11.06.2023, 21:39 ✶
Nie można było się odcinać, zapomnieć. Każda chwila, każde wspomnienie tworzyło z nas ludzi, którymi byliśmy w obecnej chwili i także cząstką tych, których staniemy się w kolejnym dniu. Wszystko było ze sobą powiązane, stres lub strach nie powinny sprawiać, że odcinało się od jakiegoś okresu, nawet jeśli nie był naszym najlepszym. Pandora była bardzo konkretna w swoich poglądach na ten temat, jej miłość do życia i czerpanie z niego garściami sprawiało, że nie wstydziła się i nie żałowała praktycznie niczego, co zrobiła lub czego nie zrobiła. To była jej złota zasada.
- Bycie prawnikiem to trudna, ale nudna praca, nie? - zapytała ciszej, jakby pełnym konspiracji szeptem na wypadek, gdyby w ich pobliżu jakiś się znalazł. Nie chciała przecież nikogo urazić. - Hmm? Częściowo? - ściągnęła brwi w zaintrygowaniu, wbijając w niego duże, brązowe oczy z miną, jakby natychmiast musiała dowiedzieć się więcej. Bo jak można być czymś tylko w połowie? Gdy w końcu się dowiedziała, pokiwała z uznaniem głową, powstrzymując się przed pełnym podziwu klaśnięciem w dłonie. Przecież akademickie prace były takie trochę.. Polegające na książkach, nie na podróżach? Dla niej zbyt wolne zbyt delikatne. I jakim cudem z badań historycznych trafił do Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami? Tak właściwie ojciec też sugerował jej tam pracę, ale tkwienie w Ministerstwie za biurkiem nie było pracą, którą Prewettówna mogłaby wykonywać. - I czym się zajmujesz w tym Departamencie? Nie zrozum mnie źle, ale to dość zaskakujący przeskok z historycznych badań na centaury lub smoki.
Lubiła ludzi, uwielbiała o nich słuchać i ich poznawać, nie powinien się więc dziwić, że skoro już na siebie wpadli i zajęła mu wieczór, to poświęcała Sebastianowi całą swoją uwagę, co kończyło się tysiącem spojrzeń oraz uśmiechów. Beztroskich. Miała tryb "samotność", który włączał się u niej głównie przy pracy związanej z rzemiosłem lub mapami, ale zwykle nie był używany często, bo raz, że znała mnóstwo ludzi, a dwa, że wiecznie funkcjonowała na najwyższych obrotach, wszędzie było jej pełno i miała tysiące rzeczy do zrobienia. Każdy, kto wykonywał pracę, którą lubił lub miał możliwość rozwijania swoich pasji, był szczęściarzem. Na jego pytanie uniosła dłoń, stukając sobie przez chwilę palcami w usta. Ciężko było jej określić, w co wierzyła najbardziej i które były najbliższe jej sercu, ale z pewnością szanowała wszystkie religie, z którymi miała przyjemność się zetknąć, nawet te niezrozumiałe dla niej.
- Tak. - przyznała w końcu, nie komentując już więcej, aby nie wchodzić mu przypadkowo w słowo lub nie wypłoszyć myśli, szczerze zainteresowana tym, co miał jej do opowiedzenia. Im więcej mówił, tym więcej zafascynowania malowało się na jej twarzy. Pandora była, jak otwarta księga — bardzo trudno było ukryć jej emocje, powstrzymać się od słów i gestów, musiała naprawdę tego chcieć i bardzo się pilnować. Natychmiast nabrała ochoty wyjścia z wystawy i zobaczenia tej kapliczki. - Gdzie ona jest? Nigdy tam nie byłam! Można takie miejsce odwiedzić, żeby zobaczyć, jak to wygląda i jak się odczuwa?
