07.06.2023, 21:58 ✶
Prychnęła kolejny raz, przyglądając mu się błyszczącymi oczami. Jako, że Pandora uważała siebie za człowieka względnie przyzwoitego, który starał się działać dla dobra świata i innych, postanowiła wspaniałomyślnie nie wspomnieć o jego reakcji na jazdę konną lub też na grzbiecie abraksana, przygryzając dolną wargę, aby przypadkiem się nic nie wymsknęło samoistnie, co już wcześniej się zdarzało. Nie była na niego zła tak naprawdę, ich relacja po prostu miała wpisane w załącznik małe szpileczki i złośliwości.
Trochę mu tego spania zazdrościła, bo ona musiała wspomagać się odpowiednimi środkami od uzdrowicieli. W mieszkaniu miała całą szufladę ziółek, tabletek i eliksirów nasennych, a także pobudzających, na wypadek gdyby po nieprzespanej nocy, nadszedł ciężki dzień. Hjalmar spał twardo, niezależnie, jak wierciła się w Turcji, wcale się nie obudził, nawet aparat nie zadziałał! Zupełnie, jak Niedźwiedź. Ciężko pracował i dużo jadł, nic więc dziwnego, że spał jak małe dziecko, zwłaszcza jeśli dodać do tego butelkę lub w tym przypadku kufel. Uśmiechnęła się pod nosem do swoich myśli, przenosząc wzrok na paluszka, którego kończyła jeść. Przestała się już łudzić, że taka forma posiłku zwolni działanie alkoholu na jej organizm. - Chyba?- złapała go za słówko, podczas gdy jej palce zaciskały się dookoła jego grożącego gestu. Jego pytanie sprawiło, że roześmiała się krótko, kręcąc głową, że przecież nic takiego. Bo jak niby miała się go bać, zwłaszcza gdy dookoła nie było żadnej plaży lub rzeki, do której mógłby ją wrzucić? Owszem, w Londynie płynęła Tamiza, ale dzieliło ich od niej chyba kilka kilometrów. Gdy brunetka piła, była jeszcze bardziej odważna. - Znowu mi dokuczasz. Nie mogłabym pracować w policji, każdemu bym wybaczyła i dawała drugą szansę, a świat pogrążyłby się w chaosie. - odparła z ciężkim westchnieniem, zupełnie świadoma swoich wad. Wyjątkiem byliby najpewniej bezwzględni mordercy czy zboczeńcy, którzy krzywdzili innych dla własnej przyjemności. Tego by nie umiała ot tak wybaczyć. O i jeszcze takim ludziom, którzy ranili dzieci oraz zwierzęta. Przez myśl kolejny raz przemknęło jej to, że siedzący na stołku obok mężczyzna, był niemożliwie uroczy. Jego twarz, która teoretycznie chowała wszystkie emocje, gdy już zdecydował się je uzewnętrznić, oddawała je bardzo dokładnie. Branie odpowiedzialności - świadomej i pełnej, za Akane, mogłoby przytłoczyć każdego. Nic dziwnego, że Azjatka wierzyła w wieczne bycie singlem, bo żaden partner by sobie z nią nie poradził. Chciała coś skomentować, pewnie nawet zabawnie, ale palec Hjalmara przywarł do jej warg, a ona wytrzeszczyła na niego podkreślone makijażem oczy, odrobinę się zapowietrzają. Owszem, ona mu tak robiła, ale mogła i to było normalne, ale Niedźwiadek właściwie nie robił niczego z wachlarza jej sztuczek i gestów. Nic więc dziwnego, że ją zaskoczył i nawet sprawił, że odrobinę się zawstydziła. Prychnęła więc, krzyżując na chwile ręce pod biustem, może faktycznie trochę z miną skarconego dziecka. - Pomyśleliby, że mówię o drinku. - szepnęła konspiracyjnie, gdy jej usta odzyskały wolność.
Kolorowa wódka wchodziła zbyt lekko, smakowała czasem jak soczek i dawała złudne poczucie bezpieczeństwa w piciu. Człowiek stracił rachubę, wierzyło w to, że działanie będzie zupełnie inne, niż przy czystej. - Nie jest taka zła. I wiesz co? Zdecydowanie mnie nie doceniasz. Jeśli nadal będziemy się widywać, to jeszcze nie raz Cię zaskoczę. - oznajmiła mu z westchnieniem, odpuszczając sobie kolejną oburzoną minę i prychnięcia. Może nie byłaby to operacja prosta, najpewniej skończyłby z zaklęciem lewitującym po tym, jak razem z Jerrym wsadziłaby go do taksówki, a potem wywlokła na chodnik przed miejscem, gdzie mieszkała. Niezależnie, jak wiele Pandora piła, zawsze była jednak względem innych odpowiedzialna - sprawdzała, czy wszyscy są i czy nikt nie został na tyłach. Dziś było prościej, bo miała lub raczej powinna mieć oko tylko na niego.
