się domyślić. Może poza tym, że lubił golfy i był tu trochę za karę, a także zdawał się spoglądać na otaczające ich dzieła trochę inaczej od pozostałych gości, którzy przeciskali się przez zatłoczone korytarze muzeum.
- Tak. - przytaknęła z rozbawieniem, obdarzając go pogodnym uśmiechem. Nie wiedział jeszcze, że Pandora jest chaosem wcielonym, ale o naturze dobrej i zabijała świat tym, jak wielką altruistką była. Zupełnie do niej pasowało branie winy na siebie, skoro faktycznie — to ona się zagapiła, jak dziewięcioletnie dziecko w sklepie u Zonka lub z magicznymi zabawkami. Przyłożyła teatralnie dłoń do piersi, wypuszczając z ulgą powietrze, kiedy tak energicznie zaprzeczył, jakby to Pandora była powodem jego niechęci i niezbyt zadowolonego wyrazu oczu. - Całe szczęście! Jesteś prawnikiem? Bibliotekarzem? Chociaż spoglądając na Ciebie, to pasujesz też na Profesora.
Dodała jeszcze, widocznie próbując zgadnąć, do jakiej profesji nawiązywał swoją wypowiedzią. Sprawiał jednak wrażenie drobnego introwertyka, chociaż nie było w tym niczego złego. Lubiła mówić, o tym z pewnością też będzie miał okazję się przekonać, jeśli zgodzi się na wspólne zwiedzanie wystawy oraz wzięcie udziału w tym seansie spirytystycznym, który obiecywano. Brunetka miała jednak nieodparte wrażenie, że wykorzystali to hasło tylko po to, aby przyciągnąć więcej ludzi.
- Przynajmniej nie wyjdę na idiotkę i ignorantkę, jeśli jakiś obraz uznam za brzydki lub nie będę kojarzyła autora. - odparła szczerze, lustrując go wzrokiem, poprawiając dłonie w kieszeniach. Słuchała, gdy mówił, nigdy nie wchodziła w słowo. Ruchem głowy pozbyła się burzy włosów, która niezbyt chętnie wylądowała na plecach, kołysząc się na ubraniu. - Kult kowenu? Opowiedz mi coś o tym, jak możesz. - zainteresowała się z entuzjazmem, chcąc jak zwykle, dowiedzieć się więcej. Miała ciekawość godną wychowanki domu kruka, a dodatkowo uwielbiała poznawać nowe rzeczy. Niby zdawała sobie sprawę, że nie mogła być alfą i omegą, ale dobrze było zwyczajnie próbować zdobyć wiedzę podstawową na każdy temat, żeby nie wyjść w jakieś sytuacji właśnie na ignorantkę lub głupca.
Omiotła spojrzeniem wiszące nieopodal dzieło i chociaż wyglądało całkiem ładnie, nie była pewna, co autor miał na myśli. Sztuka się chyba zmieniała w ciągu ostatnich lat, Akane też wybierała coraz to dziwniejsze motywy przewodnie swoich dzieł, ale akurat ich źródło znała dogłębnie, bo przyjaciółka szczegółowo o nich opowiadała.
- Obrazy w Hogwarcie w większości były złośliwe i plotkowały, mam jakiś uraz. - wyznała z delikatnym wzruszeniem ramion. Lubiła ruchome zdjęcia, uchwyciły dużo momentu i przede wszystkim wyraz oczu, ale obrazy bez ruchu podobały się jej bardziej. Jego entuzjazm sprawił, że posłała mu pytające spojrzenie, a potem zsunęła swój plecak, odpinając go i wręczając mu nieco zgniecioną, ale wciąż doskonale zachowaną ulotkę reklamową wystawy, którą wraz z zaproszeniem dostała od ojca. - Proszę, tu masz wszystko napisane. Czyżby fan duchów i rozmów z nimi?
Uśmiechnęła się, jednocześnie znów zapinając tobołek i sprawnym ruchem wsuwając go na plecy, aby potem poprawić cienkie, skórzane ramiączka. Oczywiście to była sztuczna skóra, bo jak mogłaby skorzystać z prawdziwej, skoro nawet nie jadła mięsa? Podobała się jej jednak ta zmiana w Sebastianie, zupełnie jakby na nowo tchnęło to w niego entuzjazm i może trochę życia, sprawiając, że tłumy — przynajmniej na chwilę, odeszły w zapomnienie. I jeszcze to urocze klaśnięcie, które skojarzyło się jej z nastolatkiem, który miał dostać całą torbę musów truskawkowych z Miodowego Królestwa. Im dłużej mu się przyglądała, tym większy uśmiech pojawiał się na jej własnej twarzy.
