09.06.2023, 12:47 ✶
- Ewentualnie nie miała szczęście, co do celu – mruknął Cathal. Tym razem trafiła perfekcyjnie, a przynajmniej wiele na to wskazywało. Jamil był mocno związany z limbo, jak niemal każdy, kto miał w sobie krew Trelawneyów, w dodatku tego wieczora na Polanie Ognia działy się dziwne rzeczy, które prawdopodobnie mogły naruszyć cienką równowagę pomiędzy światami. Niemniej Shafiqa w tej chwili nie interesowały przyczyny, a raczej rezultat. Czy też pozbycie się tego rezultatu.
Przez głowę przeszło mu pytanie, czy to był jedyny taki przypadek. Czy nie uwolniono większej ilości duchów, dla których Beltane obok Samhain było najlepszą porą na opętanie…? Sebastiana mogły czekać pełne ręce roboty.
Zwłaszcza że, Cathal był niemal pewien, w tej chwili w Kniei Godryka umierali ludzie. Jeśli Voldemort we własnej osobie pojawił się na sabacie, a krzyki, jakie dobiegły ich uszu tuż przed teleportacją o tym świadczyły, na pewno nie zrobił tego tylko po to, aby zatańczyć wokół ogniska. I chociaż Shafiq chciał wierzyć, że ta cała wojna go nie dotyczyła, miał paskudne przeczucia, że konsekwencje tej nocy dotkną ich wszystkich.
To drobne opętanie pewnie chwilowo nikogo w Ministerstwie nie zainteresuje. Ale Cathal uznał, że uświadomi Sebastiana w sytuacji dopiero, kiedy to skończą. Jeden problem na raz.
- Jeśli dasz mi trzy minuty, będę je znał - odparł krótko na pytanie odnośnie wersów. Wyciągnął rękę, chcąc przejąć skopiowany modlitewnik od Macmillana. Cathal nie lubił zaprzątać sobie głowy zbędnymi informacjami, więc do tej pory nawet nie przyszło mu do głowy do takiego zajrzeć i nie pojawiał się na żadnych zbiorowych modlitwach, grożących zapamiętaniem setek wersów. W tej chwili jednak tego potrzebowali. Jego pamięć gwarantowała, że pośpiesznie przeczytanie odpowiednich wersetów pozwoli potem powtórzyć je bezbłędnie nie tylko tego wieczora, ale także za dziesięć lat. Nell zawahała się, ale też wyciągnęła rękę, i po chwili głosy Shafiqa i Bagshot dołączyły do inkantacji, wypowiadanej przez Sebastiana. Cathal nie potrzebował już kartki, wpatrywał się więc w Jamila, czekając, czy pojawi się jakaś reakcja, świadcząca o tym, że madame Salome wreszcie opuściła jego ciało.
Początkowo nic się nie działo. Kiedy jednak Macmillan przeszedł do recytacji po łacinie, Anwar zaczął szarpać się w więzach. Próbował – a może próbowała? – krzyczeć, ale ze względu na knebel z ust nie wydobył się żaden dźwięk. Ani Cathal, ani Leta czy Nell nie byli w stanie powiedzieć, czy rytuał się powiódł, ale Sebastian jako doświadczony egzorcysta wiedział, że teraz może pochwycić ducha Francuski lub korzystając z mocy Beltane, odesłać ją na drugą stronę.
Jamil w końcu zwiotczał i osunął się na kanapę. Nell rzuciła kopię modlitewnika i podbiegła do niego z różdżką w ręku, pośpiesznie sprawdzając, czy oddycha, kontrolując puls i rzucając inne, tajemnicze zaklęcia uzdrowicielskie.
Przez głowę przeszło mu pytanie, czy to był jedyny taki przypadek. Czy nie uwolniono większej ilości duchów, dla których Beltane obok Samhain było najlepszą porą na opętanie…? Sebastiana mogły czekać pełne ręce roboty.
Zwłaszcza że, Cathal był niemal pewien, w tej chwili w Kniei Godryka umierali ludzie. Jeśli Voldemort we własnej osobie pojawił się na sabacie, a krzyki, jakie dobiegły ich uszu tuż przed teleportacją o tym świadczyły, na pewno nie zrobił tego tylko po to, aby zatańczyć wokół ogniska. I chociaż Shafiq chciał wierzyć, że ta cała wojna go nie dotyczyła, miał paskudne przeczucia, że konsekwencje tej nocy dotkną ich wszystkich.
To drobne opętanie pewnie chwilowo nikogo w Ministerstwie nie zainteresuje. Ale Cathal uznał, że uświadomi Sebastiana w sytuacji dopiero, kiedy to skończą. Jeden problem na raz.
- Jeśli dasz mi trzy minuty, będę je znał - odparł krótko na pytanie odnośnie wersów. Wyciągnął rękę, chcąc przejąć skopiowany modlitewnik od Macmillana. Cathal nie lubił zaprzątać sobie głowy zbędnymi informacjami, więc do tej pory nawet nie przyszło mu do głowy do takiego zajrzeć i nie pojawiał się na żadnych zbiorowych modlitwach, grożących zapamiętaniem setek wersów. W tej chwili jednak tego potrzebowali. Jego pamięć gwarantowała, że pośpiesznie przeczytanie odpowiednich wersetów pozwoli potem powtórzyć je bezbłędnie nie tylko tego wieczora, ale także za dziesięć lat. Nell zawahała się, ale też wyciągnęła rękę, i po chwili głosy Shafiqa i Bagshot dołączyły do inkantacji, wypowiadanej przez Sebastiana. Cathal nie potrzebował już kartki, wpatrywał się więc w Jamila, czekając, czy pojawi się jakaś reakcja, świadcząca o tym, że madame Salome wreszcie opuściła jego ciało.
Początkowo nic się nie działo. Kiedy jednak Macmillan przeszedł do recytacji po łacinie, Anwar zaczął szarpać się w więzach. Próbował – a może próbowała? – krzyczeć, ale ze względu na knebel z ust nie wydobył się żaden dźwięk. Ani Cathal, ani Leta czy Nell nie byli w stanie powiedzieć, czy rytuał się powiódł, ale Sebastian jako doświadczony egzorcysta wiedział, że teraz może pochwycić ducha Francuski lub korzystając z mocy Beltane, odesłać ją na drugą stronę.
Jamil w końcu zwiotczał i osunął się na kanapę. Nell rzuciła kopię modlitewnika i podbiegła do niego z różdżką w ręku, pośpiesznie sprawdzając, czy oddycha, kontrolując puls i rzucając inne, tajemnicze zaklęcia uzdrowicielskie.