Zapytała z entuzjazmem, pamiętając jednak o szacunku do niego, jako do opiekuna. Nie znała zasad, który kierował światem kowenu. I nie chciała popełnić jakiegoś nietaktu, kwestie duchowości były przecież bardzo delikatne. Czy on był jak taki arcykapłan przez to? Pomyślała o tym, że powinna odwiedzić bibliotekę, znaleźć informację i dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, bo bardzo nie lubiła wychodzić na głupią. Na przemądrzałą też nie, więc jednym z życiowych celów Prewettówny, było znalezienie balansu w tym wszystkim. Wyglądał na dumnego i szczęśliwego, gdy o tym mówił, nie umknęło to jej oczom.
- Spadłeś mi z nieba. - stwierdziła nagle, bo przez głowę przemknęły jej te wszystkie pytania o duchach, na które nie miała odpowiedzi. - Dlaczego duchy decydują się zostać? Jakim cudem "nie mogą" opuszczać jakiegoś miejsca, jeśli im Ministerstwo zabroni? Czy jak je odeślesz, mogą tu wrócić na stałe potem, jak jednak się im odwidzi? I dlaczego niektóre duchy umieją przybierać formę zwierząt? Wybacz, nie mogłam znaleźć dobrej odpowiedzi w żadnej książce, którą znalazłam. - zalała go odrobinę słowotokiem, przez co posłała mu przepraszający uśmiech, nawet zrobiła delikatną podkówkę. - Nie musisz odpowiadać, jeśli to jakieś tajne pytania.. - dodała szybko z odrobiną zakłopotania, palcami wolnej dłoni przesuwając po swojej szyi. Nie chciała popsuć mu wieczora, ale jak na prawdziwego Krukona przystało, gdy już coś ją nurtowało, musiała wiedzieć. No i był pierwszym egzorcystą, jakiego znała! Czy to nie było cudownie fascynujące! Ciekawe, czy gdyby poznali się lepiej i by go poprosiła, pozwoliłby jej iść ze sobą do pracy i popatrzeć? Nawet nie wiedziała, że istniał taki rejestr, chociaż praca z samymi dokumentami musiała być faktycznie trochę nudna. No i jak zmusić do czegoś ducha? A co, jak był złym duchem?
Pandora roześmiała się na jego stwierdzenie o herbacie, kiwając głową.
- Masz rację! Dobra herbata, kawa lub przyzwoity alkohol. Czym są spotkania bez napoi? - trąciła go zaczepnie łokciem, delikatnie, aby trochę się rozluźnił i przestał tak przejmować, bo Pandora nie była żadną sztywną damą ze śmietanki towarzyskiej Londynu. - To bardzo dziwna kreacja igrania z ogniem, ale możesz mieć rację. Jest w tym jakiś ukryty sens, to pewnie ta krzywa twarz. Chodźmy po herbatę, bo potem się spóźnimy na pokaz i będziesz rozczarowany.
Przyznała mu rację odnośnie do dzieła sztuki, zaraz jednak porywając go w stronę niewielkiej kawiarenki w muzeum, gdzie mogli zaopatrzyć się w napój oraz ewentualnie coś do przegryzienia. Zerkała czasem na inne dzieła sztuki, gdy przechodzili pomiędzy ludźmi.
Wpatrywała się w niego z takim zainteresowaniem, gdy mówił, że oczywiście na kogoś wpadła i musiała przeprosić, ale nie miało to absolutnie żadnego znaczenia, bo były rzeczy ważne i ważniejsze. Pandora pokręciła głową z odrobiną niedowierzania, że to wszystko było tak poplątane i wymagało tak wielu rzeczy. - A czy duch może zostać w ciele medium? W sensie to nie jest niebezpieczne? Przepraszam, pewnie masz mnie dość, ale masz takie fascynujące zajęcie.
Pandorze wydawało się zawsze, że jak duchy odeszły z ziemi, to potem, po jakimś czasie przebywania tam, gdzie takie dusze trafiały, mogły się zwyczajnie znudzić i rozmyślić. Chcieć wrócić na ziemię, poczuć i zobaczyć to wszystko. Zwłaszcza takie duchy, które nie były na niej od wielu lat, a wszystko zdążyło się zmienić. A co z odradzaniem? Czy dusze mogły się odradzać? Chociaż tego pewnie nie wiedział. Znów się na niego zagapiła, wpadając na jegomościa w kapeluszu, którego znów przeprosiła i obdarzyła krótkim uśmiechem.
