— I-inspiracji? M-może...
Przypominało mu to "Krzyk" Muncha, ale już nawet nie pamiętał autora ani tytułu. Kojarzył to tylko gdzieś ze szkoły. Obraz był na tyle przerażający, że dobrze zapamiętał humanoidalną postać zastygłą w karykaturalnej ekspresji. Ciekawe, jak dzieło prezentowałoby się w wersji czarodziejskiej.
A wtedy głowa upadła. Tym razem Ez był bardziej przejęty sprzątaniem rozpryśniętych fluidów ze swoich butów i nogawek.
— Od stycznia. Tego roku.
Nie odbił pytania. On nie pytał. Nie powinien śmieć pytać Śmierciożerców o cokolwiek niezwiązanego z leczeniem. Czuł na sobie spojrzenie, ale sam unikał kontaktu wzrokowego. Od czasu do czasu tylko pozwalał sobie na to, by lepiej wybadać reakcję rozmówcy. Kiwnął też twierdząco głową na dalsze słowa czarownicy. Być może nawet jego usta wykrzywiły się w nieznacznym uśmiechu. Panny Rookwood zdecydowanie lepiej nie denerwować.
— Gerne geschehen... T-to znaczy nie ma za co!
Szybko poprawił swoje zawirowanie językowe spowodowane niecodziennym odbiorem kawy.
— Ehm... Czy... Czy ma pani jakieś plany w związku z tą głową? B-bo przyznam, że podłoga kliniki... cóż, cała klinika, to nie najlepsze miejsce...