- A więc mam szansę nauczyć się od najlepszych w kwestii porwań. Nie zdziw się więc, mój Drogi, jak przyjdzie taki dzień, gdy ze zdezorientowaniem rozejrzył się dookoła i nie będziesz wiedział, gdzie jesteś, bo role się odwrócą. I wiesz co? Kot brzmi dużo lepiej, niż kleszcz. - zakończyła swoją wypowiedź z odrobiną uznania, sugerując mu tym samym, że pasożytniczego robaka to naprawdę mogliby się ze swoich rozmówek pozbyć na zawsze. I jeszcze to, że wcale o tym nie zapomniała. Posłała mu jednak kolejny ze swoich uśmiechów, gdy mówił dalej, przyznając, że później faktycznie znajdzie trochę czasu na to, aby poznać lepiej okoliczne tereny Doliny Godryka. Nie widzieli się wcale tak dużo razy, ale zawsze obserwowała go i słuchała na tyle uważnie, aby pewne rzeczy o nim wiedzieć. Lub sobie wywnioskować, ewentualnie odpowiedzieć. Nie bez powodu wspomniała mu kiedyś, że wilka nie można zamknąć w klatce, bo będzie nieszczęśliwy, a najpewniej to zrobiłaby z nim jej kuzynka, gdyby zdecydował się na ożenek. Nie byłoby też trochę zabawnie, gdyby byli rodziną? Aczkolwiek Deniz pewnie zamarzłaby na Islandii, a Londyn by ją wciągnął na tyle, że nie byłaby w ogóle w domu. - A Lithę w tym roku chcesz spędzić tutaj, czy wyrwiesz się do domu? Ja też nie chodziłam na szczudłach. Nie lubię w ogóle cyrków, a tam chodzą. Ubrani tak kolorowo i z czerwonymi nosami. - rękoma najpewniej usiłowała mu też pokazać, że uprawiający sztukę chodzenia na szczudłach klauni, są również odrobinę otyli. Poruszali się z zaskakująca gracją, ale nie ratowało to w ogóle wizerunku ich miejsca pracy w oczach brunetki. A pytanie o Lithę wymsknęło się jej samo, zupełnie nie kontrolowała jego zadawania. - Podoba mi się, że im więcej czasu ze mną spędzasz, tym częściej się uśmiechasz.
Zauważyła jeszcze, odrobinę nachylając się w jego stronę, jakby zdradzała mu jakiś sekret. Zrobiła to dodatkowo z taką niewinnością, że trudno byłoby się na nią gniewać.
Jego świadomość odnośnie do tego, że nie dało się na niego gniewać, wydała się Pandorze niepokojąca, jakby zabrał jej jakąś kartę i możliwości tym stwierdzeniem. Niby jak miała czasem z tego korzystać, skoro był tak pewny, że mu wybaczy? Zmierzyła go wzrokiem w zamyśleniu, jakby zastanawiała się, jak to skomentować, ale ostatecznie wzruszyła ramionami, przyznając mu rację z odrobiną niechęci. W przypadku Turczynki, była to też kwestia tych niebieskich oczu, miała do nich olbrzymią słabość - co nie było czymś szczególnie dziwnym, jak kochało się Astronomie i spoglądanie w niebo, którego miały odcień Niedźwiedziowe tęczówki. Równowaga musiała zostać zachowana i wiedziała, że gdyby się bardzo postarała i była urocza, to też by się na nią nie złościł, co nieraz się już udało. Całe szczęście, bo inaczej pewnie dawno miałby jej dość.
Przyglądała mu się w milczeniu, nie ruszając się z miejsca. Skąd miała wiedzieć, czy mogła tak zrobić, czy mu to przeszkadzało, czy może tylko udawał, że jest oburzony, a tak naprawdę mu to odpowiadało? Gdyby pozwalał sobie na odrobinę więcej szczerości i odrobinę więcej emocji, byłoby prościej. A tak, musiała liczyć na odrobinę szczęścia, że wyraz jego twarzy cokolwiek jej zdradzi. Podobno z kobietami było trudno. - Kiedyś podam Ci eliksir prawdy, spisze pytania na kartce i zrobię sobie instrukcję obsługi. - stwierdziła w końcu ze zrezygnowaniem w głosie, cofając jednak ręce, bo niczego mądrego poza niedowierzaniem nie zobaczyła. Nie ułatwiał jej życia. Ona zwykle dawała jasne komunikaty, była wylewnym człowiekiem i każdy, kto spędził z nią trochę czasu wiedział, że lubiła czasem ot tak się przytulić lub też pociągnąć kogoś za rękę, chociaż przed samą sobą musiała przyznać, że przy nim wykorzystywała to nagminnie. Zwykle przecież nie była aż taka względem ludzi, których znała krócej - lub raczej mężczyzn. Daleko jej było do frywolności Akane.