- Będę miała dużo siniaków po tej wystawie. - zauważyła z nutą rozbawienia z własnej niezdarności.
- Bycie prawnikiem to trudna, ale nudna praca, nie? - zapytała ciszej, jakby pełnym konspiracji szeptem na wypadek, gdyby w ich pobliżu jakiś się znalazł. Nie chciała przecież nikogo urazić. - Hmm? Częściowo? - ściągnęła brwi w zaintrygowaniu, wbijając w niego duże, brązowe oczy z miną, jakby natychmiast musiała dowiedzieć się więcej. Bo jak można być czymś tylko w połowie? Gdy w końcu się dowiedziała, pokiwała z uznaniem głową, powstrzymując się przed pełnym podziwu klaśnięciem w dłonie. Przecież akademickie prace były takie trochę.. Polegające na książkach, nie na podróżach? Dla niej zbyt wolne zbyt delikatne. I jakim cudem z badań historycznych trafił do Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami? Tak właściwie ojciec też sugerował jej tam pracę, ale tkwienie w Ministerstwie za biurkiem nie było pracą, którą Prewettówna mogłaby wykonywać. - I czym się zajmujesz w tym Departamencie? Nie zrozum mnie źle, ale to dość zaskakujący przeskok z historycznych badań na centaury lub smoki.
Lubiła ludzi, uwielbiała o nich słuchać i ich poznawać, nie powinien się więc dziwić, że skoro już na siebie wpadli i zajęła mu wieczór, to poświęcała Sebastianowi całą swoją uwagę, co kończyło się tysiącem spojrzeń oraz uśmiechów. Beztroskich. Miała tryb "samotność", który włączał się u niej głównie przy pracy związanej z rzemiosłem lub mapami, ale zwykle nie był używany często, bo raz, że znała mnóstwo ludzi, a dwa, że wiecznie funkcjonowała na najwyższych obrotach, wszędzie było jej pełno i miała tysiące rzeczy do zrobienia. Każdy, kto wykonywał pracę, którą lubił lub miał możliwość rozwijania swoich pasji, był szczęściarzem. Na jego pytanie uniosła dłoń, stukając sobie przez chwilę palcami w usta. Ciężko było jej określić, w co wierzyła najbardziej i które były najbliższe jej sercu, ale z pewnością szanowała wszystkie religie, z którymi miała przyjemność się zetknąć, nawet te niezrozumiałe dla niej.
- Tak. - przyznała w końcu, nie komentując już więcej, aby nie wchodzić mu przypadkowo w słowo lub nie wypłoszyć myśli, szczerze zainteresowana tym, co miał jej do opowiedzenia. Im więcej mówił, tym więcej zafascynowania malowało się na jej twarzy. Pandora była, jak otwarta księga — bardzo trudno było ukryć jej emocje, powstrzymać się od słów i gestów, musiała naprawdę tego chcieć i bardzo się pilnować. Natychmiast nabrała ochoty wyjścia z wystawy i zobaczenia tej kapliczki. - Gdzie ona jest? Nigdy tam nie byłam! Można takie miejsce odwiedzić, żeby zobaczyć, jak to wygląda i jak się odczuwa?
Zapytała z entuzjazmem, pamiętając jednak o szacunku do niego, jako do opiekuna. Nie znała zasad, który kierował światem kowenu. I nie chciała popełnić jakiegoś nietaktu, kwestie duchowości były przecież bardzo delikatne. Czy on był jak taki arcykapłan przez to? Pomyślała o tym, że powinna odwiedzić bibliotekę, znaleźć informację i dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, bo bardzo nie lubiła wychodzić na głupią. Na przemądrzałą też nie, więc jednym z życiowych celów Prewettówny, było znalezienie balansu w tym wszystkim. Wyglądał na dumnego i szczęśliwego, gdy o tym mówił, nie umknęło to jej oczom.
