W przypadku Kim mój kochany było subtelne i dwuznaczne. Jednak nigdy otwarcie mu nie powiedziała, że był dla niej bardziej ważny niż inni towarzysze jej podróży. Starała się stłumić to uczucie w swoim wnętrzu, ale podobno takich płomieni nie zgasi byle woda z byle strumienia.
— To ja tu wpadłam niezapowiedziana, więc nie musisz się przejmować. – położyła mu dłoń na ramieniu zakładając tą wolną kosmyk niesfornych włosów za ucho. Ruszyła tuż za nim w stronę schodów. Znała trochę rozkład tego domu, ale nie znała każdego zakamarka, ponieważ nie zwykła myszkować po kątach nie swojego domu. Jednak ta posiadłość była bardzo ciekawa i kusząca.
Gdy dotarła do pokoju żółtego uśmiechnęła się. Nie od dziś było wiadome, że ten kolor był jej ulubione i Kim doskonale zdawała sobie sprawę, że sypialnia jej przyjaciela była blisko tego miejsca. Miała przyjemność już poznać jego siostrę i wiedziała niektóre rzeczy. Na jej ustach widniał ciepły, tajemniczy uśmiech.
— Dziękuję jeszcze raz za gościnę Giovianni, teraz się przebiorę i za pół godziny możemy się spotkać na treningu jeśli zechcesz. – miała już wejść do pomieszczenia, ale zatrzymała się w pół kroku. – Jeśli będę potrzebować twojej pomocy to w jakim pokoju rezydujesz? – zapytała, a gdy uzyskała odpowiedź weszła do pokoju. Westchnęła cicho i przywołała swój niewielki bagaż zaklęciem.
Szybko się umyła, odświeżyła i przebrała w czyste ubrania. Buty wyczyściła z popiołu i błota, aby nie znosić tu więcej zanieczyszczeń. Ubrała czarną koszulę, która lekko opinała się jej na talii i biuście, do tego luźne, materiałowe spodnie również w tych barwach i na to żółtą marynarkę. Po pół godzinie wyszła z pokoju już gotowa, na przedramieniu miała zawieszony brązowy płaszcz, który zdążyła wyczyścić zaklęciem. Włosy ponownie zostały upięte w niedbały kok.