11.06.2023, 20:29 ✶
Ucieszyłaby się, wiedząc że nie tyle, ile ją docenia, a ma wrodzony talent do obchodzenia się z nim, chociaż tak naprawdę nie robiła niczego szczególnego, będąc zwyczajnie sobą. Może dlatego, że tak ze sobą kontrastowały i całe to jej gadulstwo, energia i wieczny uśmiech były tym, czego Hjalmar potrzebował, a o czym nie wiedział? Pomijając już, że była naprawdę lojalną przyjaciółką, podobnie zresztą, jak on i zawsze starała się dotrzymać słowa. Wiedziała, że ją doceniał w jakiś sposób, ale nie, że aż tak umiała oswajać Niedźwiedzie.
Dlatego właśnie powinien zawsze oczekiwać nieoczekiwanego. Wbrew temu, co Pandora sądziła i pewnie nawet Islandczyk, wcale nie byłoby go tak trudno porwać, chociaż na zupełnie innych zasadach, niż zrobienie z niego worek ziemniaków. Trudno stwierdzić, że tyle odwagi dodawał jej ten nieszczęsny alkohol, czy może błękit jego oczu, ale mógł być przekonany, że prędzej czy później brunetka spróbuje swoich sił w roli porywacza. Koty były niezależne i prychały, podobnie, jak ona. Ucieszyłaby się jednak nawet z nazywania jej po prostu po imieniu, o ile ten paskudny pasożyt poszedłby w odstawkę. Miała z nim za dobrze i tak, nawet jeśli miała skłonności do idealizowania wszystkiego dookoła, to Hjalmar naprawdę się o nią troszczył, nie była ślepa. I chciała zrobić wszystko, żeby mu się odwdzięczyć, nawet jeśli miało to być tylko pomoc w zaaklimatyzowaniu się w Anglii i poznanie go z ludźmi, żeby potem sam sobie wybrał właściwą grupkę lub nawet koleżankę, lub kolegę do piwa.
Sama nie wiedziała, co z Lithą zrobi, ale w jej głowie malował się plan spędzenia jej ponownie w jego rodzinnych stronach, które strasznie polubiła — o ile oczywiście będzie taka możliwość. Nie zamierzała sobie teraz jednak zawracać tym głowy, przynajmniej dopóki nie dostanie listu zwrotnego. Pewne jednak było, że wyprawa do cyrku im nie groziła.
- Nie śmiej się, przecież Cię nie okłamuje. Jak Cię poznałam, to chciałeś mnie zabić i nie uśmiechałeś się wcale! - odparła na jego rozbawienie, znów korzystając z odrobiny rozbawienia oraz upartości, które rozbrzmiały w jej tonie. Pojedynczy kosmyk włosów spłynął jej do przodu, łaskocząc policzek, gdy poruszyła nieco głową, wlepiając w niego wzrok — podejrzliwy, bo wiedziała przecież tutaj, że się jawnie wykręcał. Czyżby nie lubił się uśmiechać? Mogła to być też kwestia jego nieśmiałości. Nie oceniała go oczywiście, cieszyła się z takiego rozwoju spraw, bardzo podobali się jej uśmiechający się ludzie.
- To? O nie, na Ciebie to nie zadziała. To znaczy, będziesz więcej mówił, ale zanim byłbyś otwarty na tyle, żeby odpowiedzieć mi na kaażde pytanie, to pewnie ja byłabym nieprzytomna. - westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, podążając za jego spojrzeniem w stronę butelki. Nie znaczyło to wcale, że nie zamierzała spróbować, skorzystać z jego sugestii, nawet jak skutki mogły być opłakane. Przypomniała sobie również o przejażdżce na jego plecach i aż oczy jej rozbłysły, gdy podniosła na niego wzrok, powstrzymując jednak chcące uciec spomiędzy warg słowa.