- Spadłeś mi z nieba. - stwierdziła nagle, bo przez głowę przemknęły jej te wszystkie pytania o duchach, na które nie miała odpowiedzi. - Dlaczego duchy decydują się zostać? Jakim cudem "nie mogą" opuszczać jakiegoś miejsca, jeśli im Ministerstwo zabroni? Czy jak je odeślesz, mogą tu wrócić na stałe potem, jak jednak się im odwidzi? I dlaczego niektóre duchy umieją przybierać formę zwierząt? Wybacz, nie mogłam znaleźć dobrej odpowiedzi w żadnej książce, którą znalazłam. - zalała go odrobinę słowotokiem, przez co posłała mu przepraszający uśmiech, nawet zrobiła delikatną podkówkę. - Nie musisz odpowiadać, jeśli to jakieś tajne pytania.. - dodała szybko z odrobiną zakłopotania, palcami wolnej dłoni przesuwając po swojej szyi. Nie chciała popsuć mu wieczora, ale jak na prawdziwego Krukona przystało, gdy już coś ją nurtowało, musiała wiedzieć. No i był pierwszym egzorcystą, jakiego znała! Czy to nie było cudownie fascynujące! Ciekawe, czy gdyby poznali się lepiej i by go poprosiła, pozwoliłby jej iść ze sobą do pracy i popatrzeć? Nawet nie wiedziała, że istniał taki rejestr, chociaż praca z samymi dokumentami musiała być faktycznie trochę nudna. No i jak zmusić do czegoś ducha? A co, jak był złym duchem?
Pandora roześmiała się na jego stwierdzenie o herbacie, kiwając głową.
- Masz rację! Dobra herbata, kawa lub przyzwoity alkohol. Czym są spotkania bez napoi? - trąciła go zaczepnie łokciem, delikatnie, aby trochę się rozluźnił i przestał tak przejmować, bo Pandora nie była żadną sztywną damą ze śmietanki towarzyskiej Londynu. - To bardzo dziwna kreacja igrania z ogniem, ale możesz mieć rację. Jest w tym jakiś ukryty sens, to pewnie ta krzywa twarz. Chodźmy po herbatę, bo potem się spóźnimy na pokaz i będziesz rozczarowany.
Przyznała mu rację odnośnie do dzieła sztuki, zaraz jednak porywając go w stronę niewielkiej kawiarenki w muzeum, gdzie mogli zaopatrzyć się w napój oraz ewentualnie coś do przegryzienia. Zerkała czasem na inne dzieła sztuki, gdy przechodzili pomiędzy ludźmi.
Wpatrywała się w niego z takim zainteresowaniem, gdy mówił, że oczywiście na kogoś wpadła i musiała przeprosić, ale nie miało to absolutnie żadnego znaczenia, bo były rzeczy ważne i ważniejsze. Pandora pokręciła głową z odrobiną niedowierzania, że to wszystko było tak poplątane i wymagało tak wielu rzeczy. - A czy duch może zostać w ciele medium? W sensie to nie jest niebezpieczne? Przepraszam, pewnie masz mnie dość, ale masz takie fascynujące zajęcie.
Pandorze wydawało się zawsze, że jak duchy odeszły z ziemi, to potem, po jakimś czasie przebywania tam, gdzie takie dusze trafiały, mogły się zwyczajnie znudzić i rozmyślić. Chcieć wrócić na ziemię, poczuć i zobaczyć to wszystko. Zwłaszcza takie duchy, które nie były na niej od wielu lat, a wszystko zdążyło się zmienić. A co z odradzaniem? Czy dusze mogły się odradzać? Chociaż tego pewnie nie wiedział. Znów się na niego zagapiła, wpadając na jegomościa w kapeluszu, którego znów przeprosiła i obdarzyła krótkim uśmiechem.
- Będę miała dużo siniaków po tej wystawie. - zauważyła z nutą rozbawienia z własnej niezdarności.