- Marudo. Mhm, dorzucamy kolejne przezwisko i idziemy na rekord, Panie Misiu? Wiesz, że mugole to mają takiego swojego Niedźwiedzia też w Lonydnie? Nazywa się Paddington, jest bardzo popularny i nosi płaszcz oraz kapelusz. - opowiedziała mu o maskotce, którą widziała ostatnio, gdy była w nie magicznym Londynie i o której opowiadali znajomi. Misiek powstał z pięć lat temu i cieszył się rosnącą popularnością, stając się z wolna pewnego rodzaju symbolem dla tego kraju. Nawet pałac wykorzystywał jego wizerunek, tak sugerowała Katie. - Rzutki! Jakie robimy zasady? Jak nie trafimy w tarczę, to zadajesz pytanie, wyzwanie, lub pijesz?
Uśmiechnęła się figlarnie, pozwalając sobie widocznie już w pełni na zabawę, skoro miała go obok siebie. Zwykle uważała, starała się nie zrobić na tyle, aby nie była w stanie wrócić do domu, ale kto by ją zaczepił w towarzystwie Hjalmara? Nikt rozsądny.
Zdziwienie pojawiło się na jej twarzy dlatego, że się tego nie spodziewała akurat dziś i w tym miejscu, tak przy ludziach. Islandczyk był przecież nieśmiały, lawirował tak, aby unikać sytuacji tego typu, co zauważyła już podczas wesela u jego przyjaciół, gdzie sugestie jego ojca same w sobie wprawiły go w zakłopotanie oraz zdenerwowanie. I właściwie nadal nie była pewna, co oddziaływało wtedy na niego mocniej. - Nie szkodzi. Nie było wtedy odpowiedniego momentu, wiem. - dokończyła za niego, posyłając mu jedynie ciepły uśmiech, który świadczył o tym, że wcale jej to nie przeszkadzało. Jak mogłoby, skoro zrobił coś specjalnie dla niej? Była tak niesamowicie szczęśliwa, dostała taki zastrzyk endorfin i adrenaliny, że gdyby nie fakt, że raczej by nie był zachwycony, to pewnie by go porządnie ucałowała w podziękowaniu. Literka była śliczna, delikatna i jednocześnie pasowała do wszystkiego, więc Pandora nie będzie musiała jej zdejmować. Dla niej był to najpiękniejszy prezent i najpiękniejsza biżuteria, jaką dostała. Nim jednak się zorientowała i zastanowiła, jak mu podziękować, już go przytulała, jak zwykle robiąc coś bez pomyślunku. Nie było jednak tak, że wybrana przez nią opcja się jej nie podobała, zwłaszcza gdy nie była od niego aż tyle niższa. I nawet jeśli - o zgrozo - pogładził ją po plecach, jak młodszą siostrę, nie popsuło jej to humoru. Zaskakujące, jak wciąż mało swobodnie się przy niej czuł, miała wrażenie, że spinał się za każdym razem, gdy w jakikolwiek sposób naruszała jego przestrzeń osobistą, niezależnie czy było to przytulenie, czy pociągnięcie gdzieś za rękę, podczas gdy brunetce wydawało się to naturalną i pasującą do okoliczności reakcją. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, postępowała wobec niego i z nim tak, jak po prostu czuła, że musiała i przede wszystkim też chciała, czasem nawet się powstrzymując. - W całej swojej prostocie, zupełnie nie ułatwiasz mi życia. Spróbuj. - skomentowała tylko z cichym śmiechem, wywracając oczami, chociaż nie powiedziała mu wprost, do czego nawiązywały jej słowa. Stanęła grzecznie i względnie nieruchomo, zaciskając palce na brązowych, uwięzionych w kitce włosach. Zaskakujące, jak umiał skupić się na czymś tak błahym, jak zapięcie łańcuszka. Jeśli pracował w kuźni nad jakimś delikatnym projektem, to w ogóle rozmawiał ze swoim ojcem lub zauważał otaczający go świat, czy całkiem nie było z nim kontaktu? Starała się nie wiercić, chociaż korciło ją niemiłosiernie, żeby zerknąć na twarz Islandczyka. Nie mogła też myśleć o tym, że ją trochę łaskotał, bo kark, nie tylko był wrażliwy, ale na owo łaskotanie podatny.. Zaciskała więc usta lub paliła głupka, że chichotała okazjonalnie przez to, że mu nie wychodziło, a gęsią skórkę, którą zostawiał, musiała wierzyć, że nie zauważy. - Nie szkodzi. Nie bądź taki smutny, bo ja będę smutna. - odwróciła się przodem do niego, zaciskając palce na pudełeczku, które jej wręczył i wbiła w niego spojrzenie. - Pomyśl nad tymi strzałkami, a ja zaraz będę! - dodała jeszcze, rozglądając się dookoła, zanim posłała zachwycony uśmiech. Odeszła kawałek, szukając właściwej osoby, bo zajęci sobą Anglicy byli odcięci bardziej od rzeczywistości, niż Niedźwiadek, gdy majstrował przy łańcuszku. Dostrzegła znajomą brunetkę, na której widok mimowolnie zacisnęła palce na pudełeczku, zastanawiając się, co powinna zrobić i co chciała zrobić. I wiedziała, że powinna była zachować się egoistycznie, ale nie umiała, zwłaszcza gdy wspominała Elizie o nim wcześniej. Podeszła więc do niej, obejmując ramieniem z uśmiechem i poprosiła, aby ta zapięła jej literkę na szyi, co zarumieniona zrobiła niemalże natychmiast. Była nieco niższa od Pandory nawet w obcasach, więc musiała się trochę nachylić.
