05.06.2023, 23:38 ✶
Może i było drogim kruszcem pierwotnie, ale użyte na Deniz traciło na wartości. I to wcale nie dlatego, że wolałaby jakieś oryginalne i wyjątkowe przezwisko od Hjalmara, które jednak nie oznaczałoby pasożyta lub czegoś tak paskudnego, jak kleszcz. Uśmiechnęła się niewinnie, wzruszając delikatnie ramionami, jakby nie mogla zdecydować się na to, czy faktycznie byłby to cios poniżej pasa. A jeśli tak, to bardziej strzeliłaby mu, czy może raczej sobie? Były to oczywiste puste i raczej zadziornie rzucone groźby niż realne zagrożenie. Była też przekonana, że mogła przez przypadek odrobinkę złamać serce swojej kuzynki występem, który jej zaserwowali. W końcu traktowała tę sprawę poważnie, jak na nastolatkę przystało.
- Mogę przestać, ale nie wiem, czy akurat z Deniz poradziłbyś sobie sam. Bywasz rozkosznie nieśmiały czasem. - dodała z rozbawieniem, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy, zanim pokręciła głową, że żartowała — chociaż nie żartowała wcale, ale nie chciała, żeby się na nią wściekał.
Nie sądziła, że Hogwart aż tak mocno różnił się od Drumstrangu. Była przekonana, że tam również mieli duchy, nawet jeśli nie do każdego z domów (mieli w ogóle domy?), to jakieś kręciły się po szkole. Na jego pytania wydała z siebie bezradne mruknięcie, bo prawda była taka, że śmierć Marty nie została do końca rozwikłana. - Nie jestem pewna. Podobno jakiś poniósł konsekwencję i wyleciał ze szkoły, ale człowiek nie ma przecież żółtych oczu! Nie zagłębiałam się w to po tej rozmowie z Martą, bo wydaje mi się, że nie jest najprzyjemniej wspominać własną śmierć. No tak, jeśli akurat przebywa w tej toalecie, bo czasem gdzieś em.. Pływa? Pływa po rurach. - nie była pewna, czy użyła właściwego określenia, ale jak inaczej nazwać ducha, który błądził po kanalizacji? Przecież nie mogła chodzić. Wykonywane przez niego ruchy sprawiły, że roześmiała się cicho pod nosem i zawiesiła na dłoniach mężczyzny spojrzenie. - Myślę, że to karma. Zrobiła coś złego, to taka okropność ją spotkała. I dlaczego znowu chcesz mnie topić? Na Merlina, zacznę się bać z Tobą spotykać w pobliżu zbiorników wodnych, jak będziesz mi tak ciągle groził lub będę musiała znaleźć jakiś plan. Ewentualnie, jak mnie utopisz, to zostanę takim Jęczącym Duchem, który będzie Cię prześladował. - wyjaśniła mu z nutą oburzenia, chociaż jej głos wciąć brzmiał typowo dla Pandory — wesoło i pogodnie. Ba, nawet pogroziła mu trochę palcem, jakby miało to nadać powagi wypowiadanym przez nią słowom. Brązowe ślepia na powrót odszukały błękitne spojrzenie. - Nie wydaje mi się, Marta sugerowała, że bardzo to przeżyła i potem nawet jej było przykro za to dokuczanie? Może była zazdrosna, dlatego jej dokuczała? Naprawdę nie wiem, nie ma nic złego w okularach i w tym, że ktoś Ci się podoba. - przyznała mu rację, nie rozumiejąc też, dlaczego koleżanka martwej dziewczyny wybrała taki, a nie inny powód, żeby doprowadzać ją do płaczu i aby ta się zamykała w łazience, gdzie teraz miała spełnić wieczność. Naprawdę okropny dobór miejsca.
- Też się nad tym zastanawiałam? Może jakiś czarodziej, który potrafi z nimi rozmawiać i je przywoływać, umie je przywiązać lub coś takiego? Nigdy się nie interesowałam spirytystycznymi sprawami, wystarczyły mi rozmowy z duchami w szkole. Dlaczego nie zapytałam o to Jęczącą Martę, ale spuściła się z lamentem w toalecie i chyba było jej przeze mnie przykro. Myślisz, że byłam mało taktowna?