- Na pewno będzie ciekawiej, zwłaszcza jeśli wybierzemy naprawdę dobrą herbatę. - oznajmiła mu pogodnie, bezceremonialnie wsuwając mu dłoń pod rękę, a potem ruszając nieco bardziej przy ścianie, bo środkowa część alejki przypominała mugolską autostradę w godzinach szczytu — nie wiadomo, dlaczego stali i kto właściwie zaczął. Zatrzymała się przy obrazie jakieś kobiety o dość krzywej twarzy, która tańczyła na cyrkowym siedzisku dla tygrysa w równie krzywej kreacji. Ściągnęła brwi, przekręcając głowę, aby spojrzeć na dzieło pod innym kątem. - Nie rozumiem pomysłu autora, ale ma przyjemne tło. Jak spojrzałeś na ulotkę, to, o której zaczyna się ten seans, o ile to prawda? Zastanawiam się, czy zdążymy po napoje przed nim, czy po nim. Nie wiem też, czego się spodziewać, nigdy nie widziałam wywoływania duchów. - wyznała mu całkiem szczerze, odwracając twarz w jego stronę, a spojrzenie kobiety sugerowało, jakby to właśnie Sebastian miał być najlepszym źródłem odpowiedzi. Pomyślała tak przez jego pełną entuzjazmu, uroczą reakcję na wzmiankę o będącym gwiazdą muzealnej nocy, duchu.
Duchy były fascynujące, nawet jeśli najdłuższe konwersacje z przedstawicielami ich świata prowadziła w Hogwarcie — zarówno dyskusję z Jęczącą Martą podczas kąpieli w łazience prefektów, jak i przesiadywanie z Szarą Damą, która ostatecznie w jakiś sposób jej towarzystwo akceptowała, czasem dopytując, co czytała. Patrząc na Sebastiana, nigdy nie zgadłaby, czym się zajmował — wyglądał na prawnika, a nie łowcę ksiąg oraz duchów. Jej ciemne oczy bez skrępowania wędrowały w kierunku jego twarzy z zaciekawieniem, jakby zupełnie nie mogła niczego na jego temat się domyślić. Może poza tym, że lubił golfy i był tu trochę za karę, a także zdawał się spoglądać na otaczające ich dzieła trochę inaczej od pozostałych gości, którzy przeciskali się przez zatłoczone korytarze muzeum.
- Tak. - przytaknęła z rozbawieniem, obdarzając go pogodnym uśmiechem. Nie wiedział jeszcze, że Pandora jest chaosem wcielonym, ale o naturze dobrej i zabijała świat tym, jak wielką altruistką była. Zupełnie do niej pasowało branie winy na siebie, skoro faktycznie — to ona się zagapiła, jak dziewięcioletnie dziecko w sklepie u Zonka lub z magicznymi zabawkami. Przyłożyła teatralnie dłoń do piersi, wypuszczając z ulgą powietrze, kiedy tak energicznie zaprzeczył, jakby to Pandora była powodem jego niechęci i niezbyt zadowolonego wyrazu oczu. - Całe szczęście! Jesteś prawnikiem? Bibliotekarzem? Chociaż spoglądając na Ciebie, to pasujesz też na Profesora.
Dodała jeszcze, widocznie próbując zgadnąć, do jakiej profesji nawiązywał swoją wypowiedzią. Sprawiał jednak wrażenie drobnego introwertyka, chociaż nie było w tym niczego złego. Lubiła mówić, o tym z pewnością też będzie miał okazję się przekonać, jeśli zgodzi się na wspólne zwiedzanie wystawy oraz wzięcie udziału w tym seansie spirytystycznym, który obiecywano. Brunetka miała jednak nieodparte wrażenie, że wykorzystali to hasło tylko po to, aby przyciągnąć więcej ludzi.