- Ni.. Hjalmar, to Eliza, moja koleżanka. - oznajmiła mu pogodnie, gryząc się w język, aby przypadkiem nie nazwać go w ten szczególny sposób, bo po co tamta miała wiedzieć? Eliza była urocza i wyglądała na bardzo przyzwoitą, głównie przez skromną sukienkę na długi rękaw, która pozbawiona była głębokiego dekoltu i sięgała do kolan, podkreślając talię oraz biodra przez to, że materiał rozszerzał się ku dołowi. Miała ładną figurę, nieco pełniejszą i jasnobrązowe włosy, które sięgały jej do ramion. Karnacje miała bladą, a oczy duże i zielone. Była idealnie taką dziewczyną, jaką dobra siostra przedstawiła by bratu.
- Miło mi. Panda dużo mi o Tobie opowiadała. - zaczęła melodyjnym i miłym głosem, chociaż dość nieśmiałym. Róż rozlał się jej po policzkach, a ona wstydziła się spojrzeć mu prosto w oczy. Grzecznie wyciągnęła jednak dłoń na przywitanie. Prewettówna uśmiechała się po prostu, stojąc obok, chociaż jej uwaga wędrowała ciągle w dół, gdzie w palcach obracała swoją złotą literkę. - Słyszałam, że lubisz przyrodę i znasz się na polowaniach? Mój Tata jest pracownikiem rezerwatu, a do tego hobbistycznie łowi i poluje.
Dodała jeszcze Liz, posyłając mu subtelny uśmiech.
- OLIVER mi uciekł! - głos Kany rozległ się echem, gdy wbiegła po schodach i objęła ze smutną miną przyjaciółkę. A potem dostrzegła towarzyszącą jej brunetkę i ściągnęła brwi, wędrując pytającym spojrzeniem po twarzach zebranych, jakby nie rozumiała, co się działo. - Myślisz, że go wystraszyłam? Może po prostu się zakochał w Tobie i nie dostrzegł mojego piękna? - kontynuowała jednak, odwracając twarz w stronę Prewettówny, łaskocząc ją kosmykami czarnych włosów po odkrytych ramionach. Ta posłała jej tylko krótki uśmiech, wzruszając ramionami - odrobinę współczujący, bo Oliver był bardzo w jej typie i na pewno miała wobec mężczyzny wielkie plany.
- Mogłaś poprosić o jego adres albo zapytać, gdzie możesz go spotkać. - zasugerowała rozbawiona, przenosząc spojrzenie na Hjalmara. Czy ona powinna im teraz wszystkim zasugerować grę w strzałki? Jak zwykle, nie umiała sama zdecydować. Poczuła oddech na szyi, a następnie chłodną dłoń Akane na swoim wisiorku. - O nie koleżanko, tego Ci nie oddam.
- Oddajesz mi przecież zawsze wszystko z biżuterii, co chcę. Nie bądź taka, religie świata każą się dzielić! Zobacz, jakie to ładne!
Brunetka cofnęła się pół kroku, odsuwając obronnie dłoń biżuteryjnej sroki od swojego prezentu, na co Eliza zakryła usta dłonie, chichocząc. Widać było, że próbowała z nim nawiązać konwersację, ale nie wiedziała, jak się za to zabrać. Pandora musiała sobie powtarzać, że jest miłą i dobrą dziewczyną, a Liz po prostu nie ma doświadczenia i odwagi, wszystko było przed nią i to wcale nie było nawet troszkę smutne, że nie umiała sama się odezwać. Kana natomiast prychnęła, rzuciła coś pod nosem w rodzinnym języku swojej matki, a potem objęła ramię Islandczyka, patrząc na niego z dołu z miną skrzywdzonego i obrażonego dziecka, jakby miał jej pomóc.