- To ta Twoja Islandzka skromność? - zapytała z uniesioną brwią, jednak bez cienia złośliwości, zaraz kręcąc głową z rozbawieniem. Miał rację, ale nie powinna była tego mówić głośno, bo jeszcze by sobie coś pomyślał. Tylko czy ona nie chciała, żeby sobie coś pomyślał? Niepozornie poprawiła ramiączko od sukienki, chcąc odwrócić uwagę od myśli, których wiedziała przecież, że trzeba unikać, zwłaszcza przy piciu. Jej wzrok na krótką chwilę powrócił do butelki z wódką, która wciąż czekała na odkręcenie, schłodzona i pewnie przyjemnie cierpka, chociaż pozbawiona owocowych nut i kolorów. - Może i amator, ale równie uroczy. Lubisz deszcz? - przerwała na chwilę, mimowolnie zerkając w stronę oddalonego od nich okna. W Wielkiej Brytanii ciągle padało, zwłaszcza w okresie od marca do października i czasem mogło okazać się to cholernie przygnębiające, dlatego tak często uciekała z tego kraju. Na wzmiankę o strzałkach roześmiała się jedynie z niedowierzaniem, zupełnie nie wierząc w jego zapewnienia, że nie umiał tym rzucać. - Radzisz sobie z toporem i w kuźni, takie strzałki to będzie dla Ciebie dziecinna igraszka. Oczywiście nie dam Ci wygrać, ale może uda Ci się ze mną zremisować? Jak wygram, to wymyślę sobie nagrodę.
Oznajmiła mu jeszcze, bo właśnie wpadła na ten genialny pomysł, który przypieczętowała niewinnym puszczeniem mu oczka i przeczesaniem swojej kitki palcami. Mogli usiąść i pić, ale jaka w tym zabawa? Chociaż kto wie, jak rozwinie się noc, skoro wciąż była taka młoda. Pandora rano brała solidną dawkę eliksiru pobudzającego, który nadal bardzo mocno ją trzymał.
Jej palce, jej wzrok — wszystko ciągle wędrowało do złotej literki, którą poruszał niespokojnie na jej szyi, obijając delikatny i chłodny metal o jej obojczyki. Cieszyła się z niego, jak dziecko i nie mogła przestać się uśmiechać. Nie chodziło nawet o to, że dotrzymał słowa, a o fakt, że zrobił to specjalnie dla niej, a przecież musiał poświęcić czemuś tak drobnemu mnóstwo czasu i precyzji. Niezależnie, co nim kierowało — zrobił jej olbrzymią przyjemność. Skąd wiedział, że akurat literka będzie czymś, na co zwróciłaby uwagę, gdyby pokazał jej kilka wzorów, z których mogłaby wybrać? Była zarówno elegancka, jak i codzienna, a odcień złota doskonale komponował się z jej oliwkową skórą. Ucieszyłaby się, że odebrałby jej chichot jako taki z jego poczynań, a nie łaskotki, bo miałby na nią kolejną broń. Zresztą, jak miała się nie śmiać, skoro nie mogła nawet powstrzymywać uśmiechu, przez co pewnie wyglądała już jak nie tylko wstawiona, ale też naćpana. Porządną dawką endorfin, którą serwował Niedźwiadek.
- Nawet jeśli się zgubię, to i tak mnie, znajdziesz. Jesteś w tym ekspertem. - rzuciła figlarnie, nawiązując do ich pierwszego spotkania i zanim zareagował, posłała mu całusa w powietrzu i zniknęła ze śmiechem pomiędzy ludźmi, szukając osoby odpowiedniej do zapięcia jej ślicznej biżuterii.
