07.06.2023, 20:13 ✶
Ekipa faktycznie była zróżnicowana. To nie były mugolskie wykopaliska (a już takie wymagały przecież różnych specjalizacji i starannego przygotowania) i Shafiq po wielu latach doświadczeń – nierzadko bolesnych – wolał zabezpieczyć się na wszystkich frontach. Między innymi dlatego ostro targował się z rodziną w zakresie funduszy, chodził na nudne spotkania inwestorów i poszedł na sporo ustępstw: by mieć faktycznie ekspertów.
– Na to liczę – przyznał wprost odnośnie mechanizmów. W teorii potrzebował w tej chwili bardziej specjalisty od amuletów, bo speckę od pułapek już miał, ale akurat pod względem pułapek lepiej być ostrożnym. – Prewettówna ma dobre referencje i szybko uporała się z moją puszką – pułapką, ale nie mam ochoty na powtórkę z Irlandii.
Jeden, drobny błąd, kosztował cztery życia. Omal nie zginęli także Cathal i Alethea. Wprawdzie czarodziejska wioska powinna być, przynajmniej w teorii, wolna od tak skomplikowanych pułapek, jakie zamontowano w magicznych kurhanach… ale Shafiq wolał zadbać przesadnie o bezpieczeństwo niż później przepraszać. Zwłaszcza, że resztki muru, otaczającego niegdyś wioskę, były dosłownie najeżone pułapkami oraz klątwami. Wprawdzie większość pozostawała mało skomplikowana, a część przestała po latach działać, to jednak skłaniało do ostrożności.
Kto wie, może gdyby Fletcher też był na dole, pułapkę udałoby się dostrzec na czas?
A może skończyłoby się to tylko trzema dodatkowymi trupami.
– Być może się to przyda, kiedy już zaczniemy badać wioskę. Możesz zostawić mi kontakt – powiedział Cathal. Nie miał pojęcia, że Timothy mówił o swoim bracie, ale po prawdzie póki chłopak faktycznie znałby się na kowalstwie i metalach, to Shafiqa stopień pokrewieństwa między nimi niewiele obchodził. Żył w społeczeństwie czarodziejów, gdzie nepotyzm miał się doskonale. Ba, w ramach tych „ustępstw” sam musiał zatrudnić jednego osobnika bez talentu, za to z odpowiednim nazwiskiem (choć wymusił w zamian możliwość zatrudnienia dodatkowej osoby, która odhaczy w razie potrzeby pracę za tego powinowatego).
Kiedy Timothy wspomniał, że znajdzie całkiem sporo czasu, Cathal ruszył do biurka, skąd wydobył dwa pergaminy, zawierające dwie wersje umów – jedna dla konsultantów, z wynagrodzeniem od godziny, druga dla stałych współpracowników. Zawierały dość standardowe zapisy: kwestie wynagrodzenia (odpowiedniego do pracy, ani niskiego, ani zbyt wysokiego), rozliczeń, zakwaterowania na miejscu, odszkodowań w kwestii wypadków, zapisy dotyczące poufności i tak dalej…
– Standardowe wersje umowy. Jeśli potrzebujesz więcej czasu, możesz się z nimi zapoznać u siebie i przesłać mi później uwagi albo podpisany egzemplarz sową.
– Na to liczę – przyznał wprost odnośnie mechanizmów. W teorii potrzebował w tej chwili bardziej specjalisty od amuletów, bo speckę od pułapek już miał, ale akurat pod względem pułapek lepiej być ostrożnym. – Prewettówna ma dobre referencje i szybko uporała się z moją puszką – pułapką, ale nie mam ochoty na powtórkę z Irlandii.
Jeden, drobny błąd, kosztował cztery życia. Omal nie zginęli także Cathal i Alethea. Wprawdzie czarodziejska wioska powinna być, przynajmniej w teorii, wolna od tak skomplikowanych pułapek, jakie zamontowano w magicznych kurhanach… ale Shafiq wolał zadbać przesadnie o bezpieczeństwo niż później przepraszać. Zwłaszcza, że resztki muru, otaczającego niegdyś wioskę, były dosłownie najeżone pułapkami oraz klątwami. Wprawdzie większość pozostawała mało skomplikowana, a część przestała po latach działać, to jednak skłaniało do ostrożności.
Kto wie, może gdyby Fletcher też był na dole, pułapkę udałoby się dostrzec na czas?
A może skończyłoby się to tylko trzema dodatkowymi trupami.
– Być może się to przyda, kiedy już zaczniemy badać wioskę. Możesz zostawić mi kontakt – powiedział Cathal. Nie miał pojęcia, że Timothy mówił o swoim bracie, ale po prawdzie póki chłopak faktycznie znałby się na kowalstwie i metalach, to Shafiqa stopień pokrewieństwa między nimi niewiele obchodził. Żył w społeczeństwie czarodziejów, gdzie nepotyzm miał się doskonale. Ba, w ramach tych „ustępstw” sam musiał zatrudnić jednego osobnika bez talentu, za to z odpowiednim nazwiskiem (choć wymusił w zamian możliwość zatrudnienia dodatkowej osoby, która odhaczy w razie potrzeby pracę za tego powinowatego).
Kiedy Timothy wspomniał, że znajdzie całkiem sporo czasu, Cathal ruszył do biurka, skąd wydobył dwa pergaminy, zawierające dwie wersje umów – jedna dla konsultantów, z wynagrodzeniem od godziny, druga dla stałych współpracowników. Zawierały dość standardowe zapisy: kwestie wynagrodzenia (odpowiedniego do pracy, ani niskiego, ani zbyt wysokiego), rozliczeń, zakwaterowania na miejscu, odszkodowań w kwestii wypadków, zapisy dotyczące poufności i tak dalej…
– Standardowe wersje umowy. Jeśli potrzebujesz więcej czasu, możesz się z nimi zapoznać u siebie i przesłać mi później uwagi albo podpisany egzemplarz sową.