Trochę mu tego spania zazdrościła, bo ona musiała wspomagać się odpowiednimi środkami od uzdrowicieli. W mieszkaniu miała całą szufladę ziółek, tabletek i eliksirów nasennych, a także pobudzających, na wypadek gdyby po nieprzespanej nocy, nadszedł ciężki dzień. Hjalmar spał twardo, niezależnie, jak wierciła się w Turcji, wcale się nie obudził, nawet aparat nie zadziałał! Zupełnie, jak Niedźwiedź. Ciężko pracował i dużo jadł, nic więc dziwnego, że spał jak małe dziecko, zwłaszcza jeśli dodać do tego butelkę lub w tym przypadku kufel. Uśmiechnęła się pod nosem do swoich myśli, przenosząc wzrok na paluszka, którego kończyła jeść. Przestała się już łudzić, że taka forma posiłku zwolni działanie alkoholu na jej organizm. - Chyba?- złapała go za słówko, podczas gdy jej palce zaciskały się dookoła jego grożącego gestu. Jego pytanie sprawiło, że roześmiała się krótko, kręcąc głową, że przecież nic takiego. Bo jak niby miała się go bać, zwłaszcza gdy dookoła nie było żadnej plaży lub rzeki, do której mógłby ją wrzucić? Owszem, w Londynie płynęła Tamiza, ale dzieliło ich od niej chyba kilka kilometrów. Gdy brunetka piła, była jeszcze bardziej odważna. - Znowu mi dokuczasz. Nie mogłabym pracować w policji, każdemu bym wybaczyła i dawała drugą szansę, a świat pogrążyłby się w chaosie. - odparła z ciężkim westchnieniem, zupełnie świadoma swoich wad. Wyjątkiem byliby najpewniej bezwzględni mordercy czy zboczeńcy, którzy krzywdzili innych dla własnej przyjemności. Tego by nie umiała ot tak wybaczyć. O i jeszcze takim ludziom, którzy ranili dzieci oraz zwierzęta. Przez myśl kolejny raz przemknęło jej to, że siedzący na stołku obok mężczyzna, był niemożliwie uroczy. Jego twarz, która teoretycznie chowała wszystkie emocje, gdy już zdecydował się je uzewnętrznić, oddawała je bardzo dokładnie. Branie odpowiedzialności - świadomej i pełnej, za Akane, mogłoby przytłoczyć każdego. Nic dziwnego, że Azjatka wierzyła w wieczne bycie singlem, bo żaden partner by sobie z nią nie poradził. Chciała coś skomentować, pewnie nawet zabawnie, ale palec Hjalmara przywarł do jej warg, a ona wytrzeszczyła na niego podkreślone makijażem oczy, odrobinę się zapowietrzają. Owszem, ona mu tak robiła, ale mogła i to było normalne, ale Niedźwiadek właściwie nie robił niczego z wachlarza jej sztuczek i gestów. Nic więc dziwnego, że ją zaskoczył i nawet sprawił, że odrobinę się zawstydziła. Prychnęła więc, krzyżując na chwile ręce pod biustem, może faktycznie trochę z miną skarconego dziecka. - Pomyśleliby, że mówię o drinku. - szepnęła konspiracyjnie, gdy jej usta odzyskały wolność.
Kolorowa wódka wchodziła zbyt lekko, smakowała czasem jak soczek i dawała złudne poczucie bezpieczeństwa w piciu. Człowiek stracił rachubę, wierzyło w to, że działanie będzie zupełnie inne, niż przy czystej. - Nie jest taka zła. I wiesz co? Zdecydowanie mnie nie doceniasz. Jeśli nadal będziemy się widywać, to jeszcze nie raz Cię zaskoczę. - oznajmiła mu z westchnieniem, odpuszczając sobie kolejną oburzoną minę i prychnięcia. Może nie byłaby to operacja prosta, najpewniej skończyłby z zaklęciem lewitującym po tym, jak razem z Jerrym wsadziłaby go do taksówki, a potem wywlokła na chodnik przed miejscem, gdzie mieszkała. Niezależnie, jak wiele Pandora piła, zawsze była jednak względem innych odpowiedzialna - sprawdzała, czy wszyscy są i czy nikt nie został na tyłach. Dziś było prościej, bo miała lub raczej powinna mieć oko tylko na niego.