Zapytała go z westchnięciem, bo po ciele przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz, gdy sobie tę sytuację przypomniała. Przekręciła głowę w zamyśleniu, zawieszając wzrok w okolicach jego szyi, bo duch, o którym rozmawiali, jakoś pojawił się Pandorze przed oczami w tych swoich dwóch kitkach. - Bo ja dużo czytam, nawet jak na to nie wygląda. I to nie tylko o pracy, czytam o wszystkim, co mnie zainteresuje. Pamiętam, na drugim roku przy Święcie Duchów mnie tchnęło. - powiedziała mu z nutą rozbawienia, ale i zakłopotania, bo zupełnie szpileczki w tym nie zauważyła. Była tak energiczną i chaotyczną osobą, że była przekonana o tym, że ludzie często uważali ją za głupca, co jej zupełnie nie wadziło, bo tylko głupiec by siebie samego za głupca nie uważał — czy jakoś tak powtarzała jej przyjaciółka z Londynu. I brunetka w to wierzyła.
- Nie no, to taka decyzja na całe życie. Dzieci przecież sobie też nie wybierasz albo są, albo ich nie ma. Ciekawe, czy Marta poszłaby do.. Nie wiem, kręgu życia, zaświatów czy do nieba, gdyby mogła zdecydować raz jeszcze? A może nie mogłaby, bo nie zazna spokoju, dopóki nie wyjdzie na jaw prawda o jej śmierci?
Mówiąc, odchyliła nieco głowę do tyłu, spoglądając w niebo. Słońce leniwie przesuwało się pomiędzy chmurami, a rześki wiatr sprawiał, że w podobnie powolny sposób kołysały się ich włosy. Strasznie smutno musi być duchom, jak tak mają świadomość i widzą, jak wszystko, co znali i kochali, umiera, a sami nie są w stanie stworzyć nowych, fizycznych wspomnień. Odwiedzić jakiegoś miejsca, zjeść czegoś dobrego lub po prostu kogoś przytulić. Westchnęła ciężko, przymykając na chwilę oczy i odganiając od siebie te myśli, postanowiła znów skupić się na swoim ulubionym Islandczyku. - Nie chciałabym, żeby coś Ci się kiedykolwiek stało, ale chciałabym zobaczyć tego wilka. I mówiłam, że pasujesz do dziecka księżyca, skoro nawet masz duchowego opiekuna wilka? Ciekawe, czy gdybyś był animagiem, to byłbyś wilkiem?
Przyjrzała mu się badawczo, a na twarzy znów zagościł jej pogodny uśmiech. Na szczęście umiała bardzo szybko przekierowywać swoje myśli, nie skupiała się na rzeczach smutnych i przygnębiających. - Naaa? - pogoniła go, bo ta dramatyczna pauza sprawiła, że obawiała się słowa "kleszcz" i wtedy by się chyba po prostu załamała. Osła by zniosła, względnie godnie. - Lisa? One nie są rude i takie jakieś cwane? Czy ja Ci wyglądam na cwaniaka?
Zapytała z oburzeniem, zadziornie unosząc dłoń i za karę mierzwiąc mu nieco górę włosów, przez co zrujnowała trochę kitkę. Bo oczywiście robiła to, co jej się podobało.
- Bo dziwnie musi być, wędrować rurami jako duch o kształcie człowieka, jako ryba albo jakieś wodne zwierze, nie wiem, nawet wydra czy dziobak, byłoby przyjemniej. - zaczęła po chwili namysłu, gdy znów przed oczami zatańczyła jej Marta, tym razem przeciskającą się przez wąską rurę po tym, jak dramatycznie spuściła się w toalecie. Na jego pytanie pokręciła głową, przykładając dłonie do policzków. - To było dziwne doświadczenie, zwłaszcza gdy się tak gapiła i miałam wrażenie, że ona widzi przez tę pianę. Pewnie chłopcy mieli gorzej. Mnie całkiem lubiła, więc po prostu krótko porozmawiałyśmy, a potem przefrunęła i zniknęła w kranie. Strasznie nieprzyjemne jest uczucie, gdy dotyka Cię duch. Jakbyś tak trochę wpadł w lodowatą galaretkę? Było mi jej wtedy strasznie szkoda, wyglądała, jakby tęskniła za kąpielami i żałowała, że nie mogła dorosnąć. Jestem zaskoczona, naprawdę, że w Drumstrangu nie było duchów.