Pandora miała taki problem, że nie umiała postawić siebie ponad kogoś i wiedziała, czego chciała Eliza. Była naprawdę mądrą i dobrą dziewczyną, mogłaby mu przypaść do gustu tak, jak on z pewnością przypadłby do gustu jej. Akane pewnie zabrałaby go kilka razy do łóżka i poszła dalej, ale Liz chciała zupełnie czegoś innego, nie była taka frywolna i otwarta, nie była też tak głośna, jak Turczynka. Musiała, a raczej chciała przedstawić całe mnóstwo ludzi, żeby mógł sobie znaleźć właściwe towarzystwo, nie mogła wybrać za niego i nie powinna też trzymać go tylko dla siebie, bo jak inaczej miałby poczuć się lepiej w Anglii? Więc z westchnieniem i odrobiną zirytowania, przyprowadziła do niego koleżankę, zaraz po tym, jak ta zapięła jej łańcuszek. I już wiedziała, że w nawyk wejdzie łapanie tej literki w palce, bo była to pierwsza rzecz, którą zrobiła, gdy ta zakołysała się nad biustem.
Liz zawstydziła się tym, jak się zachował i uśmiechnęła się nieśmiało, a Prwettówna dostrzegła, jak za plecami ściska palce jednej dłoni w zdenerwowaniu. Dostrzegła jego dłoń na karku, na co ściągnęła na chwilę brwi w zaniepokojeniu, jednak nie wtrąciła się im w rozmowę, którą za to przerwała Akane, chwilę później wieszając się na niej z rozpaczą za Oliverem.
- Czy on zamruczał? - zapytała cicho, nie spuszczając z Hjalmara ciemnych oczu, na co Pandora przytaknęła, uśmiechając się pod nosem. Protekcyjny jak zawsze. Musiał być przyzwyczajony do ostrożności i nieufności, zwłaszcza wobec mężczyzn, skoro miał siostry. Uznała to więc za odruch naturalny, związany z tym, że przez niego było Kanie przykro i nie spełniła swoich niecnych planów oraz zachcianek.
- A “P” nie może być od pięknej? - zapytała z uniesioną brwią, jeszcze przez chwilę drocząc się z przyjaciółką, próbując wysępić od niej biżuterię. Ona była jednak nieugięta i protekcyjna, nawet obdarzając Azjatkę prychnięciem, robiąc kolejne pół kroku w tył i mając nadzieję, że na nikogo nie wpadnie. Wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem na tego małego zdrajcę, gdy z oskarżycielską miną przytuliła się do ramienia Hjalmara, krzyżując ręce pod biustem. Jeszcze tego brakowało, żeby wykorzystywała Niedźwiadka przeciwko niej samej! Akane dostrzegła chyba głębie jej spojrzenia lub raczej kryjące się za nią myśli, bo zareagowała śmiechem.
- No już się tak nie wściekaj! Widać, że ma siostry i chyba właśnie zostałyśmy też jego siostrzyczkami, Pandziu. Ja się znam, sama mam czwórkę rodzeństwa. - wyjaśniła rzeczowo, mówiąc trochę wyższym tonem czarnooka, na co Pandora westchnęła z rezygnacją, przytakując na to, że faktycznie, miał siostry. Podejrzewała się o bycie zawartością tego worka już od dłuższego czasu, ale to wypierała.
- Może niech dziewczyny rozwiążą to między sobą, a Ty się ze mną napijesz? - zaproponowała Eliza, gdy Akane się od niego odsunęła, ruchem dłoni zapraszając go najpierw na kanapę, gdzie Turczynka zostawiła flaszkę, a potem go lekko ciągnąć, aby z nią usiadł.
Prewettówna przekręciła głowę na bok, przyglądając się temu z odrobiną niedowierzania, ale też nie mogła specjalnie zareagować. Akane spojrzała na nią, opierając ręce na biodrach.
- Czy ona właśnie ukradła sobie mojego Islandczyka?
- Twojego? - powtórzyła również szeptem do przyjaciółki Azjatka, powstrzymując śmiech jednak na widok jej spojrzenia, które później przerodziło się w młynek oczami. Obydwie miały na tyle rozsądku, by mówić cicho między sobą. - A to nie tak, że sama ją mu przedstawiłaś?