- A więc mam szansę nauczyć się od najlepszych w kwestii porwań. Nie zdziw się więc, mój Drogi, jak przyjdzie taki dzień, gdy ze zdezorientowaniem rozejrzył się dookoła i nie będziesz wiedział, gdzie jesteś, bo role się odwrócą. I wiesz co? Kot brzmi dużo lepiej, niż kleszcz. - zakończyła swoją wypowiedź z odrobiną uznania, sugerując mu tym samym, że pasożytniczego robaka to naprawdę mogliby się ze swoich rozmówek pozbyć na zawsze. I jeszcze to, że wcale o tym nie zapomniała. Posłała mu jednak kolejny ze swoich uśmiechów, gdy mówił dalej, przyznając, że później faktycznie znajdzie trochę czasu na to, aby poznać lepiej okoliczne tereny Doliny Godryka. Nie widzieli się wcale tak dużo razy, ale zawsze obserwowała go i słuchała na tyle uważnie, aby pewne rzeczy o nim wiedzieć. Lub sobie wywnioskować, ewentualnie odpowiedzieć. Nie bez powodu wspomniała mu kiedyś, że wilka nie można zamknąć w klatce, bo będzie nieszczęśliwy, a najpewniej to zrobiłaby z nim jej kuzynka, gdyby zdecydował się na ożenek. Nie byłoby też trochę zabawnie, gdyby byli rodziną? Aczkolwiek Deniz pewnie zamarzłaby na Islandii, a Londyn by ją wciągnął na tyle, że nie byłaby w ogóle w domu. - A Lithę w tym roku chcesz spędzić tutaj, czy wyrwiesz się do domu? Ja też nie chodziłam na szczudłach. Nie lubię w ogóle cyrków, a tam chodzą. Ubrani tak kolorowo i z czerwonymi nosami. - rękoma najpewniej usiłowała mu też pokazać, że uprawiający sztukę chodzenia na szczudłach klauni, są również odrobinę otyli. Poruszali się z zaskakująca gracją, ale nie ratowało to w ogóle wizerunku ich miejsca pracy w oczach brunetki. A pytanie o Lithę wymsknęło się jej samo, zupełnie nie kontrolowała jego zadawania. - Podoba mi się, że im więcej czasu ze mną spędzasz, tym częściej się uśmiechasz.
Zauważyła jeszcze, odrobinę nachylając się w jego stronę, jakby zdradzała mu jakiś sekret. Zrobiła to dodatkowo z taką niewinnością, że trudno byłoby się na nią gniewać.
Jego świadomość odnośnie do tego, że nie dało się na niego gniewać, wydała się Pandorze niepokojąca, jakby zabrał jej jakąś kartę i możliwości tym stwierdzeniem. Niby jak miała czasem z tego korzystać, skoro był tak pewny, że mu wybaczy? Zmierzyła go wzrokiem w zamyśleniu, jakby zastanawiała się, jak to skomentować, ale ostatecznie wzruszyła ramionami, przyznając mu rację z odrobiną niechęci. W przypadku Turczynki, była to też kwestia tych niebieskich oczu, miała do nich olbrzymią słabość - co nie było czymś szczególnie dziwnym, jak kochało się Astronomie i spoglądanie w niebo, którego miały odcień Niedźwiedziowe tęczówki. Równowaga musiała zostać zachowana i wiedziała, że gdyby się bardzo postarała i była urocza, to też by się na nią nie złościł, co nieraz się już udało. Całe szczęście, bo inaczej pewnie dawno miałby jej dość.
Przyglądała mu się w milczeniu, nie ruszając się z miejsca. Skąd miała wiedzieć, czy mogła tak zrobić, czy mu to przeszkadzało, czy może tylko udawał, że jest oburzony, a tak naprawdę mu to odpowiadało? Gdyby pozwalał sobie na odrobinę więcej szczerości i odrobinę więcej emocji, byłoby prościej. A tak, musiała liczyć na odrobinę szczęścia, że wyraz jego twarzy cokolwiek jej zdradzi. Podobno z kobietami było trudno. - Kiedyś podam Ci eliksir prawdy, spisze pytania na kartce i zrobię sobie instrukcję obsługi. - stwierdziła w końcu ze zrezygnowaniem w głosie, cofając jednak ręce, bo niczego mądrego poza niedowierzaniem nie zobaczyła. Nie ułatwiał jej życia. Ona zwykle dawała jasne komunikaty, była wylewnym człowiekiem i każdy, kto spędził z nią trochę czasu wiedział, że lubiła czasem ot tak się przytulić lub też pociągnąć kogoś za rękę, chociaż przed samą sobą musiała przyznać, że przy nim wykorzystywała to nagminnie. Zwykle przecież nie była aż taka względem ludzi, których znała krócej - lub raczej mężczyzn. Daleko jej było do frywolności Akane.
