Maya miała cześć włosów rozpuszczone, a kilka upięte w małego warkoczyka na tyle głowy, aby nie przeszkadzały jej w obserwowaniu otoczenia. Na prawym boku miała wpięte spinkę z niebieskim kwiatem. Lubiła takie dodatki zwłaszcza w okresie dorastania, gdy jeszcze szukała swojego prawdziwego ja. Ubrana była w szkolny mundurek, ponieważ zerwała się z zajęć, aby móc załatwić potrzebny im trunek. Przez ramię miała zarzuconą torbę na książki, w której zaczęła natychmiast grzebać na pytanie Desmonda, po krótkiej chwili wyjęła dwie szklanki na alkohol z dumnym uśmiechem.
— Jestem zawsze przygotowana. – odpowiedziała mu z lekkim zadziorem w oku. Ściągnęła torbę, którą położyła obok fotela, na który rzuciła również szatę szkolną, aby czuć się bardziej swobodnie. Odrobinę stresowała się tym spotkaniem. Desmond wydawał się być bardzo oschły i zdystansowany, ale to było dla niej również dobre, ponieważ mężczyzna nie był nachalny.
Również dostrzegła brudne szklanki na stoliku, więc jednym sprawnym ruchem różdżki usunęła je z niego przenosząc gdzieś na wyższą półkę, aby nie psuły klimatu. Postawiła na stolik alkohol i szklanki, aby Desmond mógł zająć się częstowaniem ich. W końcu to on miał dzisiaj urodziny. Usiadła na kanapie i nałożyła jedną nogę na drugą przyglądając się mu uważnie.
— Tak w ogóle to wszystkiego najlepszego. Śpiewać nie będę, bo już dzisiaj zostało to zrobione przez Oleandra. – zauważyła i pochyliła się do przodu stawiając na powrót stopy na podłodze. – Jakie masz życzenie na swoje urodziny? Nie mam prezentu dla ciebie, bo nie sądziłam, że będziesz chciał spędzić ten dzień ze mną, ale może jest coś co mogę dla ciebie zrobić oprócz przyniesienia trunku dla dorosłych. – uśmiechnęła się do niego zdawkowo. Sama starała panować nad swoimi emocjami, aby żadne z nich nie pojawiły się na jej włosach, aby nie mógł z niej czytać. Nie lubiła odkrywać siebie przed innymi tak szybko.