- To prawda.
- Po co? No co? Przecież nie jesteś zachwycona. Znam Cię dwadzieścia lat. - Kana uniosła brew, kręcąc głową z niedowierzaniem, a potem przeciągnęła się leniwie. - Mam coś zrobić?
- Nie. Nie mogę być egoistką przecież, a do tego, skoro dopiero się tu przeprowadził, to musi sobie sam wybrać towarzystwo. To miła dziewczyna. Chodź, jesteśmy też miłe.
- Ty jesteś. - poprawiła ją szybko, jednak poszła za Pandorą i usiadła obok niej, gdy ta oparła się plecami o siedzisko, łapiąc w dłonie rzutki. Starała się nie przysłuchiwać rozmowie, nie zerkać i ostatecznie jej palce zacisnęły się na butelce, którą odkręciła i zrobiła dwa lub trzy łyki wódki, która ciepłem rozlała się jej po ciele. Zrobiło się jej lepiej. Zakręciła, tocząc ją po kanapie w stronę blondyna, a sama zaczęła obracać literką w palcach i odpowiedziała na jakieś pytanie zadane przez Akane. Eliza tymczasem nie była nachalna, mówiła rzeczowo i zainteresowaniem, dając mu dojść do słowa i będąc po prostu uroczą, cichą sobą. Azjatka parsknęła nagle śmiechem, gestykulując coś, na co Pandora odpowiedziała jej stuknięciem się palcem w czoło i zasugerowała leczenie.
- Musisz mieć z nimi trudno, skoro traktujesz je jak swoje siostry. Prawdziwe urwanie głowy. - przyznała z rozbawieniem, przesuwając palcami po brązowych włosach. Ciemne oczy Pandy powędrowały w stronę źródła zasłyszanych słów i zamrugała kilkakrotnie, widocznie bardziej wcięta i bardziej odważna, bardziej chaotyczna, niż jeszcze kilka minut temu. Zwilżyła usta.
- I wtedy ona.. Ej, słuchasz mnie? Co Ty robisz?
Zignorowała jednak Akane, wzdychając ciężko i wstała, podchodząc do koleżanki i Niedźwiadka, obdarzając ich uśmiechem i przeciągłym spojrzeniem, nachyliła się nieco w jego stronę, pilnując jednocześnie sukienki. Ostatecznie okazało się, że bezpieczniej było kucnąć. Tak też zrobiła, opierając się łokciami o swoje kolana, a na dłoniach podparła brodę. Wbiła w niego spojrzenie, zupełnie ignorując również mówiącą coś do niej Elize, która chyba lekko się zakłopotała. Jak już ma być dla niego siostrą, to niech, chociaż sam jej to powie, a nie będzie sobie głowę psuła. - Hej Hjalmar.. Bo wiesz, może powinnam mówić do Ciebie braciszku? - zapytała w końcu, nieco ciszej, co poskutkowało tym, że próbująca podsłuchać Kana, praktycznie spadła z kanapy, co znów wywołało salwę śmiechu ludzi dookoła. Liz wyglądała, jakby chciała jej pomóc, jednak wstawała z miejsca dość powolnie, wbijając zaskoczone spojrzenie w swoją koleżankę, jakby zupełnie nie rozumiała, o co jej chodziło. - Wybór jest prosty, tak lub nie. - dodała jeszcze, przekręcając głowę na bok i pozwalając, aby włosy spłynęły jej do przodu, ciągnąć się po ramieniu. Coś jej widocznie chodziło po głowie.