- Marudo. Mhm, dorzucamy kolejne przezwisko i idziemy na rekord, Panie Misiu? Wiesz, że mugole to mają takiego swojego Niedźwiedzia też w Lonydnie? Nazywa się Paddington, jest bardzo popularny i nosi płaszcz oraz kapelusz. - opowiedziała mu o maskotce, którą widziała ostatnio, gdy była w nie magicznym Londynie i o której opowiadali znajomi. Misiek powstał z pięć lat temu i cieszył się rosnącą popularnością, stając się z wolna pewnego rodzaju symbolem dla tego kraju. Nawet pałac wykorzystywał jego wizerunek, tak sugerowała Katie. - Rzutki! Jakie robimy zasady? Jak nie trafimy w tarczę, to zadajesz pytanie, wyzwanie, lub pijesz?
Uśmiechnęła się figlarnie, pozwalając sobie widocznie już w pełni na zabawę, skoro miała go obok siebie. Zwykle uważała, starała się nie zrobić na tyle, aby nie była w stanie wrócić do domu, ale kto by ją zaczepił w towarzystwie Hjalmara? Nikt rozsądny.
Zdziwienie pojawiło się na jej twarzy dlatego, że się tego nie spodziewała akurat dziś i w tym miejscu, tak przy ludziach. Islandczyk był przecież nieśmiały, lawirował tak, aby unikać sytuacji tego typu, co zauważyła już podczas wesela u jego przyjaciół, gdzie sugestie jego ojca same w sobie wprawiły go w zakłopotanie oraz zdenerwowanie. I właściwie nadal nie była pewna, co oddziaływało wtedy na niego mocniej. - Nie szkodzi. Nie było wtedy odpowiedniego momentu, wiem. - dokończyła za niego, posyłając mu jedynie ciepły uśmiech, który świadczył o tym, że wcale jej to nie przeszkadzało. Jak mogłoby, skoro zrobił coś specjalnie dla niej? Była tak niesamowicie szczęśliwa, dostała taki zastrzyk endorfin i adrenaliny, że gdyby nie fakt, że raczej by nie był zachwycony, to pewnie by go porządnie ucałowała w podziękowaniu. Literka była śliczna, delikatna i jednocześnie pasowała do wszystkiego, więc Pandora nie będzie musiała jej zdejmować. Dla niej był to najpiękniejszy prezent i najpiękniejsza biżuteria, jaką dostała. Nim jednak się zorientowała i zastanowiła, jak mu podziękować, już go przytulała, jak zwykle robiąc coś bez pomyślunku. Nie było jednak tak, że wybrana przez nią opcja się jej nie podobała, zwłaszcza gdy nie była od niego aż tyle niższa. I nawet jeśli - o zgrozo - pogładził ją po plecach, jak młodszą siostrę, nie popsuło jej to humoru. Zaskakujące, jak wciąż mało swobodnie się przy niej czuł, miała wrażenie, że spinał się za każdym razem, gdy w jakikolwiek sposób naruszała jego przestrzeń osobistą, niezależnie czy było to przytulenie, czy pociągnięcie gdzieś za rękę, podczas gdy brunetce wydawało się to naturalną i pasującą do okoliczności reakcją. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, postępowała wobec niego i z nim tak, jak po prostu czuła, że musiała i przede wszystkim też chciała, czasem nawet się powstrzymując. - W całej swojej prostocie, zupełnie nie ułatwiasz mi życia. Spróbuj. - skomentowała tylko z cichym śmiechem, wywracając oczami, chociaż nie powiedziała mu wprost, do czego nawiązywały jej słowa. Stanęła grzecznie i względnie nieruchomo, zaciskając palce na brązowych, uwięzionych w kitce włosach. Zaskakujące, jak umiał skupić się na czymś tak błahym, jak zapięcie łańcuszka. Jeśli pracował w kuźni nad jakimś delikatnym projektem, to w ogóle rozmawiał ze swoim ojcem lub zauważał otaczający go świat, czy całkiem nie było z nim kontaktu? Starała się nie wiercić, chociaż korciło ją niemiłosiernie, żeby zerknąć na twarz Islandczyka. Nie mogła też myśleć o tym, że ją trochę łaskotał, bo kark, nie tylko był wrażliwy, ale na owo łaskotanie podatny.. Zaciskała więc usta lub paliła głupka, że chichotała okazjonalnie przez to, że mu nie wychodziło, a gęsią skórkę, którą zostawiał, musiała wierzyć, że nie zauważy. - Nie szkodzi. Nie bądź taki smutny, bo ja będę smutna. - odwróciła się przodem do niego, zaciskając palce na pudełeczku, które jej wręczył i wbiła w niego spojrzenie. - Pomyśl nad tymi strzałkami, a ja zaraz będę! - dodała jeszcze, rozglądając się dookoła, zanim posłała zachwycony uśmiech. Odeszła kawałek, szukając właściwej osoby, bo zajęci sobą Anglicy byli odcięci bardziej od rzeczywistości, niż Niedźwiadek, gdy majstrował przy łańcuszku. Dostrzegła znajomą brunetkę, na której widok mimowolnie zacisnęła palce na pudełeczku, zastanawiając się, co powinna zrobić i co chciała zrobić. I wiedziała, że powinna była zachować się egoistycznie, ale nie umiała, zwłaszcza gdy wspominała Elizie o nim wcześniej. Podeszła więc do niej, obejmując ramieniem z uśmiechem i poprosiła, aby ta zapięła jej literkę na szyi, co zarumieniona zrobiła niemalże natychmiast. Była nieco niższa od Pandory nawet w obcasach, więc musiała się trochę nachylić.
