Avelina dzisiaj do pracy przyszła już o trzeciej nad ranem, ponieważ musiała uwarzyć kilka specyficznych eliksirów do zapasów w aptece. Na szczęście nie była sama, ponieważ jej szef zawsze w takich sytuacjach pojawiał się i jej pomagał, a czasami po prostu jeszcze doszkalał z niektórych rzeczy. Dziewczyna naprawdę lubiła pracę i dobrze czuła się w tym miejscu. Marzyła o tym, aby otworzyć swoją własną aptekę, ale nie miała odwagi porzucić swojego szefa, który był dla niej zbyt miły i dobry. Wyszła z pracy po trzynastej, a w sumie to szef ją pogonił, że miała odpocząć. Paxton jednak nie wiedziała, co to jest odpoczynek i postanowiła przyjść do swojej kuzynki, aby jej pomóc w czymkolwiek. Nawet jeśli będzie miała tylko usiąść i zająć się jej córką. Lubiła pomagać Norze, bo czuła wtedy, że jest przydatna i potrzebna.
Zaczęła wędrować uliczkami, które znała na pamięć, a które miały ją szybko doprowadzić do Klubokawiarni Nory. Miała naprawdę dobry humor i pomimo małej ilości snu nie czuła szczególnie zmęczenia. Twarz jej jednak jak zwykle była obojętna, z drobnym uśmieszkiem, który przez osoby obce był brany za drwiący. Ku jej zdziwieniu Norę dostrzegła siedzącą na krawężniku dziwnie oszołomioną. Zmarszczyła brwi i szybko do niej dopadła.
— Nora? – uklękła przed nią pochylając się ku dziewczynie. – Wszystko w porządku? Czemu siedzisz na ziemi? – zapytała kładąc delikatnie dłonie na jej ramieniu. Rozejrzała się dookoła jakby szukała kogoś, kto mógł wyglądać na jakiegoś napastnika.