- Wszystko dobrze? Wyglądasz, jakby było Ci gorąco. Może chcesz się przewietrzyć? - zapytała miło i z troską w głosie dziewczyna, zerkając jednocześnie w stronę Akane, która poprawiała swoją czerwoną, panterkową sukienkę. Udało się już jej też zagadać do grupki stojącej blisko schodów, lub raczej odpowiedzieć na ich komentarze odnośnie do jej upadku. Naprawdę, Turczynka doceniała dobre serce Elizy bardziej, gdy była trzeźwa i lepiej wyspana, bardziej rozsądna. I może, gdyby nie była tak uparta.
Dlatego właśnie powinien zawsze oczekiwać nieoczekiwanego. Wbrew temu, co Pandora sądziła i pewnie nawet Islandczyk, wcale nie byłoby go tak trudno porwać, chociaż na zupełnie innych zasadach, niż zrobienie z niego worek ziemniaków. Trudno stwierdzić, że tyle odwagi dodawał jej ten nieszczęsny alkohol, czy może błękit jego oczu, ale mógł być przekonany, że prędzej czy później brunetka spróbuje swoich sił w roli porywacza. Koty były niezależne i prychały, podobnie, jak ona. Ucieszyłaby się jednak nawet z nazywania jej po prostu po imieniu, o ile ten paskudny pasożyt poszedłby w odstawkę. Miała z nim za dobrze i tak, nawet jeśli miała skłonności do idealizowania wszystkiego dookoła, to Hjalmar naprawdę się o nią troszczył, nie była ślepa. I chciała zrobić wszystko, żeby mu się odwdzięczyć, nawet jeśli miało to być tylko pomoc w zaaklimatyzowaniu się w Anglii i poznanie go z ludźmi, żeby potem sam sobie wybrał właściwą grupkę lub nawet koleżankę, lub kolegę do piwa.
Sama nie wiedziała, co z Lithą zrobi, ale w jej głowie malował się plan spędzenia jej ponownie w jego rodzinnych stronach, które strasznie polubiła — o ile oczywiście będzie taka możliwość. Nie zamierzała sobie teraz jednak zawracać tym głowy, przynajmniej dopóki nie dostanie listu zwrotnego. Pewne jednak było, że wyprawa do cyrku im nie groziła.
- Nie śmiej się, przecież Cię nie okłamuje. Jak Cię poznałam, to chciałeś mnie zabić i nie uśmiechałeś się wcale! - odparła na jego rozbawienie, znów korzystając z odrobiny rozbawienia oraz upartości, które rozbrzmiały w jej tonie. Pojedynczy kosmyk włosów spłynął jej do przodu, łaskocząc policzek, gdy poruszyła nieco głową, wlepiając w niego wzrok — podejrzliwy, bo wiedziała przecież tutaj, że się jawnie wykręcał. Czyżby nie lubił się uśmiechać? Mogła to być też kwestia jego nieśmiałości. Nie oceniała go oczywiście, cieszyła się z takiego rozwoju spraw, bardzo podobali się jej uśmiechający się ludzie.
- To? O nie, na Ciebie to nie zadziała. To znaczy, będziesz więcej mówił, ale zanim byłbyś otwarty na tyle, żeby odpowiedzieć mi na kaażde pytanie, to pewnie ja byłabym nieprzytomna. - westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, podążając za jego spojrzeniem w stronę butelki. Nie znaczyło to wcale, że nie zamierzała spróbować, skorzystać z jego sugestii, nawet jak skutki mogły być opłakane. Przypomniała sobie również o przejażdżce na jego plecach i aż oczy jej rozbłysły, gdy podniosła na niego wzrok, powstrzymując jednak chcące uciec spomiędzy warg słowa.
