07.06.2023, 16:54 ✶
Magią można było zdziałać prawdziwe cuda. Wyczarować coś z niczego, sprawić, że ktoś poczuje się lepiej – choćby tylko na chwilę. Naprawić to, co zostało zniszczone, wymazać bolesne wspomnienia, wyleczyć złamanie, a nawet odtworzyć brakujące kości. Można było wiele więcej – tych prawdziwie pięknych rzeczy, ale i mnóstwo strasznych… zniszczenia jakie w tym domu zastali, rany, które widzieli – te całkowicie fizyczne, ale też jak najbardziej na psychice – też były udziałem magii. Część rzeczy mogli naprawić tacy jak oni, a część… no cóż. Z częścią ludzie będą musieli poradzić sobie sami. Na szczęście jednak dziecko trafiło w ręce uzdolnionych uzdrowicieli i Victoria na własne oczy widziała jak rany na jego ciele znikają, jakby były tylko snem. Złym – ale jednak snem. Kiepsko rzucone zaklęcie zapomnienia to zupełnie inna sprawa… być może już nigdy mężczyzna nie odzyska wspomnień. Jeśli wymazane zostały tylko ostatnie wspomnienia to pół biedy, ale jeśli zaklęcie poszło dalej… widzieli już takie przypadki – ludzie potrafili zapomnieć kim byli. Tak całkowicie. Czasami potrafili stanąć na nogi, a czasami… było to zupełnie niemożliwe.
- Tak – odparła mu na pytanie, kiedy je w końcu dokończył. Tak, wytłumaczyła tej biednej kobiecie konsekwencje. Biednej – tak, bo wcale się o to nie prosiła. Była mugolką, ale nawet do nich Victoria miała czasami współczucie. Tak jak dzisiaj. Victoria wyjaśniła kobiecie co się będzie teraz działo. Że nie może o tym mówić innym mugolom. Jak działa Hogwart, i kim dokładnie są ci wszyscy ludzie, którzy teraz próbowali w jej domu naprawić wszystkie szkody. To nie było wszystko, tacy jak oni zawsze mieli później pytania – nic zresztą dziwnego, więc Victoria zostawiła jej adresy i dokładne namiary gdzie może się dowiedzieć coś więcej jeśli będzie miała pytania. Miała tylko nadzieję, że nie będzie do ich świata pałała nienawiścią – przecież dokładnie z tego powodu czarodzieje ukrywali swój świat przed mugolami. - To na pewno będzie trudne. Dla uzdrowicieli i dla tej kobiety – westchnęła, bo Ulysses powiedział na głos dokładnie to, o czym sama myślała. - Czasami mam wrażenie, że widziałam już wszystko i nic mnie nie ruszy, a potem trafiamy do takiego domu jak ten i… – no właśnie: i. I brakowało dalszych słów. Lestrange zacisnęła więc usta. Ale ich praca była potrzebna. Wiedzieli o tym oboje.
– Tak. Pochodzi z dwóch światów i wydaje mu się, że jednym może wpływać na drugi. Nie szanuje prawidłowości rządzących żadnym z nich – w rezultacie Leach dorobił się mnóstwa wrogów. Popleczników na pewno również, ale tych było albo mniej, albo nie krzyczeli wystarczająco głośno. Niezadowolenie wśród czarodziejów było za to mocno wyczuwalne. I Victoria też się ku niezadowoleniu sklaniala. Wolała, by Ministrem Magii był ktoś, kto będzie szanować ich tradycje, a nie mugolak, który odstawia jakieś hocki-klocki z mugolami. Nie dało się żyć tu i tu, albo jesteś czarodziejem, albo mugolem. - Może robi to całkowicie świadomie. Nie sądzę, że ktoś, kto nie potrafi widzieć konsekwencji swoich działań, mógłby zostać Ministrem – może pod tym względem miała o nim zbyt duże mniemanie, w końcu był mugolakiem – ale jednak czarodziejem. Tym niemniej jego akcje, jak to z manipulowaniem wynikami jakiegoś mugolskiego sportu, mówiły wszem i wobec, że chyba władza uderzyła mu do głowy zbyt mocno. Rzeczywiście był durniem. - Skoro tak ich ciągnie, to może powinni w nim zostać, a nie mieszać też w naszym – dodała, w odpowiedzi do stwierdzenia mężczyzny i spojrzała do pokoju, chcąc zobaczyć jak sobie z nim poradził Ulysses.
