W jaki sposób wkupił się w ich łaski? Również chciałby to wiedzieć. Po prostu stało się. I tyle.
— Przybyłem do Wielkiej Brytanii, by pobierać nauki od doktora Slughorna... Tak poznałem jego wnuczkę, pannę Vesperę Rookwood. Zdaje się, że akurat potrzebowała prywatnego uzdrowiciela... A ja miałem dobre rekomendacje. A po tym co stało się... niedawno... zostałem poinformowany o istnieniu Śmierciożerców, a także przekazano mi instrukcje związane z tym, jak ich traktować. Cóż, właściwie to zostałem poinformowany przed oficjalnym ogłoszeniem się Czarnego Pana.
Świeża krew. Żadnych znajomości w kraju. Idealny rekrut. Można mu pokazać perspektywę konfliktu z najbardziej atrakcyjnej dla niego strony. Przekonać go do swojej racji. Oczernić wroga w najgorszy możliwy sposób. Ez od początku zorientował się, że wciągnięto go nie do tego stronnictwa, w którym powinien się znaleźć. Ale nie było ucieczki.
— W widocznym miejscu... No tak, mógłbym ją spreparować... Faktycznie...
Machnął różdżką, by zapakować głowę w materiał, w którym tu przybyła. Następnie przetransportował ją gdzieś na blat na drugim końcu gabinetu. Oczywiście z użyciem magii. Tak chętnie pozbyłby się tego artefaktu jak najszybciej. Ale nie mógł ryzykować ponownej wizyty czarownicy i pytań o cudowną pamiątkę. Nie chciał wymyślać przekonujących wymówek. Po prostu wrzuci głowę do słoika z formaliną. Albo zostawi samą czaszkę, by jak najszybciej zapomnieć, że to należało kiedyś do żyjącego człowieka.
Wtedy też przypomniał sobie, że czarodziej pojawił się z jakimś zwierzęciem. Ale nie powinien o nie pytać, zdecydowanie nie. Pewnie też nie żyło, bądź skomlało smutnie by zwłokach właściciela. A mógł mu po prostu pomóc... Na pewno by coś zdziałał. Po prostu obecność czarownicy za bardzo go stresowała i bał się dokonywać jakiegokolwiek działania na jej oczach.