- To ta Twoja Islandzka skromność? - zapytała z uniesioną brwią, jednak bez cienia złośliwości, zaraz kręcąc głową z rozbawieniem. Miał rację, ale nie powinna była tego mówić głośno, bo jeszcze by sobie coś pomyślał. Tylko czy ona nie chciała, żeby sobie coś pomyślał? Niepozornie poprawiła ramiączko od sukienki, chcąc odwrócić uwagę od myśli, których wiedziała przecież, że trzeba unikać, zwłaszcza przy piciu. Jej wzrok na krótką chwilę powrócił do butelki z wódką, która wciąż czekała na odkręcenie, schłodzona i pewnie przyjemnie cierpka, chociaż pozbawiona owocowych nut i kolorów. - Może i amator, ale równie uroczy. Lubisz deszcz? - przerwała na chwilę, mimowolnie zerkając w stronę oddalonego od nich okna. W Wielkiej Brytanii ciągle padało, zwłaszcza w okresie od marca do października i czasem mogło okazać się to cholernie przygnębiające, dlatego tak często uciekała z tego kraju. Na wzmiankę o strzałkach roześmiała się jedynie z niedowierzaniem, zupełnie nie wierząc w jego zapewnienia, że nie umiał tym rzucać. - Radzisz sobie z toporem i w kuźni, takie strzałki to będzie dla Ciebie dziecinna igraszka. Oczywiście nie dam Ci wygrać, ale może uda Ci się ze mną zremisować? Jak wygram, to wymyślę sobie nagrodę.
Oznajmiła mu jeszcze, bo właśnie wpadła na ten genialny pomysł, który przypieczętowała niewinnym puszczeniem mu oczka i przeczesaniem swojej kitki palcami. Mogli usiąść i pić, ale jaka w tym zabawa? Chociaż kto wie, jak rozwinie się noc, skoro wciąż była taka młoda. Pandora rano brała solidną dawkę eliksiru pobudzającego, który nadal bardzo mocno ją trzymał.
Jej palce, jej wzrok — wszystko ciągle wędrowało do złotej literki, którą poruszał niespokojnie na jej szyi, obijając delikatny i chłodny metal o jej obojczyki. Cieszyła się z niego, jak dziecko i nie mogła przestać się uśmiechać. Nie chodziło nawet o to, że dotrzymał słowa, a o fakt, że zrobił to specjalnie dla niej, a przecież musiał poświęcić czemuś tak drobnemu mnóstwo czasu i precyzji. Niezależnie, co nim kierowało — zrobił jej olbrzymią przyjemność. Skąd wiedział, że akurat literka będzie czymś, na co zwróciłaby uwagę, gdyby pokazał jej kilka wzorów, z których mogłaby wybrać? Była zarówno elegancka, jak i codzienna, a odcień złota doskonale komponował się z jej oliwkową skórą. Ucieszyłaby się, że odebrałby jej chichot jako taki z jego poczynań, a nie łaskotki, bo miałby na nią kolejną broń. Zresztą, jak miała się nie śmiać, skoro nie mogła nawet powstrzymywać uśmiechu, przez co pewnie wyglądała już jak nie tylko wstawiona, ale też naćpana. Porządną dawką endorfin, którą serwował Niedźwiadek.
- Nawet jeśli się zgubię, to i tak mnie, znajdziesz. Jesteś w tym ekspertem. - rzuciła figlarnie, nawiązując do ich pierwszego spotkania i zanim zareagował, posłała mu całusa w powietrzu i zniknęła ze śmiechem pomiędzy ludźmi, szukając osoby odpowiedniej do zapięcia jej ślicznej biżuterii.
Pandora miała taki problem, że nie umiała postawić siebie ponad kogoś i wiedziała, czego chciała Eliza. Była naprawdę mądrą i dobrą dziewczyną, mogłaby mu przypaść do gustu tak, jak on z pewnością przypadłby do gustu jej. Akane pewnie zabrałaby go kilka razy do łóżka i poszła dalej, ale Liz chciała zupełnie czegoś innego, nie była taka frywolna i otwarta, nie była też tak głośna, jak Turczynka. Musiała, a raczej chciała przedstawić całe mnóstwo ludzi, żeby mógł sobie znaleźć właściwe towarzystwo, nie mogła wybrać za niego i nie powinna też trzymać go tylko dla siebie, bo jak inaczej miałby poczuć się lepiej w Anglii? Więc z westchnieniem i odrobiną zirytowania, przyprowadziła do niego koleżankę, zaraz po tym, jak ta zapięła jej łańcuszek. I już wiedziała, że w nawyk wejdzie łapanie tej literki w palce, bo była to pierwsza rzecz, którą zrobiła, gdy ta zakołysała się nad biustem.
