Już miała się teleportować, ale okrzyk Heather ją zatrzymał i się zawahała, opuszczając różdżkę. Spojrzała w kierunku, który wskazywała dziewczyna – na nagrobek, który i jej rzucił się wcześniej w oczy i w okolicy którego jeszcze chwilę temu sama się znajdowała. Ostatecznie rzuciła jeszcze okiem na znajdującego się w diurze trupka, który próbował się jakoś tam wydostać i nijak mu to nie szło, i trzymając te wszystkie klamoty przy sobie, które pozbierała na polance, ruszyła we wskazane miejsce… tylko po to, by zobaczyć na zdjęciu na nagrobku typa z rysopisu.
- Albo eliksir wielosokowy – rzuciła Victoria pierwsze co przyszło jej do głowy. Właściwie to nie dziwne, że to była jej pierwsza myśl, zważywszy że interesowała się alchemią od najmłodszych lat.
Brenna nie musiała jej prosić, ani mówić dwa razy. Obecność grobu z tą podobizną tak mocno biła na alarm, że Victoria bez zbędnego komentarza machnęła kilka razy różdżką, chcąc się upewnić, że na pewno nic im tutaj ze strony magii nie grozi – i rozproszyć ewentualne paskudztwa nań czyhające. Czy te trupy mogły tutaj szukać jakiejś rzeczy – miała co do tego wątpliwość. Dla Victorii wyglądali jakby raczej czegoś strzegli, bo rzucili się na pierwsze osoby, które wyczuli.
Z wysoko uniesioną jedną brwią spojrzała na Longbottom.
- Serio? – mruknęła, ale wzięła łopatę do ręki i westchnęła głośno, dając tym samym upust swojemu lekkiemu niezadowoleniu. Ale zakasała mentalne rękawy i zaraz wbiła szpadel w ziemię. Tak – wiedziała jak się to robi. A bo to raz przekopywała ogródek, żeby kwiaty lepiej rosły? Jasne, nie był to ogródek tylko grób, ale proces był przecież ten sam. Najwyżej zaklnie łopatę, żeby wiosłowała sama – ale to za chwilę, bo niech te kilka ruchów będzie, że zrobiła sama.
Rozpraszanie na rozpraszanie magii
Sukces!
Akcja nieudana
Sukces!