- Powiedziałam, że jest już poszukiwany i że nasi ludzie go sprowadzą – chociaż może powinna powiedzieć "ich" – bo ojciec porwał syna. Przymknęła drzwi do pokoju i ruszyła za Rookwoodem w stronę salonu.
- Tak – odparła mu na pytanie, kiedy je w końcu dokończył. Tak, wytłumaczyła tej biednej kobiecie konsekwencje. Biednej – tak, bo wcale się o to nie prosiła. Była mugolką, ale nawet do nich Victoria miała czasami współczucie. Tak jak dzisiaj. Victoria wyjaśniła kobiecie co się będzie teraz działo. Że nie może o tym mówić innym mugolom. Jak działa Hogwart, i kim dokładnie są ci wszyscy ludzie, którzy teraz próbowali w jej domu naprawić wszystkie szkody. To nie było wszystko, tacy jak oni zawsze mieli później pytania – nic zresztą dziwnego, więc Victoria zostawiła jej adresy i dokładne namiary gdzie może się dowiedzieć coś więcej jeśli będzie miała pytania. Miała tylko nadzieję, że nie będzie do ich świata pałała nienawiścią – przecież dokładnie z tego powodu czarodzieje ukrywali swój świat przed mugolami. - To na pewno będzie trudne. Dla uzdrowicieli i dla tej kobiety – westchnęła, bo Ulysses powiedział na głos dokładnie to, o czym sama myślała. - Czasami mam wrażenie, że widziałam już wszystko i nic mnie nie ruszy, a potem trafiamy do takiego domu jak ten i… – no właśnie: i. I brakowało dalszych słów. Lestrange zacisnęła więc usta. Ale ich praca była potrzebna. Wiedzieli o tym oboje.
– Tak. Pochodzi z dwóch światów i wydaje mu się, że jednym może wpływać na drugi. Nie szanuje prawidłowości rządzących żadnym z nich – w rezultacie Leach dorobił się mnóstwa wrogów. Popleczników na pewno również, ale tych było albo mniej, albo nie krzyczeli wystarczająco głośno. Niezadowolenie wśród czarodziejów było za to mocno wyczuwalne. I Victoria też się ku niezadowoleniu sklaniala. Wolała, by Ministrem Magii był ktoś, kto będzie szanować ich tradycje, a nie mugolak, który odstawia jakieś hocki-klocki z mugolami. Nie dało się żyć tu i tu, albo jesteś czarodziejem, albo mugolem. - Może robi to całkowicie świadomie. Nie sądzę, że ktoś, kto nie potrafi widzieć konsekwencji swoich działań, mógłby zostać Ministrem – może pod tym względem miała o nim zbyt duże mniemanie, w końcu był mugolakiem – ale jednak czarodziejem. Tym niemniej jego akcje, jak to z manipulowaniem wynikami jakiegoś mugolskiego sportu, mówiły wszem i wobec, że chyba władza uderzyła mu do głowy zbyt mocno. Rzeczywiście był durniem. - Skoro tak ich ciągnie, to może powinni w nim zostać, a nie mieszać też w naszym – dodała, w odpowiedzi do stwierdzenia mężczyzny i spojrzała do pokoju, chcąc zobaczyć jak sobie z nim poradził Ulysses.
- Powiedziałam, że jest już poszukiwany i że nasi ludzie go sprowadzą – chociaż może powinna powiedzieć "ich" – bo ojciec porwał syna. Przymknęła drzwi do pokoju i ruszyła za Rookwoodem w stronę salonu.