Liz zawstydziła się tym, jak się zachował i uśmiechnęła się nieśmiało, a Prwettówna dostrzegła, jak za plecami ściska palce jednej dłoni w zdenerwowaniu. Dostrzegła jego dłoń na karku, na co ściągnęła na chwilę brwi w zaniepokojeniu, jednak nie wtrąciła się im w rozmowę, którą za to przerwała Akane, chwilę później wieszając się na niej z rozpaczą za Oliverem.
- Czy on zamruczał? - zapytała cicho, nie spuszczając z Hjalmara ciemnych oczu, na co Pandora przytaknęła, uśmiechając się pod nosem. Protekcyjny jak zawsze. Musiał być przyzwyczajony do ostrożności i nieufności, zwłaszcza wobec mężczyzn, skoro miał siostry. Uznała to więc za odruch naturalny, związany z tym, że przez niego było Kanie przykro i nie spełniła swoich niecnych planów oraz zachcianek.
- A “P” nie może być od pięknej? - zapytała z uniesioną brwią, jeszcze przez chwilę drocząc się z przyjaciółką, próbując wysępić od niej biżuterię. Ona była jednak nieugięta i protekcyjna, nawet obdarzając Azjatkę prychnięciem, robiąc kolejne pół kroku w tył i mając nadzieję, że na nikogo nie wpadnie. Wytrzeszczyła oczy z niedowierzaniem na tego małego zdrajcę, gdy z oskarżycielską miną przytuliła się do ramienia Hjalmara, krzyżując ręce pod biustem. Jeszcze tego brakowało, żeby wykorzystywała Niedźwiadka przeciwko niej samej! Akane dostrzegła chyba głębie jej spojrzenia lub raczej kryjące się za nią myśli, bo zareagowała śmiechem.
- No już się tak nie wściekaj! Widać, że ma siostry i chyba właśnie zostałyśmy też jego siostrzyczkami, Pandziu. Ja się znam, sama mam czwórkę rodzeństwa. - wyjaśniła rzeczowo, mówiąc trochę wyższym tonem czarnooka, na co Pandora westchnęła z rezygnacją, przytakując na to, że faktycznie, miał siostry. Podejrzewała się o bycie zawartością tego worka już od dłuższego czasu, ale to wypierała.
- Może niech dziewczyny rozwiążą to między sobą, a Ty się ze mną napijesz? - zaproponowała Eliza, gdy Akane się od niego odsunęła, ruchem dłoni zapraszając go najpierw na kanapę, gdzie Turczynka zostawiła flaszkę, a potem go lekko ciągnąć, aby z nią usiadł.
Prewettówna przekręciła głowę na bok, przyglądając się temu z odrobiną niedowierzania, ale też nie mogła specjalnie zareagować. Akane spojrzała na nią, opierając ręce na biodrach.
- Czy ona właśnie ukradła sobie mojego Islandczyka?
- Twojego? - powtórzyła również szeptem do przyjaciółki Azjatka, powstrzymując śmiech jednak na widok jej spojrzenia, które później przerodziło się w młynek oczami. Obydwie miały na tyle rozsądku, by mówić cicho między sobą. - A to nie tak, że sama ją mu przedstawiłaś?
- To prawda.
- Po co? No co? Przecież nie jesteś zachwycona. Znam Cię dwadzieścia lat. - Kana uniosła brew, kręcąc głową z niedowierzaniem, a potem przeciągnęła się leniwie. - Mam coś zrobić?