Zakończyła swój słowotok stwierdzeniem na temat jego szkoły, aby zmienić temat z Jęczącej Marty, bo wspomnienie tej kąpieli sprawiło, że na ciele pojawiła się jej gęsia skórka. Z pewnością była to wina tego porównania do galaretki. Na szczęście, popołudnie było wczesne i do wieczora z pewnością zdążą porozmawiać na ciekawsze tematy.
- Mogę przestać, ale nie wiem, czy akurat z Deniz poradziłbyś sobie sam. Bywasz rozkosznie nieśmiały czasem. - dodała z rozbawieniem, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy, zanim pokręciła głową, że żartowała — chociaż nie żartowała wcale, ale nie chciała, żeby się na nią wściekał.
Nie sądziła, że Hogwart aż tak mocno różnił się od Drumstrangu. Była przekonana, że tam również mieli duchy, nawet jeśli nie do każdego z domów (mieli w ogóle domy?), to jakieś kręciły się po szkole. Na jego pytania wydała z siebie bezradne mruknięcie, bo prawda była taka, że śmierć Marty nie została do końca rozwikłana. - Nie jestem pewna. Podobno jakiś poniósł konsekwencję i wyleciał ze szkoły, ale człowiek nie ma przecież żółtych oczu! Nie zagłębiałam się w to po tej rozmowie z Martą, bo wydaje mi się, że nie jest najprzyjemniej wspominać własną śmierć. No tak, jeśli akurat przebywa w tej toalecie, bo czasem gdzieś em.. Pływa? Pływa po rurach. - nie była pewna, czy użyła właściwego określenia, ale jak inaczej nazwać ducha, który błądził po kanalizacji? Przecież nie mogła chodzić. Wykonywane przez niego ruchy sprawiły, że roześmiała się cicho pod nosem i zawiesiła na dłoniach mężczyzny spojrzenie. - Myślę, że to karma. Zrobiła coś złego, to taka okropność ją spotkała. I dlaczego znowu chcesz mnie topić? Na Merlina, zacznę się bać z Tobą spotykać w pobliżu zbiorników wodnych, jak będziesz mi tak ciągle groził lub będę musiała znaleźć jakiś plan. Ewentualnie, jak mnie utopisz, to zostanę takim Jęczącym Duchem, który będzie Cię prześladował. - wyjaśniła mu z nutą oburzenia, chociaż jej głos wciąć brzmiał typowo dla Pandory — wesoło i pogodnie. Ba, nawet pogroziła mu trochę palcem, jakby miało to nadać powagi wypowiadanym przez nią słowom. Brązowe ślepia na powrót odszukały błękitne spojrzenie. - Nie wydaje mi się, Marta sugerowała, że bardzo to przeżyła i potem nawet jej było przykro za to dokuczanie? Może była zazdrosna, dlatego jej dokuczała? Naprawdę nie wiem, nie ma nic złego w okularach i w tym, że ktoś Ci się podoba. - przyznała mu rację, nie rozumiejąc też, dlaczego koleżanka martwej dziewczyny wybrała taki, a nie inny powód, żeby doprowadzać ją do płaczu i aby ta się zamykała w łazience, gdzie teraz miała spełnić wieczność. Naprawdę okropny dobór miejsca.
- Też się nad tym zastanawiałam? Może jakiś czarodziej, który potrafi z nimi rozmawiać i je przywoływać, umie je przywiązać lub coś takiego? Nigdy się nie interesowałam spirytystycznymi sprawami, wystarczyły mi rozmowy z duchami w szkole. Dlaczego nie zapytałam o to Jęczącą Martę, ale spuściła się z lamentem w toalecie i chyba było jej przeze mnie przykro. Myślisz, że byłam mało taktowna?
Zapytała go z westchnięciem, bo po ciele przebiegł jej nieprzyjemny dreszcz, gdy sobie tę sytuację przypomniała. Przekręciła głowę w zamyśleniu, zawieszając wzrok w okolicach jego szyi, bo duch, o którym rozmawiali, jakoś pojawił się Pandorze przed oczami w tych swoich dwóch kitkach. - Bo ja dużo czytam, nawet jak na to nie wygląda. I to nie tylko o pracy, czytam o wszystkim, co mnie zainteresuje. Pamiętam, na drugim roku przy Święcie Duchów mnie tchnęło. - powiedziała mu z nutą rozbawienia, ale i zakłopotania, bo zupełnie szpileczki w tym nie zauważyła. Była tak energiczną i chaotyczną osobą, że była przekonana o tym, że ludzie często uważali ją za głupca, co jej zupełnie nie wadziło, bo tylko głupiec by siebie samego za głupca nie uważał — czy jakoś tak powtarzała jej przyjaciółka z Londynu. I brunetka w to wierzyła.
