— Oho, to ja się już przed tobą nie ukryję w żaden sposób — roześmiałam się. Wygląd było bardzo łatwo zmienić. Inny styl ubrań, poduszka pod koszulę, peruka, dobry makijaż, czy maska... ale głos był ten sam. Na pewno istniały magiczne sposoby na jego modyfikację, ale nie słyszałam jeszcze o takich. Tak więc Dellian posiadał naprawdę super moc.
— Buntują się, ale to też nie jest takie łatwe, bo władze szybko aresztują, jak tylko wywęszą, że coś się święci. Wiesz, w niektórych rejonach to nawet sąsiadowi ufać nie możesz. Na szczęście moja wioska to sami sprawdzeni ludzie, dużo tam czarodziejów, więc no nie zajmują oni sobie tym głowy. Jak coś trzeba kupić to myk świstoklikiem do Berlina albo Londynu i tyle. A rodzinę, tak, mam. Moja babcia jest pół brytyjką, jej mama była od Lovegoodów, a jako że jestem bardzo blisko z babcią, to mnie często zabierała na spotkania z nimi, więc pomimo dalszego pokrewieństwa, nie są mi bardziej obcy niż ta bliższa część rodziny.
Pochlebiało mi takie zainteresowanie. Ale to też nic nowego. Przybysze z innych krajów zawsze byli celem ogromnej ilości pytań. Mi to bardzo odpowiadało, bo przynajmniej było o czym rozmawiać. A jak temat się wyczerpał, to wtedy mogłam odpocząć od mówienia odbijając wszystkie pytania, które sama dostałam. Życie w Anglii było naprawdę prostsze.
— Hm... W pewnym sensie pisarką też jestem... Bo i tworzę historie. Ogólnie to rysuję komiksy, takie historyjki obrazkowe. Hm... a ty robisz może coś związanego ze sztuką?
Wyglądał na takiego, co robi. Wyglądał trochę, jakby był poetą... a może aktorem? Ale teatralnym, nie filmowym. Tylko jak mogłoby to działać z jego problemem? Ale czarodzieje sobie pewnie lepiej z tym radzili.