Skinął głową na prośbę Danielle. Musiała się zająć Moss, więc on zaopiekuje się resztą.
— Co? — zamrugał, wbijając w Atreusa pełen niezrozumienia wzrok. — Jakie portale?
Nie miał zbyt wiele czasu na rozwinięcie swej odpowiedzi, gdyż Bulstrode po chwili ruszył w kierunku ognisk i... padł nieprzytomny. Mchinalnie rzucił się w jego kierunku, sprawdzając, co mu się stało. Szybko się jednak domyślił, że miało to coś wspólnego ze stanem pozostałych leżących wokół niego ludzi. Magia. Cholera. Erik przesunął Atreusa bliżej pozostałych nieprzytomnych. I wtedy odezwał się ten Śmierciożerca.
Nie daj się sprowokować, pomyślał, zaciskając pięści do tego stopnia, że zbielały mu kłykcie. Czy to była prawda? Czy naprawdę ktoś z ich zespołu nie żył? Z trudem powstrzymał się od gwałtownego rozejrzenia się we wszystkie strony świata, jakby w tym chaosie był w stanie zliczyć wszystkie potencjalne ofiary. Wiedział, że rannych mogło być wielu, ale nie dopuszczał na tym etapie do siebie myśli, że ktoś mógł odnieść śmiertelne obrażenia.
— Jesteś ponadprzeciętnie wygadany jak na kogoś, kto będzie zawleczony do aresztu Ministerstwa Magii w łańcuchach. — Erik splunął w bok, a w jego oczach zapłonęły ogniki ledwo kontrolowanej złości. — To jest, o ile będziesz miał szczęście. Wiele może się zmienić w ciągu kilku minut. — Schylił się nad Śmierciożercą, taksując go pełnym obrzydzenia wzrokiem.— Troska o moich ludzi jest wręcz wzruszająca. Na twoim miejscu powściągnąłbym jednak język. — Zaniżył niemalże teatralnie ton głosu. — Ktoś będzie musiał ponieść konsekwencje za ten atak, a ty... Tak, ty będziesz świetnym przykładem. Kto wie, może dzięki tobie dopadniemy jeszcze kilku twoich wspólników.
Rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, współpracownicy, koledzy od kieliszka... Ktoś się znajdzie, co do tego Erik nie miał żadnych wątpliwości. Dotychczasowe działania Śmierciożerców można było klasyfikować jako pojedyncze przypadki, coś, na co trzeba mieć oko i zwalczać, ale teraz? Teraz gdy prawdopodobnie Harper Moody widziała wszystko na własne oczy, razem z oddziałem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów? Od wszczęcia wielkiego śledztwa i zrobienia kipiszu w domach podejrzanych siły bezpieczeństwa dzieliło tylko kilka papierków, a Longbottomowi coś podpowiadało, że nastroje społeczne tylko dadzą przyzwolenie na dosadne działania oficjalnych służb.
Nie miał zamiaru dać Śmierciożercy dalej się prowokować. Wycelował w niego różdżkę i wyszeptał formułkę zaklęcia, które miało na celu sklejenie ust mężczyzny. Wprawdzie mógł skorzystać z prostego Silencio, jednak chciał też sobie nieco ulżyć. Zaklęcie miało tylko sprawić, aby usta ofiary wyglądały tak, jakby nigdy ich nie było, a skóra pokrywała ten obszar, uniemożliwiając mowę. Tania, raczej niegroźna sztuczka, jaką kojarzył jeszcze z czasów Hogwartu. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że rzucenie tego zaklęcia sprawiło mu niemałą satysfakcję.
Akcja nieudana
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