- Nie no, to taka decyzja na całe życie. Dzieci przecież sobie też nie wybierasz albo są, albo ich nie ma. Ciekawe, czy Marta poszłaby do.. Nie wiem, kręgu życia, zaświatów czy do nieba, gdyby mogła zdecydować raz jeszcze? A może nie mogłaby, bo nie zazna spokoju, dopóki nie wyjdzie na jaw prawda o jej śmierci?
Mówiąc, odchyliła nieco głowę do tyłu, spoglądając w niebo. Słońce leniwie przesuwało się pomiędzy chmurami, a rześki wiatr sprawiał, że w podobnie powolny sposób kołysały się ich włosy. Strasznie smutno musi być duchom, jak tak mają świadomość i widzą, jak wszystko, co znali i kochali, umiera, a sami nie są w stanie stworzyć nowych, fizycznych wspomnień. Odwiedzić jakiegoś miejsca, zjeść czegoś dobrego lub po prostu kogoś przytulić. Westchnęła ciężko, przymykając na chwilę oczy i odganiając od siebie te myśli, postanowiła znów skupić się na swoim ulubionym Islandczyku. - Nie chciałabym, żeby coś Ci się kiedykolwiek stało, ale chciałabym zobaczyć tego wilka. I mówiłam, że pasujesz do dziecka księżyca, skoro nawet masz duchowego opiekuna wilka? Ciekawe, czy gdybyś był animagiem, to byłbyś wilkiem?
Przyjrzała mu się badawczo, a na twarzy znów zagościł jej pogodny uśmiech. Na szczęście umiała bardzo szybko przekierowywać swoje myśli, nie skupiała się na rzeczach smutnych i przygnębiających. - Naaa? - pogoniła go, bo ta dramatyczna pauza sprawiła, że obawiała się słowa "kleszcz" i wtedy by się chyba po prostu załamała. Osła by zniosła, względnie godnie. - Lisa? One nie są rude i takie jakieś cwane? Czy ja Ci wyglądam na cwaniaka?
Zapytała z oburzeniem, zadziornie unosząc dłoń i za karę mierzwiąc mu nieco górę włosów, przez co zrujnowała trochę kitkę. Bo oczywiście robiła to, co jej się podobało.
- Bo dziwnie musi być, wędrować rurami jako duch o kształcie człowieka, jako ryba albo jakieś wodne zwierze, nie wiem, nawet wydra czy dziobak, byłoby przyjemniej. - zaczęła po chwili namysłu, gdy znów przed oczami zatańczyła jej Marta, tym razem przeciskającą się przez wąską rurę po tym, jak dramatycznie spuściła się w toalecie. Na jego pytanie pokręciła głową, przykładając dłonie do policzków. - To było dziwne doświadczenie, zwłaszcza gdy się tak gapiła i miałam wrażenie, że ona widzi przez tę pianę. Pewnie chłopcy mieli gorzej. Mnie całkiem lubiła, więc po prostu krótko porozmawiałyśmy, a potem przefrunęła i zniknęła w kranie. Strasznie nieprzyjemne jest uczucie, gdy dotyka Cię duch. Jakbyś tak trochę wpadł w lodowatą galaretkę? Było mi jej wtedy strasznie szkoda, wyglądała, jakby tęskniła za kąpielami i żałowała, że nie mogła dorosnąć. Jestem zaskoczona, naprawdę, że w Drumstrangu nie było duchów.
Zakończyła swój słowotok stwierdzeniem na temat jego szkoły, aby zmienić temat z Jęczącej Marty, bo wspomnienie tej kąpieli sprawiło, że na ciele pojawiła się jej gęsia skórka. Z pewnością była to wina tego porównania do galaretki. Na szczęście, popołudnie było wczesne i do wieczora z pewnością zdążą porozmawiać na ciekawsze tematy.
Koniec sesji