- Nie. Nie mogę być egoistką przecież, a do tego, skoro dopiero się tu przeprowadził, to musi sobie sam wybrać towarzystwo. To miła dziewczyna. Chodź, jesteśmy też miłe.
- Ty jesteś. - poprawiła ją szybko, jednak poszła za Pandorą i usiadła obok niej, gdy ta oparła się plecami o siedzisko, łapiąc w dłonie rzutki. Starała się nie przysłuchiwać rozmowie, nie zerkać i ostatecznie jej palce zacisnęły się na butelce, którą odkręciła i zrobiła dwa lub trzy łyki wódki, która ciepłem rozlała się jej po ciele. Zrobiło się jej lepiej. Zakręciła, tocząc ją po kanapie w stronę blondyna, a sama zaczęła obracać literką w palcach i odpowiedziała na jakieś pytanie zadane przez Akane. Eliza tymczasem nie była nachalna, mówiła rzeczowo i zainteresowaniem, dając mu dojść do słowa i będąc po prostu uroczą, cichą sobą. Azjatka parsknęła nagle śmiechem, gestykulując coś, na co Pandora odpowiedziała jej stuknięciem się palcem w czoło i zasugerowała leczenie.
- Musisz mieć z nimi trudno, skoro traktujesz je jak swoje siostry. Prawdziwe urwanie głowy. - przyznała z rozbawieniem, przesuwając palcami po brązowych włosach. Ciemne oczy Pandy powędrowały w stronę źródła zasłyszanych słów i zamrugała kilkakrotnie, widocznie bardziej wcięta i bardziej odważna, bardziej chaotyczna, niż jeszcze kilka minut temu. Zwilżyła usta.
- I wtedy ona.. Ej, słuchasz mnie? Co Ty robisz?
Zignorowała jednak Akane, wzdychając ciężko i wstała, podchodząc do koleżanki i Niedźwiadka, obdarzając ich uśmiechem i przeciągłym spojrzeniem, nachyliła się nieco w jego stronę, pilnując jednocześnie sukienki. Ostatecznie okazało się, że bezpieczniej było kucnąć. Tak też zrobiła, opierając się łokciami o swoje kolana, a na dłoniach podparła brodę. Wbiła w niego spojrzenie, zupełnie ignorując również mówiącą coś do niej Elize, która chyba lekko się zakłopotała. Jak już ma być dla niego siostrą, to niech, chociaż sam jej to powie, a nie będzie sobie głowę psuła. - Hej Hjalmar.. Bo wiesz, może powinnam mówić do Ciebie braciszku? - zapytała w końcu, nieco ciszej, co poskutkowało tym, że próbująca podsłuchać Kana, praktycznie spadła z kanapy, co znów wywołało salwę śmiechu ludzi dookoła. Liz wyglądała, jakby chciała jej pomóc, jednak wstawała z miejsca dość powolnie, wbijając zaskoczone spojrzenie w swoją koleżankę, jakby zupełnie nie rozumiała, o co jej chodziło. - Wybór jest prosty, tak lub nie. - dodała jeszcze, przekręcając głowę na bok i pozwalając, aby włosy spłynęły jej do przodu, ciągnąć się po ramieniu. Coś jej widocznie chodziło po głowie.
- Wszystko dobrze? Wyglądasz, jakby było Ci gorąco. Może chcesz się przewietrzyć? - zapytała miło i z troską w głosie dziewczyna, zerkając jednocześnie w stronę Akane, która poprawiała swoją czerwoną, panterkową sukienkę. Udało się już jej też zagadać do grupki stojącej blisko schodów, lub raczej odpowiedzieć na ich komentarze odnośnie do jej upadku. Naprawdę, Turczynka doceniała dobre serce Elizy bardziej, gdy była trzeźwa i lepiej wyspana, bardziej rozsądna. I może, gdyby nie była tak uparta.