- Przynajmniej nie wyjdę na idiotkę i ignorantkę, jeśli jakiś obraz uznam za brzydki lub nie będę kojarzyła autora. - odparła szczerze, lustrując go wzrokiem, poprawiając dłonie w kieszeniach. Słuchała, gdy mówił, nigdy nie wchodziła w słowo. Ruchem głowy pozbyła się burzy włosów, która niezbyt chętnie wylądowała na plecach, kołysząc się na ubraniu. - Kult kowenu? Opowiedz mi coś o tym, jak możesz. - zainteresowała się z entuzjazmem, chcąc jak zwykle, dowiedzieć się więcej. Miała ciekawość godną wychowanki domu kruka, a dodatkowo uwielbiała poznawać nowe rzeczy. Niby zdawała sobie sprawę, że nie mogła być alfą i omegą, ale dobrze było zwyczajnie próbować zdobyć wiedzę podstawową na każdy temat, żeby nie wyjść w jakieś sytuacji właśnie na ignorantkę lub głupca.
Omiotła spojrzeniem wiszące nieopodal dzieło i chociaż wyglądało całkiem ładnie, nie była pewna, co autor miał na myśli. Sztuka się chyba zmieniała w ciągu ostatnich lat, Akane też wybierała coraz to dziwniejsze motywy przewodnie swoich dzieł, ale akurat ich źródło znała dogłębnie, bo przyjaciółka szczegółowo o nich opowiadała.
- Obrazy w Hogwarcie w większości były złośliwe i plotkowały, mam jakiś uraz. - wyznała z delikatnym wzruszeniem ramion. Lubiła ruchome zdjęcia, uchwyciły dużo momentu i przede wszystkim wyraz oczu, ale obrazy bez ruchu podobały się jej bardziej. Jego entuzjazm sprawił, że posłała mu pytające spojrzenie, a potem zsunęła swój plecak, odpinając go i wręczając mu nieco zgniecioną, ale wciąż doskonale zachowaną ulotkę reklamową wystawy, którą wraz z zaproszeniem dostała od ojca. - Proszę, tu masz wszystko napisane. Czyżby fan duchów i rozmów z nimi?
Uśmiechnęła się, jednocześnie znów zapinając tobołek i sprawnym ruchem wsuwając go na plecy, aby potem poprawić cienkie, skórzane ramiączka. Oczywiście to była sztuczna skóra, bo jak mogłaby skorzystać z prawdziwej, skoro nawet nie jadła mięsa? Podobała się jej jednak ta zmiana w Sebastianie, zupełnie jakby na nowo tchnęło to w niego entuzjazm i może trochę życia, sprawiając, że tłumy — przynajmniej na chwilę, odeszły w zapomnienie. I jeszcze to urocze klaśnięcie, które skojarzyło się jej z nastolatkiem, który miał dostać całą torbę musów truskawkowych z Miodowego Królestwa. Im dłużej mu się przyglądała, tym większy uśmiech pojawiał się na jej własnej twarzy.
- Na pewno będzie ciekawiej, zwłaszcza jeśli wybierzemy naprawdę dobrą herbatę. - oznajmiła mu pogodnie, bezceremonialnie wsuwając mu dłoń pod rękę, a potem ruszając nieco bardziej przy ścianie, bo środkowa część alejki przypominała mugolską autostradę w godzinach szczytu — nie wiadomo, dlaczego stali i kto właściwie zaczął. Zatrzymała się przy obrazie jakieś kobiety o dość krzywej twarzy, która tańczyła na cyrkowym siedzisku dla tygrysa w równie krzywej kreacji. Ściągnęła brwi, przekręcając głowę, aby spojrzeć na dzieło pod innym kątem. - Nie rozumiem pomysłu autora, ale ma przyjemne tło. Jak spojrzałeś na ulotkę, to, o której zaczyna się ten seans, o ile to prawda? Zastanawiam się, czy zdążymy po napoje przed nim, czy po nim. Nie wiem też, czego się spodziewać, nigdy nie widziałam wywoływania duchów. - wyznała mu całkiem szczerze, odwracając twarz w jego stronę, a spojrzenie kobiety sugerowało, jakby to właśnie Sebastian miał być najlepszym źródłem odpowiedzi. Pomyślała tak przez jego pełną entuzjazmu, uroczą reakcję na wzmiankę o będącym gwiazdą muzealnej nocy, duchu.