- Ni.. Hjalmar, to Eliza, moja koleżanka. - oznajmiła mu pogodnie, gryząc się w język, aby przypadkiem nie nazwać go w ten szczególny sposób, bo po co tamta miała wiedzieć? Eliza była urocza i wyglądała na bardzo przyzwoitą, głównie przez skromną sukienkę na długi rękaw, która pozbawiona była głębokiego dekoltu i sięgała do kolan, podkreślając talię oraz biodra przez to, że materiał rozszerzał się ku dołowi. Miała ładną figurę, nieco pełniejszą i jasnobrązowe włosy, które sięgały jej do ramion. Karnacje miała bladą, a oczy duże i zielone. Była idealnie taką dziewczyną, jaką dobra siostra przedstawiła by bratu.
- Miło mi. Panda dużo mi o Tobie opowiadała. - zaczęła melodyjnym i miłym głosem, chociaż dość nieśmiałym. Róż rozlał się jej po policzkach, a ona wstydziła się spojrzeć mu prosto w oczy. Grzecznie wyciągnęła jednak dłoń na przywitanie. Prewettówna uśmiechała się po prostu, stojąc obok, chociaż jej uwaga wędrowała ciągle w dół, gdzie w palcach obracała swoją złotą literkę. - Słyszałam, że lubisz przyrodę i znasz się na polowaniach? Mój Tata jest pracownikiem rezerwatu, a do tego hobbistycznie łowi i poluje.
Dodała jeszcze Liz, posyłając mu subtelny uśmiech.
- OLIVER mi uciekł! - głos Kany rozległ się echem, gdy wbiegła po schodach i objęła ze smutną miną przyjaciółkę. A potem dostrzegła towarzyszącą jej brunetkę i ściągnęła brwi, wędrując pytającym spojrzeniem po twarzach zebranych, jakby nie rozumiała, co się działo. - Myślisz, że go wystraszyłam? Może po prostu się zakochał w Tobie i nie dostrzegł mojego piękna? - kontynuowała jednak, odwracając twarz w stronę Prewettówny, łaskocząc ją kosmykami czarnych włosów po odkrytych ramionach. Ta posłała jej tylko krótki uśmiech, wzruszając ramionami - odrobinę współczujący, bo Oliver był bardzo w jej typie i na pewno miała wobec mężczyzny wielkie plany.
- Mogłaś poprosić o jego adres albo zapytać, gdzie możesz go spotkać. - zasugerowała rozbawiona, przenosząc spojrzenie na Hjalmara. Czy ona powinna im teraz wszystkim zasugerować grę w strzałki? Jak zwykle, nie umiała sama zdecydować. Poczuła oddech na szyi, a następnie chłodną dłoń Akane na swoim wisiorku. - O nie koleżanko, tego Ci nie oddam.
- Oddajesz mi przecież zawsze wszystko z biżuterii, co chcę. Nie bądź taka, religie świata każą się dzielić! Zobacz, jakie to ładne!
Brunetka cofnęła się pół kroku, odsuwając obronnie dłoń biżuteryjnej sroki od swojego prezentu, na co Eliza zakryła usta dłonie, chichocząc. Widać było, że próbowała z nim nawiązać konwersację, ale nie wiedziała, jak się za to zabrać. Pandora musiała sobie powtarzać, że jest miłą i dobrą dziewczyną, a Liz po prostu nie ma doświadczenia i odwagi, wszystko było przed nią i to wcale nie było nawet troszkę smutne, że nie umiała sama się odezwać. Kana natomiast prychnęła, rzuciła coś pod nosem w rodzinnym języku swojej matki, a potem objęła ramię Islandczyka, patrząc na niego z dołu z miną skrzywdzonego i obrażonego dziecka, jakby miał jej pomóc.