Przeszły go dreszcze, gdy do jego modłów dołączyli wszyscy zebrani. W całkiem sporej ilości przypadków wręcz zachęcał inne osoby do tego, aby wraz z nim brały udział w modlitwie. Przez swoje pochodzenie głęboko wierzył, że wzmacnia to efekt magii mającej na celu wygnanie złego lub zagubionego ducha z ludzkiego naczynia. Może było to myślenie życzeniowe, ale emocje, więzi, relacje musiały mieć jakieś znaczenie w ogólnym rozrachunku, czyż nie? Skądś się musiały brać legendy o tym, jak miłość czy przyjaźń potrafiły pokonać największe przeciwności losu. Wszyscy tutaj byli związani z Jamilem i zdecydowanie chcieli go mieć z powrotem. A już, zwłaszcza gdy alternatywą było pozostawienie w jego ciele zwolenniczki czarnoksiężnika Grindelwalda.
Ciężko mu się patrzyło na to, jak Anwar walczy z blokującymi jego ruchy więzami. W normalnych warunkach raczej nie byłoby mu dane zobaczyć podobnej sceny na własne oczy. Chyba że akurat podczas swoich przygód z badaczami Shafiqa natrafiliby na jakąś konkurencję lub najemników, tudzież jeszcze inne zagrożenie, które... Skup się, pomyślał Macmillan, odrzucając przypadkowe myśli na bok. Na to jeszcze przyjdzie czas. Może nie będą się z tego śmiać przy kolejnej popołudniowej herbatce, ale miał wrażenie, że to wydarzenie nie zostanie zbyt szybko zapomniane.
— Nie, to jeszcze nie koniec — poinformował spokojnym głosem Letę, gdy pierwszy etap rytuału dobiegł końca. Nie zdążył jednak rozwinąć swych wyjaśnień, gdyż Nell momentalnie rzuciła się ku Jamilowi. — Nell, uważaj!
Zadziałał instynktownie; i jak na siebie, całkiem żwawo. Pochwycił srebrny medalik i dopadł do ciała Anwara, przyciskając go do jego piersi. Ponownie zaczął mruczeć pod nosem frazy po łacinie, a wolną ręką wycelował w klatkę piersiową kuzyna. Po chwili z ust, nosa i uszu chłopaka wydobyły się strugi szaro-srebrnego światła, które uformowały się w kształt lin, a pod wpływem ruchu różdżki Sebastiana dostały się do medalika. Gdy resztki widma zostały usunięte z Jamila, Macmillan zamknął medalik. Odetchnął z ulgą, rzucając ostrzegawcze spojrzenie Nell.
— Nie powinnaś tego robić! To było nieodpowiedzialne, mógł przejść na ciebie, zanim zdążylibyśmy go pochwycić! A wystarczyło poczekać... Nawet nie wiesz, jakie masz szczęście! — Zacisnął dosyć mocno rękę na jej ramieniu, jakby chciał nadać swym słowom dosadnego znaczenia. Spojrzał na Cathala. — Duch zamknięty. Nie powinien uciec zbyt szybko. Przekażę go Ministerstwu, żeby odnotowano w aktach jego pochwycenie. Powinniśmy go szybko odprawić na drugą stronę.